Porażające eksperymenty Milgrama

- autor: tsissput

Stanley Milgram był amerykańskim psychologiem społecznym, znanym głownie za sprawą dwóch eksperymentów:

  • Świat  jest mały.
  • Posłuszeństwo wobec władzy.
Chciałbym opisać pokrótce te doświadczenia, oraz podyskutować o ideach i wnioskach z nich płynących.

Świat  jest mały.

Prawdopodobnie pierwszym nawiązaniem do idei tego eksperymentu jest wyzwanie węgierskiego autora, Frigyes Karinthy, które polegało na znalezieniu osoby, z którą by nie był połączony za pośrednictwem mniej niż pięciu osób. Milgram, który wcześniej pracował nad publikacją Contacts and Influences, gdzie został przedstawiony formalny opis mechanizmów sieci społecznościowych oraz analiza matematycznych zależności w nich występujących, podjął to wyzwanie. W efekcie został przeprowadzony eksperyment, opisany ostatecznie w magazynie Psychology Today. Doświadczenie to miało miejsce w czasach, kiedy bardzo popularne były teorie mówiące, że świat się staje coraz bardziej połączony. Doszło nawet do tego, że austriacki matematyk, Manfred Kochen, postawił niewiarygodną tezę, że w społeczeństwie wielkości amerykańskiego bez struktury społecznej jest prawie pewne, że dwie osoby mogą się ze sobą skontaktować za pośrednictwem dwóch innych osób. Co więcej, sądził, że biorąc pod uwagę całą populację świata, wystarczyłoby dodać tylko jedno połączenie.
Ponieważ przed zaplanowaniem eksperymentu należy najpierw zbudować model, za pomocą metody Monte Carlo zostały przeprowadzone symulacje społeczeństwa i stwierdzono, że niezbędne jest zdefiniowanie słabych i silnych połączeń pomiędzy osobami. Pomimo bardzo ograniczonej mocy obliczeniowej komputerów tamtych czasów (1973) pomyślnie przeprowadzone symulacje wykazały, że w Stanach Zjednoczonych istnieją 3 stopnie oddalenia pomiędzy ludźmi. Po przeprowadzeniu symulacji nadszedł wreszcie czas na właściwy eksperyment. Jego procedura składała się z 5 kroków:
  1. Wybór osób, które miały uczestniczyć w doświadczeniu. Milgram zadecydował, że punktem startowym były Omaha (Nebraska) i Wichita (Kansas), natomiast jako pukt końcowy został wybrany Boston (Massachusetts). Wybór był uzasadniony, ponieważ miasta te oddziela ogromna odległość w sensie geograficznym oraz znacznie różnią się w sensie społecznym.
  2. Koperty zawierające list opisujący eksperyment, jego cel oraz założenia, były rozesłane do wylosowanych osób z miast startowych. Koperty zawierały również podstawowe informacje o losowo wybranej osobie z miasta końcowego. Dodatkowo dołączony był formularz, na którym potwierdzało się chęć wzięcia udziału w eksperymencie, podawało swoje podstawowe dane. Formularz można było odesłać do Harvardu (czyli bazy eksperymentu) za pomocą dołączonej, zaadresowanej koperty zwrotnej.
  3. Po potwierdzeniu wzięcia udziału w eksperymencie, osoba badany była pytana, czy zna osobę z miasta końcowego. Na potrzeby eksperymentu ustalono, że znajomość jest brana pod uwagę, jeżeli osoby mówią sobie po imieniu (są na „ty”). Jeżeli odpowiedź była pozytywna, to osoba badana bezpośrednio przekazywała list do osoby końcowej.
  4. W bardziej prawdopodobnym przypadku, czyli kiedy osoby się nie znały, badany był proszony o zastanowienie się nad kimś sobie bliskim (ktoś z rodziny, dobry znajomy itp.), kto być może będzie znał końcową osobę. W tym przypadku badany przesyłał list do wybranej właśnie osoby. Odbiorca zapisywał na formularzu swoje dane oraz powtarzał procedurę (punkty 3 i 4). Oczywiście w celu umożliwienia kontrolowania listu, przesyłana była również informacja o tym do Harvardu.
  5. Kiedy list docierał do osoby końcowej, na podstawie ilości wpisów na formularzu można było określić, jaką drogę przebyła przesyłka żeby dotrzeć do celu. Dzięki zabezpieczeniu w postaci dodatkowego listu z punktu 4, można było określić miejsca ewentualnych zagubień listów, które nigdy nie dotarły do punktu końcowego.
Wyniki eksperymentu dla mnie nie są zaskoczeniem. W większości przypadków (232 z 296) listy nie były dalej przekazywane – któraś z osób w łańcuchu komunikacyjnym odmawiała wzięcia udziału w eksperymencie. Prawdopodobnie ja sam nie przesłałbym dalej takiego listu, traktując go na zasadzie spamu. Pośród pozostałych 64 listów zdarzały się łańcuchy o długości jednej lub dwóch osób, jak również były takie o długości nawet dziesięciu osób. Średnia długość ścieżki wynosiła około sześciu osób, stąd powstało nawet określenie ‚sześć stopni oddalenia’.

Badacze zwrócili uwagę na fakt, że listy zazwyczaj szybko docierały w pobliże celu, jednak często krążyły w jego otoczeniu praktycznie losową ilość razy, czekając, aż dotrą do kręgu znajomych osoby docelowej. Krytycy poddają w wątpliwość wyniki eksperymentu, ze względu na kilka czynników:
  • Osoby nie były wybierane do eksperymentu losowo, lecz same się zgłaszały na podstawie przygotowanej reklamy. Zdaniem krytyków spowodowało to, że w eksperymencie brały udział głównie osoby postrzegające się jako towarzyskie.
  • Ponieważ bardzo duża ilość listów nie docierała do celu, prawdopodobieństwo przerwania dłuższego łańcucha połączeń było znacznie wyższe – rosło z każdą kolejną osobą.
  • Osoby decydujące, kto z otoczenia może znać osobę końcową, często były niepewne i w efekcie, mogły się mylić – powodując, że list nie szedł najkrótszą możliwą ścieżką.
  • Istnieją zamknięte społeczeństwa (jako przykład podawane jest Sentinelese), które zaburzają globalne łańcuchy połączeń.
Ja sam po przeczytaniu tych argumentów bardzo sceptycznie podchodzę do wyników tego eksperymentu. Trudno mówić o wynikach przy tak małej skali doświadczenia oraz nie znając kilku więcej danych statystycznych (chociażby wariancji, która określa rozrzut), ponieważ na podstawie wartości minimalnej, maksymalnej oraz średniej trudno oprzeć jakiekolwiek przemyślenia.

Posłuszeństwo wobec władzy

Moim zdaniem drugi eksperyment jest dużo ciekawszy, ponieważ sięga do najmroczniejszych zakamarków ludzkich, ale po kolei.
Inspiracją do tego doświadczenia było pytanie zadawane sobie przez Milgrama, co skłoniło ludzi do zbrodniczych posunięć, np. w czasie Holocaustu. Nie mógł on uwierzyć, że ludzie są zdolni do takich rzeczy.
Osobie badanej przypadała rola nauczyciela, wybierana w ustawionym losowaniu. Osoba ta siadała w jednym pokoju z kontrolującym przebieg doświadczenia – naukowcem, ubranym w garnitur oraz biały fartuch. Trzecią osobą biorącą udział w eksperymencie był uczeń, który siadał w drugim pokoju. Miał on założoną elektrodę, za pomocą której miał być rażony prądem elektrycznym. Przed rozpoczęciem całego procesu nauczyciel również był rażony prądem o niewielkim napięciu, żeby mógł się przekonać o prawdziwości eksperymentu. Rolą nauczyciela było przeczytanie listy par słów, które uczeń miał zapamiętać. Następnie nauczyciel czytał od pierwsze słowa z listy, natomiast zadaniem ucznia było prawidłowe dopasowanie drugiego słowa. W razie pomyłki nauczyciel miał razić prądem o wzrastającym napięciu. Naprawdę ciekawy motywator… Oczywiście w rzeczywistości nikt nikogo nie raził prądem, lecz cała otoczka spełniała swoje zadanie i osoba badana była przekonana, że faktycznie coś takiego ma miejsce. Po każdym ukaraniu ucznia były odtwarzane krzyki bólu i prośby o zaniechanie dalszego działania. Naukowiec, pełniący rolę autorytetu, spokojnym głosem kazał zawsze kontynuować eksperyment i zwiększać napięcie. W razie wątpliwości mówił, że uczniowi nie stanie się żadna trwała szkoda. Celem całego przedsięwzięcia było sprawdzenie, ile osób ulegnie autorytetowi i nie zaprzestanie krzywdzenia niewinnej osoby. Milgram początkowo planował wykonać doświadczenie w Stanach Zjednoczonych oraz Niemczech, żeby udowodnić po II Wojnie Światowej, że Niemcy są znacznie bardziej podatni na wpływ autorytetu. Przewidywano, że jedynie około 10% osób doprowadzi eksperyment do końca, natomiast 90% przerwie tortury. Wyniki bardzo zaskoczyły autora – okazało się, że nie ma potrzeby powtarzania eksperymentu w Niemczech – 65% badanych osób zaaplikowało uczniowi 450V porażenie prądem, które w rzeczywistości byłoby śmiertelne.

W tym momencie pojawia się pytanie o siłę autorytetu, potęgę władzy. Do czego zdolni są ludzie, jeżeli nieznana im osoba ubrana w garnitur i fartuch naukowca krótkimi, zdawkowanymi zdaniami wypowiadanymi spokojnym tonem, przekonała do potencjalnej egzekucji? Ja nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie, historia pokazuje zbyt wiele przykładów na ten temat. Każdy czytając ten tekst na pewno myśli sobie „ja na pewno od razu bym przerwał eksperyment, mną nie można manipulować”. Błąd – statystyki są nieubłagalne, one nie kłamią. Oczywiście posiadając wiedzę na temat eksperymentu nietrudno byłoby odpowiednio zareagować, jednak uważam, że trudno obiektywnie ocenić swoje zachowanie posiadając już taki background.

Oczywiście eksperyment powtarzany był wielokrotnie w różnych miejscach na świecie, jednak w znakomitej większości przypadków ilość przerwanych eksperymentów nie była większa niż 50%. Na deser prezentuję krótki filmik, gdzie można obejrzeć relację ze współczesnej wersji doświadczenia, przeprowadzonej w 2006 roku:

źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Stanley_Milgram

http://en.wikipedia.org/wiki/Milgram_experiment

http://en.wikipedia.org/wiki/Small_world_phenomenon

Autor: Piotr Starobrat (79415)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: