Archive for Listopad, 2011

Listopad 27, 2011

Systemy rekomendacyjne

- autor: tsissput

XXI wiek to zdecydowanie wiek Internetu. Z roku na rok liczba osób posiadających stały dostęp do Internetu rośnie. Aktualnie dostęp do sieci mamy wszędzie, w laptopach, netbookach, tabletach, czy smartphonach. Bezproblemowy dostęp do sieci powoduje powstanie nieograniczonych możliwości komunikacji, wymiany informacji, czy budowania społeczności[1]. Należy zauważyć, że w dzisiejszym świecie budowanie społeczności przez sieć wydaje się popularniejsze aniżeli budowanie ich w realnym świecie w głównej mierze dzięki pokonaniu pewnych barier jak np. odległość, bariery językowe, czy brak śmiałości.

W realnym świecie każdy z nas należy do nieograniczonej ilości sieci społecznościowych charakteryzujących się pewnym zespołem cech. Np. każdy z nas tworzy sieć społecznościową pt. “rodzina”, do której należą zarówno ci najbliżsi jak i ci dalsi nasi krewni. Społeczność tworzymy uczęszczając do szkoły, na uczelnię, czy do pracy. Analogicznie grupy społeczne mogą powstać ze względu na preferencje filmowe, muzyczne, czy gusta kulinarne. Jednym z czynników pozwalających na budowanie społeczności jest również kupno tych samych produktów.

Fakt naturalnej potrzeby budowania społeczności zaowocował powstaniem trendu określanego mianem Web 2.0[2]. Termin ten został jako pierwszy zaprezentowany w styczniu 1999 roku przez Darcy DiNucci:
The Web we know now, which loads into a browser window in essentially static screenfulls, is only an embryo of the Web to come. The first glimmerings of Web 2.0 are beginning to appear, and we are just starting to see how that embryo might develop. The Web will be understood not as screenfulls of text and graphics but as a transport mechanism, the ether through which interactivity happens. It will […] appear on your computer screen, […] on your TV set […] your car dashboard […] your cell phone […] hand-held game machines […] maybe even your microwave oven.

Sieć Web 2.0, gdzie zdecydowana większość dostarczanej treści budowana jest prez jej użytkowników, a nie przez administratora strony, została bardzo pozytywnie odebrana przez społeczność internetową, co spowodowało dynamiczny rozwój portali społecznościowych. Trend ten natomiast prowadzi do powstania kolejnej generacji sieci określanej mianem Web 3.0. Jest on naturalną konsekwencją koncepcji wypracowanych w latach wcześniejszych. Koncepcja ta polega m.in. na dostarczaniu użytkownikowi spersonalizowanej treści bazującej na jego preferencjach.

W przeciągu ostatnich lat powstała niezliczona ilość portali społecznościowych umożliwiających budowanie społeczności na bardzo ogólnym poziomie (np. fani gier komputerowych, absolwenci tych samych szkół, rodzina), jak i tym bardziej szczegółowym (np. fani twórczości Terry’ego Pratchett’a). Jezcze nie tak dawno koncepcja budowania tego typu społeczności w znacznej mierze bazowała na bezpośrednich działaniach użytkowników, tzn. użytkownicy sami wybierają grupy i do nich dołączają. Jednak tworzenie społeczności w ten sposób jest nieefektywne i mało atrakcyjne dla użytkowników. W końcu kto z nas chciałby przeglądać wszystkie grupy na danym serwisie społecznościowym w poszukiwaniu tych, które mu odpowiadają. Jako iż serwisy społecznościowe najczęściej umożliwiają użytkownikom tworzenie własnych grup zainteresowań prędzej czy później wystąpi problem przeciążenia informacją[3] (ang. information overload, Alvin Toffler, „Future Shock”, 1970), który w konsekwencji zniechęci użytkowników, a być może nawet uniemożliwi korzystanie z serwisu. Twórcy portali społecznościowych mają fakt ten na uwadze i dokładają wszelkich starań, by przygotować skuteczne algorytmy pozwalające odfiltrować produkty “interesujące” od “nieinteresujących” spełniając tym samym jedno z założeń Web 3.0. Algorytmy te noszą miano systemów rekomendacyjnych.

Coraz powszechniej stosowane systemy rekomendacyjne, będące nierzadko głównym, a zarazem praktycznie transparentnym dla użytkownika elementem strony, mają na celu poznawać preferencje użytkowników, analizować je oraz sugerować rozwijanie ich. Prowadzi to do automatycznego (z punktu widzenia administratorów portalu) i dynamicznego rozwoju szeroko rozumianych społeczności.

W jaki sposób funkcjonują systemy rekomendacyjne?

Koncepcja systemu rekomendacyjnego jest bardzo prosta. Użytkownicy przynależą do grup ze względu na zespół posiadanych cech takich jak np. stopień pokrewieństwa, znajomość z innymi użytkownikami, preferencje muzyczne, ale również zakupione produkty, wypożyczone filmy, czy przeczytane książki. Na tej podstawie aplikacja za pomocą odpowiednich algorytmów próbuje zaproponować kolejne znajomości, grupy, czy produkty, które w jakiś sposób powinny być interesujące.

Systemy rekomendacyjne można podzielić ze względu na różne koncepcje grupowania[4]:

  • systemy bazujące na cechach pewnych grup/produktów (ang. Content Based Filtering),
  • systemy bazujące na ocenach innych użytkowników (ang. Collaborative Filtering),
  • systemy hybrydowe bazujące na obu powyższych metodach.

Content Based Filtering

Pierwsze podejście bazuje na koncepcji grupowania wg cech danego produktu. Przykładowo jeśli preferowanym przez nas filmem komediowym jest film X, to być może również sposoba nam się komedia Y. Analogicznie jeżeli pozytywnie oceniliśmy kryminał A, to jest szansa, że również spodoba nam się kryminał B. Należy zauważyć, że istotnym elementem analizy jest tutaj rodzaj, czy cecha charakterystyczna danego produktu.

Podejście to wydaje się być skuteczne, w praktyce jednak się nie sprawdza. Powodem ku temu jest fakt, iż komedia komedii nierówna, a rekomendowanie produktów wyłącznie na podstawie ich cech charakterystycznych, szczegółnie gdy ocena jest mocno subiektywna,  prowadzi do powstania tzw. list “TOP10”, gdzie znajdują się średnio najlepsze komedie, kryminały, dramaty, czy filmy dokumentalne. Promowanie jedynie produktów “średnio najlepszych” powoduje, że produkty niszowe, które mogłyby znaleźć grono zadowolonych odbiorców, nigdy nie będą miały szansy się przebić.

Collaborative Filtering

Drugie podejście opiera się na idei społecznościowego filtrowania produktów. Np. jeżeli nasz znajomy X, który analogicznie jak my pozytywnie ocenił filmy A, B i C, ale również pozytywnie ocenił film D, którego my jeszcze nie widzieliśmy, to być może film ten również się nam spodoba. W tym wypadku abstrahujemy od cech charakterystycznych danego produktu, a opieramy się na ocenach osób, które w podobny do nas sposób oceniły dane produkty.

W celu zaimplementowania algorytmu bazującego na koncepcji Collaborative Filtering należy wyznaczyć pewną funkcję pozwalającą na porównanie preferencji dwóch użytkowników i ocenę ich podobieństw. Funkcja ta nosi miano miary podobieństwa. Mając zdefiniowaną taką funkcję można wyznaczyć dla danego użytkownika grupę osób o podobnych preferencjach. Następnie należy znaleźć produkty nieoceniane przez wybranego użytkownika, posortować je wg malejącej oceny i wyświetlić mu je.

Podejście hybrydowe

Podejście hybrydowe bazuje na połączeniu obydwu tych koncepcji. Ostatnie badania[5] pokazały, że podejście hybrydowe, łączące Collaborative Filtering wraz z Content Based Filtering może być bardziej efektywne w niektórych przypadkach[4].

Podsumowanie

Systemy rekomendacyjne już dzisiaj towarzyszą nam prawie na każdym kroku. Tkwiący w nich potencjał biznesowy, jak również pozytywny odzew społeczności gwarantuje im dynamiczny rozwój, który w parze z rozwojem technologicznym może w znaczący sposób poprawić jakość życia, kontakty społeczne, rozwijanie zainteresowań oraz zyski korporacji. Ponadto systemy rekomendacyjne znajdują zastosowanie w praktycznie każdym zastosowaniu od proponowania nowych znajomości, grup zainteresowań, książek do przeczytania, aż po filmy, czy kupno sprzętu elektronicznego.

Jarosław Zajączkowski, 84912
Reklamy
Listopad 26, 2011

Microdata – semantyczne rozszerzenie HTML

- autor: tsissput

Microdata to specyfikacja rozszerzająca język HTML o możliwość zagnieżdżania semantyki w istniejących treściach na stronach internetowych. Wyszukiwarki, roboty sieciowe i przeglądarki mogą wyodrębnić te dane w celu zaproponowania różnych usprawnień użytkownikom. Mikrodane korzystają ze słownika pozwalającego opisać element oraz oznaczyć jego parametru poprzez pary nazwa – wartość. Ułatwia to wyszukiwarkom i robotom sieciowym zrozumienie treści zawartych na stronie, co przekłada się na lepsze wyniki wyszukiwania. Opracowanie standardu microdata to próba stworzenia prostszego sposobu opisywania elementów HTML z wykorzystaniem zrozumiałych dla programów tagów, niż podobne mikroformaty i RDF.

Słowniki mikrodanych dostarczają semantykę lub wyjaśniają sens elementu. Twórcy stron internetowych mogą projektować własne słownictwo lub korzystać ze słowników dostępnych w internecie. Zbiór powszechnie używanych i wspieranych przez google słowników znajduje się na stronie data-vocabulary.org. Obejmują one:

    • osoby,
    • zdarzenia,
    • organizacje,
    • produkty,
    • recenzje,
    • zbiory recenzji,
    • nawigacje okruszkowe (breadcrumbs),
    • oferty,
    • zbiory ofert.

Inne słowniki znaczników dostarczane są przez schematy ze strony schema.org. Główne wyszukiwarki korzystają z tych znaczników w celu poprawy wyników wyszukiwania. Dla niektórych celów odpowiedni jest słownik ad-hoc. W pozostałych, słowniki muszą zostać zaprojektowane od podstaw. Jeśli to możliwe, autorzy powinni wykorzystywać istniejące schematy, gdyż zwiększa to reużywalność takich słowników.

Do stworzenia elementu semantycznego używa się atrybutu itemscope:

<div itemscope>
  <p>Mam na imię Andrzej.</p>
</div>

Aby dodać własność, należy skorzystać z atrybutu itemprop w jednym z potomków elementu:

<div itemscope>
  <p>Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span>.</p>
</div>

W taki sposób dodaje się własności typu string. Aby dodać własność typu URL, należy użyć elementu a oraz jego atrybutu href:

<div itemscope>
  <p>Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span>.</p>
  <p>Moja strona internetowa to <a href="andrzej.com" itemprop="url">andrzej.com</a>.</p>
</div>

Podobnie można dodać daty, godziny, lub obie te własności jednocześnie. Należy skorzystać wtedy ze znacznika time z atrybutem datetime:

<div itemscope>
  <p>Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span&gt.</p>
  <p>Moja strona internetowa to <a href="andrzej.com" itemprop="url">andrzej.com</a>.</p>
  <p>Urodziłem się <time datetime="1990-01-15" itemprop="birthday">15 stycznia 1990 roku</time>.</p>
</div>

Właściwości można w sobie zagnieżdżać używając atrybutu itemscope:

<div itemscope>
  <p>Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span>.</p>
  <p>Mój dom ma <span itemprop="house" itemscope><span itemprop="rooms">5</span> pokoi i znajduje się w mieście <span itemprop="city">Poznań</span></span>.</p>
</div>

Właściwości, które nie znajdują się w potomkach elementu posiadającego atrybut itemscope, mogą zostać z nim powiązane przy pomocy atrybutu itemref. Wartością tego atrybutu powinna być lista ID elementów opisujących dane pojęcie:

<div itemscope id="Andrzej" itemref="a b"> </div>
<p id="a">Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span>.</p>
<p id="b" itemprop="house" itemscope itemref="c"> </p>
<p id="c">Mój dom ma <span itemprop="rooms">5</span> pokoi i znajduje się w mieście <span itemprop="city">Poznań</span>.</p>

Powyższy przykład daje taki sam rezultat jak poprzedni. Pierwszy element ma dwie własności: name ustawione na „Andrzej”, oraz house ustawiony na inny element. Drugi obiekt ma kolejne właściwości: rooms ustawione na „5” oraz city – „Poznań”.
Jeden element może mieć kilka własności o tej samej nazwie, ale innych wartościach:

<div itemscope>
  <p>Moje ulubione kolory to:</p>
  <ul>
    <li itemprop="color">Niebieski</li>
    <li itemprop="color">Czerwony</li>
  </ul>
</div>

Element może oznaczać wiele własności razem, jeśli ich wartości są takie same. Można uniknąć w ten sposób duplikowania treści:

<div itemscope>
  <span itemprop="favorite-club favorite-beer">Lech</span>
</div>

Warto zwrócić uwagę na to, że nie ma żadnego związku pomiędzy mikrodanymi, a zawartością dokumentu, którą opisują. Nie ma różnicy pomiędzy tymi dwoma przykładami:

<div>
  <img src="andrzej.jpeg">
  <caption><span itemscope><span itemprop="name">Andrzej</span></span></caption>
</div>

<span itemscope><meta itemprop="name" content="Andrzej"></span>
<div>
  <img src="andrzej.jpeg">
  <caption>Andrzej</caption>
</div>

W obu przypadkach znajduje się zdjęcie z opisem oraz parę nazwa – wartość z nazwą „name” oraz wartością „Andrzej”, kompletnie nie związaną ze zdjęciem. Jedyną różnicą jest to, że w drugim przypadku twórca wyjął własność z widocznej treści dokumentu, przedstawiając ją w bardziej sformalizowany sposób. Jednak w obu przypadkach zdjęcie ni jest w żaden sposób związane z opisującym je elementem.
Jeśli korzystamy z gotowego słownika należy określić URL jednoznacznie go opisujący, czyli tzw. przestrzeń nazw. Robimy to przy wykorzystaniu atrybutu itemtype:

<div itemscope itemtype="http://data-vocabulary.org/Person">
  <p>Mam na imię <span itemprop="name">Andrzej</span>.</p>
</div>

Czasami element zawiera informacje o pojęciu, które posiada globalny identyfikator. Na przykład książki mogą być zidentyfikowane po swoim numerze ISBN. W tym celu wykorzystuje się znacznik itemid:

<div itemscope itemtype="http://vocab.example.net/book" itemid="urn:isbn:0-330-34032-8">
  <p>Title <span itemprop="title">The Reality Dysfunction</p>
  <p>Author <span itemprop="author">Peter F. Hamilton</span></p>
</div>

W powyższym przykładzie słownik „http://vocab.example.net/book” powinien definiować, że atrybut itemid przyjmuje urn wskazujący na ISBN książki.

Każdy element HTML może posiadać atrybut boolowski itemscope. Element z takim atrybutem rozpoczyna opis nowego pojęcia, czyli grupę par nazwa – wartość. Elementy takie mogą mieć także atrybut itemtype, nadający pojęciu jego typ. Atrybut ten musi posiadać wartość, która jest poprawnym i bezwzględnym adresem URL. Jeśli element nie posiada tego atrybutu, lub jego wartość jest pusta, wtedy pojęcie nie posiada swojego typu. Typ elementu musi być zdefiniowany w obowiązujących specyfikacjach. O ile nie określono inaczej, adres URL podany jako typ nie powinien być automatycznie dereferencjowany. Specyfikacja może określać, że adres ten może być przetworzony w celu dostarczenia użytkownikowi informacji pomocy. W rzeczywistości autorzy słowników są zachęcani do udostępniania użytecznych informacji pod podanym adresem URL.
Elementy bez atrybutu itemscope nie mogą posiadać atrybutu itemtype.

Każdy element HTML może posiadać atrybut itemprop, a co za tym idzie, dodawać właściwość do jednego lub wielu pojęć. Atrybut itemprop musi zawierać wartość, która jest nieuporządkowanym zestawem unikalnych tokenów, oddzielonych spacjami, które są wrażliwe na wielkość liter i reprezentują nazwy par, które dodają. Wartość atrybutu musi zawierać co najmniej jeden taki token.
Każdy token musi być:

      • Poprawnym, bezwzględnym adresem URL.
      • Jeśli pojęcie ma zdefiniowany typ: nazwa zdefiniowanej własności, dozwolonej w danym miejscu przez specyfikację.
      • Jeśli pojęcie niema zdefiniowanego typu: ciągiem znaków nie zawierających kropki ani dwukropka, czy też spacji.

Jeśli element z atrybutem itemprop dodaje własności do wielu pojęć, powyższe wymagania muszą być spełnione dla każdego z nich. W ramach pojęcia własności są nieuporządkowane względem siebie, z wyjątkiem właściwości o tej samej nazwie, które są uporządkowane w kolejności, w jakiej są podawane przez algorytm definiujący pojęcie.

Wartość pary nazwa – własność dodanej do pojęcia za pomocą atrybutu itemprop zależy od elementu:

      • Jeśli element posiada także atrybut itemscope, wartością jest tworzone przez niego pojęcie.
      • W przypadku elementu meta, wartością jest wartość jego atrybutu content.
      • W przypadku elementów audio, embed, iframe, img, source, track i video, wartością jest URL uzyskany z jego atrybutu src.
      • W przypadku elementów a, area i link, wartością jest URL uzyskany z jego atrybutu href.
      • W przypadku elementu object, wartością jest URL uzyskany z jego atrybutu data.
      • W przypadku elementu time posiadającego atrybut datetime, wartością jest zawartość tego atrybutu.
      • W pozostałych przypadkach, wartością jest zawartość danego elementu.

Karol Kosiński (103892)

Listopad 21, 2011

Digg czy Reddit – który lepszy?

- autor: tsissput

Z czym to się je?

Digg oraz Reddit, dwa najbardziej znane amerykańskie serwisy internetowe z kategorii tzw. social news od wielu lat toczą zaciętą walkę o przyciągnięcie uwagi jak największej liczby użytkowników.  Pierwszy z nich powstał w grudniu roku 2004, drugi, Reddit, jest młodszy o pół roku. Oba serwisy oferują bardzo podobną funkcjonalność – użytkownicy dzielą się ciekawymi treściami wyszukanymi w Internecie (obrazki, filmy, wpisy na blogach, artykuły itp.), podczas gdy pozostali mają możliwość zagłosowania na dany link, zdecydowania czy im się on podoba, czy nie. Głosowanie polega na dodawaniu lub odejmowaniu jednego punktu do danego linka, co w połączeniu z m.in. jego wiekiem służy do ustalenia pozycji informacji na stronie głównej. Każdy link może być przyporządkowany do wybranych kategorii.

Ponadto użytkownikowi rekomendowane są strony na podstawie historii jego głosowania. W skrócie można określić te serwisy jako agregaty najciekawszych treści w Internecie, często nazywane również „the front page of the Internet”.

Oczywiście można zadać tytułowe pytanie – który z tych serwisów jest lepszy? Odpowiedź nie jest łatwa, zależy od wielu czynników, osobistych preferencji, jednak postaram się przedstawić jak najwięcej faktów i obiektywnie wybrać zwycięzcę.

 Historia

Początki obu serwisów wyglądały podobnie. Digg został założony przez Kveine’a Rose’a, Owena Byrne’a, Rona Gorodetzky’iego oraz Jaya Adelsona jako eksperyment, na który przeznaczono $6000. Była to kopalnia wiadomości z Internetu, z możliwością głosowania, dzięki czemu użytkownicy decydowali jakie linki są interesujące. Początkowo społeczność liczyła 200 użytkowników, głównie przyjaciół założycieli Digga. Z biegiem czasu strona była stopniowo rozbudowywana – użytkownicy mogli dodawać komentarze, przydzielać linki do kategorii, zgłaszać niepoprawne treści. Interfejs użytkownika wzbogacono o technologię AJAX, dzięki czemu wiele akcji (jak chociażby zagłosowanie na dany link) mogło być wykonanych bez przeładowania strony.  Zaimplementowano również algorytmy wyszukujące zduplikowane treści, bardziej rozbudowane, nieliniowe algorytmy promocji linków. W 2007 roku Digg udostępnia publiczne API, dzięki czemu programiści mogą pisać aplikacje w oparciu o dane udostępniane przez stronę.

Pierwszego maja 2007 roku strona zmierzyła się z problemem wynikającym jednocześnie z siły tego serwisu – ogromną społecznością. Tego dnia złamano klucz szyfrujący HD-DVD, a informację o tym umieszczono natychmiastowo na Digg.com. Administracja postanowiła usunąć link, chcąc uniknąć problemów prawnych. W odpowiedzi społeczność serwisu zaczęła publikować nowe posty z informacją o kluczu co dwie sekundy, powodując problemy wydajnościowe. W ostateczności administracja ustąpiła przed użytkownikami.

W 2009 roku Digg zintegrował się z Facebookiem, dzięki czemu użytkownicy tego serwisu mogli aktywnie korzystać z Digga bez konieczności zakładania w nim osobnego konta. Stworzone zostają również aplikacje na iPhone’a oraz Androida, przez co Digg dociera do użytkowników mobilnych. Jednocześnie przez cały ten okres strona wzbogacana jest o treści reklamowe. Początkowo jest to tylko Google AdSense, by w końcu reklamy pojawiały się jak zwykłe linki dodawane przez użytkowników z możliwością głosowania na nie (jednocześnie określając ile reklamodawca musi zapłacić za reklamę).

W przypadku serwisu Reddit historia wyglądała bardzo podobnie. Steve Huffman oraz Alexis Ohanian z Uniwersytetu Virginia uruchomili stronę w czerwcu 2005 roku. Początkowo sami  dodawali linki z wielu fałszywych kont. Z biegiem czasu strona była wzbogacana o podobne funkcjonalności, jakie dodawano do Digg.com. W 2008 roku Reddit stał się serwisem OpenSource. Wymieniano trzy główne powody takiego posunięcia – szybszy rozwój serwisu (pomoc od użytkowników w rozbudowanie strony), zwiększona przejrzystość (publiczny dostęp do kodu źródłowego) oraz sympatia do środowiska OpenSource – duża część strony powstała dzięki otwartemu oprogramowaniu, zatem twórcy strony czuli potrzebę odwdzięczenia się.

W 2010 roku wprowadzono usługę Reddit Gold, dającą płatny dostęp do pewnych dodatkowych funkcji serwisu, w tym możliwość usunięcia reklam, zwiększenia liczby wyświetlanych jednocześnie komentarzy, podświetlania nowych (powstałych po ostatniej wizycie) komentarzy itp. Były to bardzo drobne udogodnienia, ale jednocześnie opłata była niewielka ($3,99 miesięczne), a serwisowi pozwoliło na zdobycie dodatkowych środków na utrzymanie.

Społeczność

Od początku swojego istnienia zarówno Digg oraz Reddit znacząco zwiększały liczbę zarejestrowanych użytkowników oraz liczbę odsłon. Serwis Digg 16 listopada opublikował informację, że w październiku stronę odwiedziło 17 milionów unikatowych użytkowników (z czego połowa pochodziła ze Stanów Zjednoczonych). W przypadku serwisu Reddit liczba ta wynosi 21,5 miliona (dane z września tego roku). Szczególnie bolesne dla Digg było przejście na wersję czwartą serwisu 25 sierpnia 2010 roku. Przez kilka tygodni strona działała bardzo niestabilnie, wielu użytkowników narzekało na nowy interfejs oraz usunięcie kilku funkcjonalności. Z tego powodu ruch na stronie bardzo zmalał na rzecz serwisu Reddit – szacunki wskazują na 600 000 odwiedzin przed uruchomieniem nowej wersji serwisu Digg w porównaniu z 950 000 odwiedzin po jej wdrożeniu.

Warto spojrzeć na statystyki Google Trends. Do 2007 roku widać znaczącą przewagę serwisu Digg. Literą A została oznaczona rewolta związana z kluczem HD-DVD. W dalszych latach serwis zaczął jednak tracić na popularności na rzecz serwisu Reddit. W połowie 2010 roku popularność tych dwóch serwisów zrównała się, po czym Reddit zaczął górować.

Zdecydowana większość społeczności obu serwisów jedynie czyta publikowane treści, nigdy nie dodając nic od siebie. 90% odwiedzających nie zakłada konta, natomiast 90% zarejestrowanych użytkowników nigdy nie głosuje. Te dane nie zaskakują, naturalnym jest, że większość korzystających z Internetu jest jedynie odbiorcą treści publikowanych przez mniejszość.

Jakieś różnice?

Warto wskazać na różnice pomiędzy serwisami. Reddit ma bardzo prosty interfejs oraz małą liczbę reklam. Wielu użytkowników chwali sobie tę prostotę. Niezbyt lubiana nowa szata graficzna Digga przyczyniła się do znaczącego spadku zainteresowania tym serwisem.

Serwis Digg oferuje łatwy dostęp do wielu sekcji grupujących dodawane linki. Różnorodność linków w sekcjach powoduje, że serwis ten staje się bardzo atrakcyjny dla osób, które chcą pozyskać informacje z różnych dziedzin. Z drugiej strony szacuje się, że w serwisie Reddit nowe informacje pojawiają się trzy razy częściej niż na Diggu. Wiele osób uznaje to za wadę, zarzucając serwisowi agregowanie śmieciowych informacji, dodawanych przez osoby, które chcą wypromować wiele linków w krótkim czasie, bez opisu, kategorii ani miniatury (w sposób graficzny przedstawiający daną treść).

Serwisy różnią się pod względem algorytmów promowania linków. Reddit jest serwisem OpenSource, kod jest dostępny, zatem można sprawdzić dokładnie jak obliczane są punkty. Bardzo duże znaczenie ma czas dodania linku do serwisu – punkty nie są odejmowane gdy czas płynie, ale nowe linki otrzymają więcej punktów od pozostałych. Ponadto bierze pod uwagę liczbę głosów oddanych za daną informacją oraz przeciw niej. Dokładny kod można obejrzeć pod linkiem http://amix.dk/blog/post/19588. W przypadku serwisu Digg dokładny algorytm nie jest znany, ale twórcy na swojej stronie piszą, że biorą pod uwagę takie czynniki, jak liczba głosów oddanych za danym linkiem oraz przeciw niemu, czas od umieszczenia linku w serwisie, temat, zróżnicowanie osób głosujących za danym linkiem (bardziej promowane są informacje, które podobają się dużej, różniącej się od siebie liczbie osób) oraz inne, niewyszczególnione czynniki. Wydaje się zatem, że algorytm jest bardziej skomplikowany.

Reddit umożliwia również każdej osobie utworzenie własnej strony opartej o system głosowania, która to nie jest w żaden sposób cenzurowana przez firmę, poza usuwaniem nielegalnych treści. Tego typu strony (tzw. sub-reddits) są znane również pod nazwą „r/name”, ponieważ ich adresy to reddit.com/r/name. Usługa ta często wzbudzała kontrowersje, gdyż wiele tego typu stron koncentrowało się na wątpliwych treściach, jak pornografia, czy też informacje związane z zagadnieniami rasistowskimi. Jako ciekawostkę można podać sub-reddit reddit.com/r/digg, gdzie publikowane są informacje na temat serwisu Digg…

Za i przeciw

Niektórzy użytkownicy starali się przedstawić własne argumenty za jednym z serwisów. Przykładowo, poniższy obrazek przedstawia punkty z najwyższą liczbą głosów z wybranego dnia. Autor przekonuje, że zdecydowanie bardziej wartościowe treści można znaleźć w serwisie Digg.

Starano się na ten problem spojrzeć również od strony reklamodawcy – gdzie bardziej opłaca się zamieścić własną reklamę? W przypadku serwisu Digg wymaga to sporej ilości gotówki. Ponadto problemem może być to, że społeczność może komentować reklamowany produkt. W przypadku Reddit łatwo skierować reklamę do zainteresowanej grupy odbiorców – wybierając odpowiedni sub-reddit. Z drugiej strony przeciętny użytkownik tego serwisu to dwudziestolatek bez pieniędzy, co znacznie ogranicza potencjalną listę reklamodawców.

Kto wygrał?

Oczywiście na pytanie postawione w tytule nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czego i autor, i (prawdopodobnie) czytelnicy byli świadomi od samego początku. Warto jednak poznać historię obu serwisów, prześledzić ścieżki rozwoju, poznać dzielące je różnice i… samemu sprawdzić który serwis bardziej odpowiada własnym potrzebom. Liczby odwiedzających użytkowników, różnego rodzaju porównania ani argumenty obu społeczności na pewno nie zastąpią doświadczeń na własnej skórze. Faktem jednak jest, że prawie każdy spędza na tych serwisach zdecydowanie więcej czasu, niż powinien. Może więc lepiej w ogóle z nich nie korzystać…

Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z krótkim filmem przedstawiającym historię serwisu Digg:

oraz infografiką przedstawiającą historię serwisu Reddit.

Źródła:

  1. http://pulse2.com/2011/11/16/digg-received-roughly-17-million-unique-visitors-in-october/
  2. http://about.digg.com/faq
  3. http://www.brentcsutoras.com/2008/06/18/reddit-goes-open-source/
  4. http://www.encompasssocial.com/reddit.html
  5. http://www.dreambloggers.com/digg-vs-reddit-what-should-you-be-using/
  6. http://digg.com/
  7. http://www.reddit.com/
  8. http://mashable.com/2010/08/25/history-of-digg/
  9. http://blog.reddit.com/2011/09/how-reddit-works.html

84811

Listopad 20, 2011

MyHeritage – poznaj swoich krewnych

- autor: tsissput

Po raz kolejny zapomniałeś o urodzinach wujka Zbyszka? Nie pamiętasz gdzie mieszka kuzynka Julia, a babcia Zosia wraz z ciocią Hildą sprzeczają się czy jesteś zwykłą czarną owcą czy raczej wyrzutkiem społeczeństwa? Jeśli ta irytującą sytuacja rodzinna staje się dla ciebie nie do wytrzymania, może czas pomyśleć o założeniu konta na MyHeritage?

Czym jest portal MyHeritage?
Jest to portal społecznościowy skupiający się powiązaniach rodzinnych i genealogii. Pozwala członkom na budowę swojej własnej witryny, dodawanie zdjęć krewnych, organizowanie wydarzeń rodzinnych, budowę drzewa genealogicznego, jak również szukanie przodków.

Historia
Portal MyHeritage został założony  w 2003 roku w Izraelu.

W ciągu 8 lat firma sukcesywnie wchłaniania wiele innych firm wraz z ich użytkownikami m. in.  OSN (online social networing) składającą się m. in. z moikrewni.pl w Polsce , dynastre.com w USA i verwandt.de w Niemczech. MyHeritage przejął także Kindo.com popularną witrynę rodzinna w Europie oraz polska firmę Bliscy.pl należącą do operatora Wirtualna Polska.

Aktualnie MyHeritage posiada obecnie ponad 850 milionów profili, 60 milionów aktywnych użytkowników i 20 milionów drzew.

Podstawowe zalety
Portal posiada bardzo wygodny interfejs użytkownika służący do zarządzania drzewem genealogicznym. Jest bardzo prosty w obsłudze a ponadto daje ogromną gamę możliwości jeśli chodzi o prezentacje danych. Są to m. in. takie funkcje jak: oś czasu, funkcje raportowania, tworzenie własnej witryny internetowej, tworzenie własnego albumu czy prezentacji. Możliwości prezentacji danych za pomocą tego portali są ogromne. Bardzo ważną funkcją jest też SmartMatches która pozwala na dopasowywanie podobnych drzew i łączenie ich ze sobą. Inną ciekawostką jest rozpoznawanie podobnych twarzy.

Budowa drzewa  genealogicznego
Pierwszym krokiem jest rejestracja. Przy zakładaniu nowego konta następuje szukanie podobnych już istniejących profili. Wiele profili jest tworzonych przez innych użytkowników w celu maksymalnego uzupełnienia drzewa, stąd jest duża szansa, że tworząc nowe konto przejmiemy uprawienia do istniejącego profilu.

Jeśli nie znajdziemy przy rejestracji żadnego dopasowania, możemy zacząć zakładać własne drzewo genealogiczne.  Tworzy się je w bardzo intuicyjny sposób dodając do drzewa osoby począwszy od osób najbliższych, dodając kolejno nowe osoby które możemy powiązać z istniejącymi osobami.

Poniżej przykładowy wycinek drzewa genealogicznego:

Wycinek drzewa

Kolejnym etapem jest uzupełnianie dla każdej z osób ważnych faktów na temat życia takich jak:

  •  Data urodzenia
  •  Data chrztu
  •  Rodzice chrzestni
  •  Data ślubu
  •  Informacje kontaktowe

Możemy też dodać informacje dotyczące pracy, edukacji, ulubionych, informacje osobiste, jednak nie są to często wykorzystywane funkcjonalności.

Funkcja SmartMatches
SmartMatches jest  technologią, która inteligentnie dopasowuje wybrane drzewo genealogiczne z milionami profili z innych drzew genealogicznych. Cyklicznie wyszukiwane są podobieństwa między wszystkimi drzewami w bazie danych. Informacją zwrotną jest lista innych drzew genealogicznych wraz z liczbą podobieństw w wybranym drzewie.  Poniżej wycinek z listy dopasowań.

Lista dopasowań

Witryna umożliwia też szybką komunikację z administratorami innych drzew genealogicznych w celu ustalenia czy faktycznie dane drzewo może być połączone z innym drzewem. Dodatkowo na portalu istnieją też fora tematyczne poświęcone genealogii oraz specyficzna wyszukiwarka osób. W wyszukiwarce osób różne odmiany nazwisk są łączone ze sobą. Tak samo jest w przypadku różnych wersji językowych tego samego nazwiska. Dzięki tym funkcjom możemy w prosty sposób odnaleźć rodzinę która jest powiązana z naszym drzewem.

Raporty
Menu

Funkcje raportowania pozwalają na określenie stopnia pokrewieństwa oraz budowę poddrzew własnej rodziny. Stanowią bardzo estetyczną formę prezentacji danych z drzewa. Raport zależności umożliwia znalezienie pokrewieństwa między dwoma osobami w drzewie.

  •   Raport o przodkach informuje nas o przodkach jakich posiadamy do wybranego poziomu.
  •   Raport o zstępnych informuje nas o potomstwie i ich dzieciach do wybranego pokolenia.
  •   Statystyki odnosimy do wybranego obszaru drzewa, informują nas m. in. o statusie cywilnym, stopniu pokrewieństwa.
  •   Raport miejsca uwzględnia rozmieszczenie rodziny na całym świecie.

Inną formą raportu są funkcje w zakładce wykresy&księgi. Możemy stworzyć dowolny wykres ograniczając liczbę pokoleń oraz wybierając preferowaną przez nas graficzną formę wykresu.

Plakat

Raporty są tworzone w formie graficznej generowane do PDF-a. Istnieje też możliwość odpłatnego zamówienia plakatu z wybranym raportem.

Subskrypcje
Istnieje możliwość wysyłania subskrypcji z informacją o najważniejszych wydarzeniach rodzinnych, rocznicach, urodzinach i innych ważnych wydarzeniach.  Jest to dobra alternatywa do zapisywania sobie dat w kalendarzyku. Dodatkowo przy każdej osobie w drzewie obchodzącej jakieś święto widnieją baloniki sygnalizujące wydarzenie.

Albumy rodzinne i prezentacje.
Witryna pozwala na tworzenie albumów rodzinnych oraz pokazów slajdów z ważnych rodzinnych imprez czy innych wydarzeń.  Albumy i prezentacje są bardzo estetyczne i miłe dla oka. Ciekawą funkcją jest wybieranie osób dla których chcemy znaleźć wspólne zdjęcie w albumie.

 Interfejs

Tworzenie własnej witryny
Funkcja tworzenia własnej witryny pozwala nam na stworzenie strony dla całej rodziny lub mniejszej części rodziny. Można umieścić na niej zdjęcia opisać historie rodu lub historie związane z rodziną. Tworzenie strony jest mocno zintegrowane z istniejącą zawartością portalu, przez co nie zajmuje dużo czasu. Osoba witryna jest doskonałą formą prezentacji historii rodu lub historii mniejszej części rodziny.

Oś czasu i księga czasu
Oś czasu pozwala na graficzne przestawienie kluczowych wydarzeń związanych z najbliższą rodziną na osi czasu. Jest to kolejna z licznych graficznych reprezentacji rodziny.
Księga czasu natomiast pozwala na chronologiczne porządkowanie zdjęć i układanie ich w historie rodziny. Dzięki tej funkcji możemy przeglądać zdjęcia nie tylko łącząc je z wydarzeniami, lecz także obserwować zmiany jakie następowały z biegiem czasu w naszej rodzinie. Przeglądanie chronologiczne ułożonych zdjęć umożliwia nam też przestawienie historii jednej wybranej osoby.

Dopasowywanie twarzy
Jest to jedna z ciekawszych funkcji którą oferuje portal. Na dodatek można sprawdzić które znane osoby są do nas podobne.

Rozpoznawanie twarzy

Algorytm rozpoznawania twarzy jest też używany przy identyfikacji przodków. Możemy określić pule zdjęć jakie poddajemy przeszukaniu i wyszukać na nich wybraną osobę. Znacznie ułatwia to identyfikacje takich osób.

Szukanie przodków
Badanie genealogiczne MyHeritage pozwala użytkownikom na wyszukiwanie danych dotyczących ich przodków w sieci. Firma korzysta z wyszukiwarki metasearch, która przeszukuje dane w bazie danych firmy oraz w 1526 innych bazach danych.

Oprogramowanie w wersji okienkowej
Family Tree Builder jest oprogramowaniem pozwalającym na tworzenie drzew genealogicznych na własnym komputerze bez publikowania informacji w sieci. Posiada większość funkcji jakie są na portalu MyHeritage. Istnieje też możliwość stworzenia drzewa w programie Family Tree Builder i wyeksportowania go do witryny MyHeritage razem ze zdjęciami i dokumentami powiązanymi z drzewem.

Podsumowując, MyHeritage jest bardzo dobrym portalem i znacznie ułatwia kontakty z rodziną. Bardzo dobre formy graficznych prezentacji danych pozwalają na tworzenie ładnych pamiątek rodzinnych. Ciekawe jak będzie wyglądać przyszłość w MyHeritage. Być może uda się stworzyć jedno wielkie drzewo łączące ludzi z całego świata? Może za kilkanaście-kilkadziesiąt lat poznamy odpowiedź na to pytanie.

Źródła:

  1. http://www.myheritage.pl/
  2. http://en.wikipedia.org/wiki/MyHeritage/

84907

Listopad 17, 2011

Sieci społeczne w świecie zwierząt: naczelne, ptaki, ryby, owady

- autor: tsissput

Sieci społeczne, termin który wielu ludziom kojarzy się tylko z ludzką  cywilizacją jest pojęciem bardziej szerszym, nie zarezerwowanym tylko dla rasy ludzkiej. Przede wszystkim należało by wyjaśnić pojęcie sieci społecznościowe. Czym jest sieć społecznościowa ? Jest to rodzaj struktury społecznej której budowa przypomina graf. Rolę węzłów spełniają tutaj indywidualne elementy np. każdy człowiek – w dalszej części wpisu będzie to zwierzę lub owad. Rolę łuków łączących węzły spełniają różnego rodzaju powiązania – relacje rodzinne, przypadkowe spotkania a po rozszerzeniu także funkcje jakie dany węzeł spełnia w danym społeczeństwie.

Obserwując przyrodę, czytając książki ukierunkowane na przyrodę/biologię lub oglądając jakiś przyrodniczy program w telewizji(np. Animal Planet) łatwo można zauważyć, że idee sieci społecznej można przenieść do królestwa zwierząt. Jako że ludzie należą do naczelnych, to właśnie od nich rozpocznie się analiza i omówienie sieci społecznych.

Szympansy. Są to zwierzęta powszechnie uważane za wysoce uspołecznione. Stada które tworzą mają charakter wielopokoleniowy a obszar/terytorium które zajmują jest względnie stały. Stada które ze sobą sąsiadują, stykają się ze sobą, wędrują wspólnie a nawet korzystają z tego samego źródła pożywienia i to bez okazywania wzajemnej agresji. W kwestii polowań wszystkie osobniki wspólnie polują(zawsze są to samce, czasami dołączają samice). Co do samic i ich potomstwa to młode pozostają przez pewien czas przy matce a po usamodzielnieniu więzi między potomstwem a matką są nadal podtrzymywane. Szympansy jako zwierzęta społeczne wykształciły bardzo bogaty system komunikowania się: porozumiewają się za pomocą złożonych sygnałów zbudowanych z gestów, dźwięków, postawy i ruchów ciała oraz bogatej mimiki. Analizując umieszczoną tutaj część informacji o strukturze szympansów można zauważyć wiele wspólnego z zachowaniami społecznymi ludzi np. utrzymywania kontaktów matki z potomstwem, samce jako główne źródło wyżywienia stada, wielopokoleniowa społeczność. W przypadku szympansów sieci społeczne można uznać za bardzo rozwinięte aczkolwiek nie są to jedyne naczelne(nie wspominając już o ludziach) których życie, zwyczaje można odwzorować w grafie społecznym.

Konie. Koń jest zwierzęciem stadnym, więc i w tym przypadku występują tutaj zależności społeczne(omawiane w kontekście dziko żyjących koni, chociaż część omawianych zachowań występuje także, w przypadku stad hodowanych przez człowieka). Jak w wielu przypadkach także w tym występuje tutaj silne przywództwo. Dotyczy to zarówno samca jak i samicy alfa. W przypadku zagrożenia samica alfa prowadzi stado w bezpieczne miejsce, natomiast samiec alfa osłania tyły dbając o to aby żadnemu członkowi stada nie stała się krzywda lub też aby nie odłączył się od reszty stada. Często w przypadku śmierci matki jej potomstwo jest adoptowane przez inne klacze(samice). W takich stadach często występują tak zwani opiekunowie stada, którzy dbają i troszczą się o resztę członków. Trudno nie zauważyć tutaj poszczególnych osobników oraz związanych z nimi ról społecznych.

Oczywiście sieci społeczne występują nie tylko u ssaków lądowych, takie struktury można zaobserwować także w przypadku ssaków wodnych, np. Delfinów.

Delfiny. Żyją w dość licznych grupach liczących minimum około 30 osobników i więcej. Wytworzenie sieci społecznych w ich przypadku pozwala na zwiększenie bezpieczeństwa stada, efektywniejsze zdobywanie pokarmu. Ciekawostką jest że matki ze swoimi młodymi są zawsze otoczone ochronnym kordonem przez resztę stada. To bardzo społeczne zachowanie, niemniej wiąże się z tym pewna konsekwencja która także dotyczy nas, ludzi. Otóż osobniki oddzielone od reszty stada łatwo popadają w depresję, częściej chorują i czas ich życia  w znacznym stopniu się skraca.

Sieci społeczne oczywiście można znaleźć nie tylko w gromadzie ssaków. Warto przyjrzeć się gromadzie ptaków ponieważ istnieją tam gatunki godne omówienia w kontekście niniejszego wpisu.

Ptaki. Wiele gatunków ptaków grupuje się w wielkie stada. Ma to na celu zwiększenie bezpieczeństwa, ostrzeganie oraz wspólną ochronę przed drapieżnikami a także ułatwienie zdobywania pokarmu. Często sąsiadujące ze sobą różne gatunki ptaków współpracują ze sobą na płaszczyźnie ostrzegania przed niebezpieczeństwem a nawet zdobywania wspólnie pokarmu. W przypadku ptaków bardzo często występuje monogamia, czyli łączenie się w pary na całe życie. Rodzice wspólnie wychowują pisklęta, starają się je wyżywić a także bronić przed niebezpieczeństwami.

Zmierzając dalej w poszukiwaniu przykładów istnienia sieci społecznych dochodzimy do gromady ryb. Podobnie jak ptaki, zostaną one omówione jako całość a nie poszczególne gatunki.

Ryby. W świecie ryb istnieją gatunki które od początku swojego życia prowadzą samotniczy tryb życia. Istnieją gatunki które za młodu grupują się w ławice  aby następnie po osiągnięciu dorosłości prowadzić samotny tryb życia. Wreszcie istnieją gatunki które całe swoje życie spędzają jako gatunek typowo ławicowy. Podobnie jak w przypadku ptaków czy też ssaków grupowanie się w ławice ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa oraz ewentualne łatwiejsze zdobywanie pokarmu. Część gatunków ryb na czas rozrodu kojarzy się w pary i buduje gniazda dla ikry. Znane są przypadki że rodzice w przypadku zagrożenia bronią swoje gniazdo. Choć to może wydawać się nieprawdopodobne to jednak ryby oraz ich zwyczaje można także odwzorować w grafie społecznym.

Ostatnią grypą żywych organizmów, która będzie omawiana w kontekście sieci społecznych będą owady. Omawianie i analiza będzie dotyczyła bardzo znanego i niezwykle pożytecznego owada jakim jest pszczoła.

Pszczoły. Ich Struktura społeczne od zawsze fascynowała ludzi. Każda pszczoła ma przydzielone jedno lubi kilka następujących po sobie zadań. W pszczelim społeczeństwie można wyróżnić trzy główne grupy. W pszczelim roju można wyszczególnić królową-matkę, robotnice oraz trutnie. Rolą królowej jest składanie jaj, z których to potem wylegają się przyszłe matki, robotnice i trutnie. Drugą, nie mniej ważną w kontekście funkcjonowania roju/ula jest produkcja feromonów które sprawiają że reszta pszczół jest wierna królowej i dba o zdrowie roju.

Jedynym zadaniem trutni(samców) jest zapłodnienie królowej. Do czasu lotu godowego są bezużyteczne a jeśli w nim nie będą uczestniczyły to nadal będą bezczynnie wegetować w gnieździe aż do wczesnej jesieni kiedy to zostaną przepędzone z ula aby w krótkim czasie umrzeć z głodu i zimna na wygnaniu.

Rola pszczół robotnic jest tutaj najważniejsza. Do ich zadań należą: czyszczenie komórek, do których królowa składa jaja, pielęgnowanie larw, wypacanie wosku i budowa plastrów, odbieranie nektaru od robotnic-zbieraczek, stróżowanie u wejścia oraz wentylowanie ula, zbieranie pokarmu (nektaru, pyłku) i wody. To właśnie dzięki robotnicom możliwe jest przetrwane ula, jego prawidłowe funkcjonowanie i rozwój(choć warto nadmienić że tak naprawdę potrzebne są wszystkie trzy wymienione wcześniej grupy).

Warto nadmienić że pomimo że owady są prymitywniejszą formą życia no od ryb czy ssaków to na przykładzie pszczół można pokusić się o stwierdzenie że w tym przypadku została utworzona bardzo wyraźna i klarowna sieć społeczna.

Po przeanalizowaniu tylko kilku gatunków organizmów żywych zostały odkryte silniejsze bądź słabsze sieci społeczne. W wielu przypadkach dzięki poddaniu się określonej roli społecznej uzyskano wiele profitów które dotyczą zarówno całości społeczności jak i pojedynczych jednostek które się na dana społeczność składają. Gwarantuje to większą szansę na przetrwanie, obronę, wyżywienie a nawet normalne funkcjonowanie. Zyski z tworzenia więzi społecznych są zauważalne zarówno dla ssaków, ptaków, ryb, owadów a także innych nie wymienionych w tym wpisie istot żywych. Obrazuje to jak ważną strukturą, nie tylko dla ludzi jest sieć społeczna.

 

Michał Majchrzak(103891)

Listopad 16, 2011

Playarena – innowacyjny serwis społecznościowy

- autor: tsissput

Internet XXI wieku opiera się w pewnym uproszczeniu na dwóch filarach. Jednym z nich są prężnie rozwijające się w ostatnich kilku latach różnego rodzaju serwisy społecznościowe. Drugim filarem Internetu są pewne usługi, w dużej mierze o charakterze biznesowym, usprawniające dostęp do świata rzeczywistego. Oba filary wzajemnie się wspierają i starają się scalić czego przykładem mogą być coraz to bardziej kreatywne rozszerzenia dla facebooka. Być może niedługo znikną sklepy internetowe w formie ‘stand-alone’ na rzecz jakichś facebook shopów?

Jeżeli spojrzeć na panujące trendy wśród ludzi młodych, to trudno oprzeć się wrażeniu, że spora część życia przeniosła się do świata wirtualnego – do serwisów społecznościowych.  Ich twórcy wykorzystali pewną naturalną cechę rodzaju ludzkiego – potrzebę komunikowania się. Wynika ona z tego, że typowy homo sapiens jest stworzeniem stadnym i lubi wiedzieć co się dzieje dookoła, a raczej kto, z kim i dlaczego. Jednakże geneza powstania większości z wynalazków typu facebook, nasza-klasa, fotka.pl etc. opierała się na już istniejących społecznościach, które chciały w lepszy, szybszy sposób wymieniać się informacjami. Następnie w sposób bardzo naturalny owe społeczności rozwijają się i przenoszą sens swojej egzystencji do przeglądarek internetowych. Łatwo zauważyć, że nie takie było założenie – przynajmniej ideologiczne – powstawania tego typu serwisów. Oczywiście twórcy portali społecznościowych bardzo się cieszą z tak, mimo wszystko, nieoczekiwanego sukcesu na gruncie ekonomicznym. Prawdopodbnie w chwili obecnej Zuckerberg zaraża facebookiem szybciej niż hiszpanka w latach 1918-1919. Pytanie jakie się nasuwa to czy facebook okaże się zarazkiem równie śmiertelnym, niszcząc żywiciela, czyli rzeczywistą – pierwotną społeczność?

Playarena.pl to portal działający w sposób zdecydowanie odwrotny. Główny cel tego serwisu to znajdowanie partnerów do rzeczywistych, sportowych gier zespołowych. Wiele osób może na pierwszy rzut oka nie zauważać innego, ukrytego celu.  Tu właśnie w świecie wirtualnym powstają społeczności, które żyją głównie w świecie realnym. Playarena wspiera jedynie w organizowanie się tych społeczności i pomoga je pielęgnować poprzez system amatorskich rozgrywek ligowych czy pucharowych na wielu szczeblach – miejskim, regionalnym i ogólnopolskim.

Pomysł na stworzenie tego serwisu wyrósł z często spotykanego problemu: „chcę być jak premier pewnego kraju na literę P. i grać w piłkę, ale nie mam z kim”. Na początku playarena oferowała tylko pomoc w organizowaniu meczów piłkarskich bez jakiejkolwiek otoczki ligowej. Później dołożono możliwość tworzenia lig w miastach oraz turniejów. Następnie portal otworzył się również na miłośników  siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, piłkarzyków stołowych oraz piłki nożnej i siatkówki w odmianie plażowej. Dość powiedzieć, że całe to przedsięwzięcie jest regularnie dofinansowywane m.in. przeze mnie i przez Ciebie szanowny czytelniku, droga czytelniczko! A ściślej rzecz biorąc posłużę się często spotykanym cytatem, którego próżno szukać na stronach gigantów sieci społecznościowych:
„Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka”.

Patrząc nawet pod względem ekonomicznym playarena bardzo napędza gospodarkę. ‘Orliki’ są wykorzystywane praktycznie do granic możliwości, co na pewno powoduje uśmiech na twarzy nie tylko Grzegorza Schetyny, ale i właścicieli firm budujących tego typu obiekty. Nadmienię tylko, że do tej pory w Polsce powstało ok. 2000 takich obiektów, każdy za ok. 1,2 mln zł, przy łącznej dotacji w wysokości ok. 700 mln zł. Jest się zatem o co bić. Przykładowo w 30 tysięcznym Krotoszynie, w którym istnieje ponad 40 drużyn, w których łącznie gra ok. 600 zawodników, 2 orliki nie są w stanie obsłużyć ‘ruchu’ generowanego w dużej mierze przez playarenę. Kolejnym imponującym faktem fenomenu playareny są kibice. Na mecze czołowych drużyn w wymienionym wcześniej Krotoszynie przychodzi kilka razy więcej fanów piłki nożnej niż na mecze miejscowej IV-ligowej Astry.

Trochę statystyk ogólnych – w skali kraju:

  • liczba zawodników to ponad 65 tys.
  • liczba drużyn niecałe 3 tys.
  • liczba rozegranych meczów ok. 25 tys.

Trochę profesjonalizmu w amatorstwie

Zakładając konto w serwisie playarena automatycznie tworzysz kartę zawodnika. Od tego momentu wszystkie Twoje dokonania i Twojej drużyny, które zostały wprowadzone do systemu są zapisywane również w tej karcie. Wszyscy zarejestrowani użytkownicy serwisu mogą przeglądać Twoje sportowe CV, co przekłada się z reguły na propozycje transferu z jednej drużyny do drugiej. Oczywiście niełatwo namówić kogoś aby opuścił swoich kolegów, dlatego taki transfer często jest powiązany z zakupem symbolicznej skrzynki piwa.

Tak samo jak w profesjonalnym klubie, zawodnicy powinni być ubezpieczeni. PZU SA we współpracy z playarena przygotowało specjalne ubezpieczenie dla zarejestrowanych użytkowników. Oferta jest naprawdę imponująca. Ubezpieczenie można wykupić nawet na jeden miesiąc już od 5 zł! Ponadto ubezpieczenia obejmuje ochroną m.in. zawody sportowe, rozgrywki ligowe oraz regularny udział w treningach w ramach sekcji czy klubów. Zadbano także o osoby rekreacyjnie uprawiające tzw. sporty wysokiego ryzyka m.in.:

  • sporty motorowe, motorowodne oraz lotnicze,
  • wspinaczkę, nurkowanie przy użyciu zbiornika na tlen, kitesurfing,
  • skoki na bungee oraz uczestniczenie w wyprawach surwiwalowych,
  • jazda na nartach lub snowboardzie poza oznakowanymi trasami zjazdowymi – tak zwany free riding,

Ubezpieczenie zwrotu kosztów leczenia powypadkowego  pomoże w sfinansowaniu niezbędnych wydatków poniesionych na prywatne wizyty lekarskie, USG czy rehabilitację związaną z leczeniem kontuzji.

Kolejnym interesującym bonusem są zniżki dla użytkowników na sprzęt sportowy w wybranych sklepach. W chwili obecnej oferta nie rzuca na kolana, ale niewykluczone, że w przyszłości się to zmieni.

Baza obiektów sportowych w Twoim mieście

Przeprowadzając się do nowego miasta, zwłaszcza dużego, ciężko znaleźć informacje na temat lokalizacji boisk czy hal sportowych. W playarenie za pomocą kilku kliknięć można zobaczyć na mapie rozmieszczenie takich obiektów oraz ich zdjęcia i opinie wykonane przez użytkowników. Oprócz tego jest jeszcze jeden przydatny feature – kalendarz obiektu. Zarejestrowani użytkownicy mogą niejako zarezerwować obiekt, dzięki czemu inne drużyny nie będą wówczas rozważać danego obiektu w danym terminie jako potencjalnego miejsca potyczki. Niezarejestrowani użytkownicy także widzą terminy w jakich boisko/hala jest zajęta. Jest to naprawdę bardzo użyteczna funkcja. Reasumując playarena znalazła remedium na dwie bardzo frustrujące rzeczy, mianowicie:
– ma gdzie, ale nie ma z kim
– ma z kim, ale nie ma gdzie 🙂

Serwisy społecznościowe już od dawna wkradły się do naszego życia i zaczynają nim powoli kierować. W rozmowach często słychać „jak to nie wiedziałeś/nie wiedziałaś przecież było wydarzenie na facebooku”. W praktycznie każdej reklamie można usłyszeć zwrot „znajdź nas na facebooku”. Nie dajmy się opleść tym gigantycznym sieciom, tak jak Łęcką nie dała się opętać Wokulskiemu. Nie trzeba się spotykać na fejsie –  lepiej wejść na playarene i pograć w piłkę, choćby nawet między śmietnikiem a trzepakiem.

Marek Szewczyk

Listopad 16, 2011

Poznań na facebooku

- autor: tsissput

Facebook to największa z sieci społecznościowych. Na całym świecie zarejestrowanych jest aż 250 mln użytkowników, z czego w Polsce aż sześć milionów. Łatwo zauważyć, że jest to wspaniałe miejsce reklamowe. Nie trzeba płacić za reklamę, można ją łatwo i szybko aktualizować, dociera do bardzo dużej liczby odbiorców. Dodatkowo jest to reklama o wiele bardziej interaktywna w porównaniu do tradycyjnego billboardu, czy ogłoszenia w radiu bądź TV. Wśród najpopularniejszych polskich marek  reklamujących się na Facebooku, znajdują się Reserved, House i Cropp. Strona Reserved notuje ponad 464 tysiące fanów, strona House – 412 tysięcy, a Cropp 428 tysięcy. Powszechnie wiadomo, że sklepy handlujące wyżej wymienionymi markami znajdują się w każdej większej galerii handlowej… których to zagęszczenie w Poznaniu niedługo będzie większe niż korki na Grunwaldzkiej.

Kto się reklamuje na facebooku?
Odpowiedź jest prosta. Wszyscy. Pan Mirek elektryk z dzielnicy Grunwald w Poznaniu, kluby – muzyczne i sportowe, firmy sprzedające odzież, IKEA, …Microsoft, a nawet miasta. Miasta podobnie jak firmy, są małe i duże. Można znaleźć stronę „Małej Wsi” (gdziekolwiek to jest), a także kilka (naście) stron Londynu. Nie obojętny pozostał także Poznań.

Dlaczego reklamy na facebooku są skuteczne?
Facebook umożliwia reklamodawcy kontakt z potencjalnym klientem na kilka sposobów. Pierwszy, to tradycyjny sposób czyli umieszczenie płatnej reklamy z promocyjną treścią obok innych treści, które interesują użytkownika.

Nie przypadkowo po zalogowaniu pojawiła mi się reklama pizzerii z Poznania. Jest kilka informacji w moim profilu świadczących o tym:

  • miejsce zamieszkania – Poznań
  • studia – Politechnika Poznańska
  • duża część znajomych również jest powiązana z Poznaniem

O skuteczności tej formy reklamy może świadczyć moja osoba:) Podczas pisania tego postu kliknąłem na reklamę i zakupiłem bon grouponowy na pizzę.

Drugi sposób (bezpłatny!) to zachęcenie użytkownika do subskrypcji strony/profilu reklamodawcy. Najczęściej odbywa się to na zasadzie wymiany coś za coś. Przykładowo Multikino oferowało zniżki na wtorkowe seanse w zamian za ‘polubienie’ ich strony facebookowej.

Jednakże możliwość otrzymania zniżek okupiłem dosyć uciążliwym spamem -średnio dwa wpisy dziennie pojawiają się na mojej tablicy.

Strony o mieście Poznań jakie można znaleźć na facebooku:

Kogo najbardziej lubimy?
Jednakże największym wskaźnikiem liczby kliknięć przycisku ‘lubię to’ może poszczycić się strona klubu piłkarskiego KKS Lech Poznań (164 000) – co raczej nie jest zaskoczeniem. Strona miasto Poznań ma ‘zaledwie’ 30 000 ‘lajków’ , a profil Ryszarda Grobelnego – Prezydenta Poznania lubi tylko 2 000;) osób.

Co ciekawego związanego z Poznaniem można znaleźć na facebooku?
Oprócz firm sieciowych, które zazwyczaj mają jedną stronę i tam umieszczają informacje dla zarówno dla wszystkich filii, jak i tylko dla wybranych, można znaleźć setki stron firm/instytucji lokalnych. Wspomniany wcześniej Pan Mirek nie jest jedynym fachowcem z Poznania na facebooku. Można znaleźć także Pana Zygmunta – właściciela firmy remontowo-budowlanej, mistrza glazurnika, czy nawet hurtownię spawalniczo-pneumatyczną ‘Fachowiec’.

Z poważniejszych rzeczy na facebooku można odszukać na przykład:

Szukasz dobrego miejsca, żeby pójść na imprezę?
Najlepsze imprezy organizują studenci – polecam stronę Rady Uczelnianej Samorządu Studenckiego AWF Poznań Można tam znaleźć informacje nie tylko o imprezach klubowych, ale także wiadomości na tematy sportowe i turystyczne.

Sport w Poznaniu
Jeżeli o sporcie mowa to oprócz wspomnianego wcześniej Lecha Poznań, w Poznaniu są dziesiątki innych klubów. Między innymi:

Zniżki, kupony itp.:

  • Karta rabatowa dla studentów poznańskich uczelni wyższych (dużo partnerów)
  • Qpony.pl – kupony rabatowe do wykorzystania w wielu punktach w poznaniu (2 kebaby w cenie jednego)
  • Groupon Poznań, kupony grupowe – jedna okazja dziennie

Spędzanie wolnego czasu:

  • Termy Maltańskie, największy kompleks sportowo-rekreacyjny w Poznaniu położony na północnym brzegu Jeziora Maltańskiego. W obiekcie znajdują się: baseny rekreacyjne i sportowe, kilkanaście rodzajów saun, zespół odnowy biologicznej, salon fitness i kręgielnia. W basenach „Term Maltańskich” wykorzystana będzie pochodząca z pobliskiego odwiertu woda termalna: pobierana z głębokości ponad 1 300 metrów solanka o temperaturze prawie 40°C i niskiej mineralizacji doskonale nadaje się do celów rekreacyjnych i leczniczych.
  • Teatr Wielki  im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu, zwany też Operą Poznańską
  • Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu. Znajduje się w secesyjnej kamienicy wzniesionej w latach 1906 – 1907 na posesji przy ul. Dąbrowskiego 5
  • Malta SKI, centrum rekreacyjne znajdujące się na południowym brzegu Jeziora Maltańskiego, możliwość jazdy na nartach/snowboardzie na sztucznie usypanym stoku narciarskim
  • Lodowisko na Bogdance – pełnowymiarowe lodowisko wraz z wypożyczalnią łyżew znajdujące się na ulicy Księcia Józefa / Północna 9
  • Nowe Zoo, zlokalizowany na zachodnim brzegu jeziora maltańskiego ogród zoologiczny o powierzchni 117ha
  • Samochodowy i motocyklowy tor wyścigowy zlokalizowany w Poznaniu, na granicy Ławicy i Przeźmierowa
  • Kino 5D Extreme Poznań (zawsze w weekend seanse w godz. 10-12 w cenie 10zł!)
  • MaltaBike, wypożyczalnia rowerów i organizator wycieczek rowerowych
  • CK Zamek w Poznaniu to jedna z największych i najbardziej dynamicznych instytucji tego typu w Polsce. Program Zamku obejmuje propozycje ze wszystkich dziedzin sztuki: sztuk wizualnych, muzyki, filmu, literatury, teatru, tańca i edukacji artystycznej. W unikatowych przestrzeniach CK Zamek organizuje spotkania, wystawy, koncerty, przeglądy filmowe, spektakle teatralne, warsztaty.
  • Międzynarodowe Targi Poznańskie to lider polskiego przemysłu targowego. Posiadają niemal 50% udziałów w rynku targowym w Polsce i są drugim organizatorem targów w Europie Środkowo-Wschodniej. Oprócz targów tematycznych organizowane są tam także koncerty, zjazdy organizacji o charakterze krajowym i międzynarodowym.
  • Muzeum Narodowe w Poznaniu – muzeum sztuki w Poznaniu założone w 1919 jako Muzeum Wielkopolskie w Poznaniu. Ta narodowa instytucja kultury posiada w swoich zbiorach 309 569 obiektów, umieszczonych w 203 304 pozycjach inwentarzowych oraz 4 119 depozytów.

Centra Handlowe:

Marek Szewczyk

Listopad 14, 2011

Facebookowe wykluczenie. Konsekwencje. Przyczyny.

- autor: tsissput

Marek stoi pod salą wykładową w budynku uniwersytetu. Jest sam. Sprawdza aktualną godzinę i porównuje z planem zajęć. Przegląda terminarz. Odczekuje 15 minut i wraca do akademika. Przemierzając korytarz spotyka koleżankę z grupy dziekańskiej. Okazuje się, że informacja o odwołaniu wykładu była wszystkim znana. Została rozpowszechniona poprzez Facebooka.

Osoby decydujące się na niezałożenie konta na Facebooku (wyrażenie decyduje się wydaje się w tym przypadku odpowiednie, pomimo, iż oznacza jedynie zaniechanie działania) muszą liczyć się z określonymi ograniczeniami. Dopóki problemem jest niemożność podejrzenia imion osób z którymi uczęszcza się na kurs lub dziwne uczucie, kiedy podczas spotkania wszyscy składają znajomej gratulacje z okazji zaręczyn (a raczej ponawiają te internetowe), o których my dopiero się dowiadujemy, można mówić o indywidualnym wyborze każdej osoby. W grę mogą jednak wchodzić także kwestie ekonomiczne.

Według badań przeprowadzonych przez firmę Rippler profil facebookowy kandydata sprawdza 76% osób odpowiedzialnych za rekrutację. Badania dotyczą rynku amerykańskiego, zjawisko jest też powszechne wśród rekruterów z Europy (według badań Microsoftu 43% z nich uwzględnia przy podejmowaniu decyzji dane uzyskane za pośrednictwem portali społecznościowych). Na odrzucenie potencjalnego kandydata, zwłaszcza na wstępnym etapie rekrutacji, może wpłynąć przede wszystkim wykrycie kłamstwa dotyczącego kompetencji, wypowiedzi dotyczące poprzedniego pracodawcy – negatywne bądź ujawniające zbyt wiele szczegółów, ale także niewłaściwe zdjęcia i komentarze (zwłaszcza te świadczące o nadmiernej skłonności do imprezowania i używek). Niekiedy oceniane są również bardziej subtelne kwestie, jak dopasowanie kandydata do istniejącej w firmie pracowniczej społeczności czy bogactwo zainteresowań. Przeglądanie profili aplikujących osób nie musi zatem oznaczać jedynie selekcji negatywnej.

Jednak co w przypadku, gdy profil danej osoby nie istnieje i kandydata sprawdzić nie można? Firmy są nawet w stanie otwarcie przyznać, iż decyzja o odrzuceniu aplikacji wynikała z niemożności zweryfikowania danych poprzez Facebook, co na własnym przykładzie opisuje jeden z użytkowników serwisu Piekielni.pl (strony, na której umieszczać można historie związane z irytującymi ludźmi). Takie incydenty mogą już budzić wątpliwości prawne, jednak czy aparat legislacyjny jest na nie przygotowany? W sierpniu zeszłego roku niemiecka gazeta Spiegel podała informację o pracach nad projektem ustawy zabraniającej pracodawcom wykorzystywanie danych z serwisów społecznościowych w procesie rekrutacji (zakaz nie miałby dotyczyć profili na stronach takich jak LinkedIn, bezpośrednio związanych z rynkiem pracy). Jakkolwiek godna pochwały jest sama szybkość reakcji niemieckiego rządu na nowoobserwowane zjawisko (bez oceniania jej zasadności czy pozycji problemu w hierarchii priorytetów), o tyle sposób egzekwowania takiego prawa stoi pod znakiem zapytania.

Poza problemami związanymi z zatrudnieniem, osoby nieposiadające konta na Facebooku omija też wiele promocji i zniżek przygotowanych przez właścicieli marek. Warunkiem wzięcia udziału w akcji jest bowiem przyłączenie się do określonego fanpage’a. Z badań przeprowadzonych przez IMAS International wynika, że nadzieja na zniżkę lub promocję stała za 44% wszystkich polubień produktów. Można się zastanawiać, co tak naprawdę zyskuje marka poprzez posiadanie dużej liczby fanów, skoro osoby przeglądające profil przyjaciela będą sobie zapewne zdawać sprawę, co było powodem polubienia? Należy pamiętać, że samo wyświetlenie loga jest uznawane przez osoby zajmujące się promocją za bardzo istotne, zwłaszcza, że pojawia się ono w pozytywnym kontekście (przyjaciela). Ogrom możliwości związanych z promocją w portalach społecznościowych i ocean potencjalnych fanów powoduje, iż producenci ignorują istnienie klientów niezwiązanych z facebookowym światem. Nawet jeśli poczują się oni tym faktem dotknięci, stanowią zdecydowaną mniejszość.

Czy w takim przypadku również możliwe byłoby wprowadzenie regulacji prawnych? Wydaje się to bardzo wątpliwe. Prawo nie ingeruje przecież w organizowane od dawna promocje dedykowane dla określonych grup społecznych, jak dzieci w danym przedziale wiekowym, posiadacze młodych kociąt czy oferowane przez salony fryzjerskie zniżki dla studentów i emerytów.

Przywołując temat promocji warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, iż agresywne kampanie reklamowe mogą odstraszyć nawet osoby nastawione do portali społecznościowych bardzo pozytywnie. Wzrost popularności Facebooka i idei fanpage’y wydawał się być rajem dla agencji marketingu szeptanego (czyli opartego na rekomendacji). Jedna z nich, promująca nowy smak herbaty mrożonej uznała za bardzo dobry pomysł zachęcenie osób odbierających próbki do umieszczania na profilach spreparowanych opisów, w związku z powyższym kontekstem mogących przyprawić o mdłości (malinowa rozkosz malinowym pozytywem pisana). Aura sztuczności związana z promocją produktów na Facebooku i pokrewnych serwisach na pewno nie zachęca wykluczonych do dołączenia do społeczności.

W ogólności nie wydaje się, by wszystkie problemy, które dotykają osoby nieposiadające konta na Facebooku miały zmotywować je do przerwania uporu. Istnieje w nas bowiem wrodzona niechęć do podejmowania działań, które są na nas w jakiś sposób wymuszane. Czy Marek przełamie się i założy konto by znów nie oczekiwać na nieistniejący wykład? Czy ma jakiś inny wybór? Pomocni mogliby się oczywiście okazać koledzy, akceptujący jego wykluczenie i przekazujący mu co ważniejsze informacje. Paradoksalnie, do tak tolerancyjnej grupy Marek mógłby mieć ochotę dołączyć i jednak konto założyć, by odciążyć cierpliwych znajomych.

Można się też zastanawiać, co spowodowało, iż grupa zaczęła wykorzystywać do komunikacji właśnie Facebook? Po pierwsze, łatwość odnalezienia i skonsolidowania członków. Wystarczyło poznanie imienia i nazwiska lub przezwiska (a nie loginu komunikatora czy numeru telefonu, danych zdecydowanie bardziej prywatnych) jednej osoby z roku, by poprzez łańcuchy znajomości odnaleźć i poznać innych studentów kierunku. Po drugie, założenie strony grupy nie wymagało praktycznie żadnych umiejętności technicznych, ani środków finansowych. W istocie gwiazdozbiór stron Facebooka stanowi obecnie alternatywę dla zwykłej WWW. O ile marki i firmy posiadają zarówno stronę klasyczną jak i facebookową, to grupy społeczne, zwłaszcza niewielkie, tylko tą drugą.

Dodatkowym problem w przypadku grup zrzeszających dany rok określonego kierunku studiów może być wymiana plików (materiałów do zajęć, treści zadań do wykonania, opracowań, a także potencjalnych lub znanych pytań egzaminacyjnych). Najczęstszym rozwiązaniem, zwłaszcza wśród kierunków nietechnicznych, jest założenie grupowego maila (zamiast chociażby grupy mailingowej), skąd pobierać można załączniki. Jego użytkownicy posiadają jeden wspólny login i hasło. O ile zamieszczenie treści może zostać podpisane poprzez wysłanie z własnego adresu mailowego, o tyle skasowanie przebiega całkowicie anonimowo. Zadziwiająco często prowadzi to do usunięcia treści przez nadmiernie ambitnego lub niezbyt rozgarniętego członka społeczności, a dalej do poważnych konfliktów. Znany jest nawet przypadek, gdy taki incydent doprowadził do bójki podczas imprezy połowinkowej.

Pomoc ze strony portali społecznościowych może stanowić sama informacja o pojawieniu się treści (wówczas wiadomo, iż zniknęła i można doprowadzić do jej odzyskania), w ogólności jednak utrzymywanie spójności pomiędzy wiadomościami pojawiającymi się w serwisie, w miejscu składowania plików i informacjami przekazywanymi wykluczonym kolegom stanowi nietrywialne zadanie. Godna uwagi jest również obserwacja, iż w przypadku komunikacji między grupami studenckimi, po pierwotnym utrwaleniu kanału komunikacyjnego (co ma zazwyczaj miejsce w pierwszym miesiącu studiów) zmiana jest już praktycznie niemożliwa. Marek nie ma co myśleć o założeniu forum i nauczeniu kolegów korzystania z serwisu WyślijTo.pl. Być może dobrym pomysłem byłoby wsparcie tworzenia dobrych kanałów komunikacji ze strony samej uczelni. Trudno jednak oczekiwać, że będzie ona wspierała rozpowszechnianie zeskanowanych skryptów wykładowców i pytań z poprzednich lat.


Autor:
84826


Źródła:
http://www.dobreprogramy.pl/Niemcy-chca-zakazac-sprawdzania-pracownikow-na-Facebooku,Aktualnosc,20042.html

http://hrstandard.pl/2011/10/27/czy-media-spolecznosciowe-wplywaja-na-decyzje-rekrutera/

http://proseedmag.pl/aktualnosci/facebook-zyskaj-fana-daj-mu-znizke


http://www.absolvent.pl/aktualnosci/facebook-prawde-powie-pracodawcy-sprawdzaja-kandydatow-568

http://assetus.marketingowiec.pl/artykul/jak-nie-stracic-pracy-po-wakacjach-

http://piekielni.pl/19198

Listopad 13, 2011

Serwis społecznościowy tworzony przez ludzi, dla ludzi

- autor: tsissput

Nie, nie chodzi o facebook(nie żeby ktoś tak pomyślał). Google+ też nie. Słyszeliście kiedyś o diasporze? Nie też żydowskiej, choć jesteśmy już blisko.

5 lutego 2010, sala wykładowa, temat „Wolność w chmurze” (moje wolne tłumaczenie, orginalnie „Freedom in the Cloud”), prowadzący Eben Moglen, słuchacze m. in. Ilya Zhitomirskiy, Dan Grippi, Max Salzberg i Raphael Sofaer. Tam właśnie zrodził się pomysł (tak, na wykładzie, które niektórzy z nas tak chętnie opuszczają) zrobienia czegoś trochę innego. Zanim ten pomysł wypłynął nadszedł pamiętny kwiecień 2010, a świat zadrżał w posadach.

10 kwietnia 2010 Facebook prezentuje światu przycisk „Lubie to”, rozpętuje się burza. Wszyscy żyją w strachu o swoją prywatność, użytkownicy grożą odejściem, tylko gdzie? 14 dni później na serwisie Kickstarter rusza projekt Diaspora, na załączonym filmiku Ilya, Dan, Max i Raphael proszą o 10 000$ żeby rozpocząć prace. Dlaczego warto dać im te pieniądze? Ponieważ chcą stworzyć rozproszoną sieć społecznościową, która ma się składać z nasionek (czy powinno się tłumaczyć takie słowa jak „seeds” ?), a wszystkie dane mają należeć do użytkowników i nikogo więcej. Ten pomysł najwyraźniej się przyjął, ponieważ zamiast zebrać 10 000$ zebrali 200 641$ ! To są pieniądze, za które można coś zrobić 😉 Po dziś dzień Diaspora pozostaje najlepszym start upem na Kicksterze.

Ciekawostka: Jednym z darczyńców był Jedyny i Niepowtarzalny, Legendarny dziewiąty najpotężniejszy człowiek świata według magazynu Forbes, CEO Facebooka (jakby nie było to konkurent) Mark Zuckerberg, który stwierdził, że jest to świetny pomysł.

Minął rok i co?

Diaspora jest w fazie alfa, można się już rejestrować. Tak właściwie to można poprosić o zaproszenie na joindiaspora.com, no chyba, że założymy sobie własny pod (tak się teraz nazywają wcześniej wspomniane nasionka).

Ten obrazek można znaleźć na stronie Diaspory (na pewno się nie obrażą, że go pożyczyłem, nie takie rzeczy już od nich pożyczali). Przedstawia on strukturę podów. Każdy, kto chce może założyć sobie własny serwer (pod) diaspory, nie znaczy to, że biedak będzie odcięty od świata. O nie, wręcz przeciwnie, nadal będzie mógł się wymieniać wiadomościami, obrazkami i czym tam jeszcze będziesz chciał z innymi na innych podach. Bo o to właśnie chodzi, o rozproszenie użytkowników, niech każdy będzie odpowiedzialny za siebie, niech każdy będzie swoim właścicielem (po angielsku to zabrzmiało by lepiej).

Pisałem o pożyczaniu. Szybkie pytanie, jak nazywa się ta funkcjonalność: możliwość przypisywania znajomych do różnych grup w zależności od tego w jakiej relacji z nami pozostają. Pomyśleliście o kręgach z Google+? Błąd! To znaczy racja, ale mi chodziło o znane z Diaspory aspekty. Kręgi i aspekty to w sumie to samo, z tym że Google zrobiło to lepiej (nie ma to jak armia dobrze zmotywowanych inżynierów). Czy szefowie Diaspora Foundation (grupa zajmująca się rozwojem Diaspory) pobiegli z płaczem do sądu o naruszenie patenów? „Consigliere” Diaspory Yosem Companys skomentował tak „To pochlebiające myśleć, że Google mogło pożyczyć pomysły dla ich kodu od czterech dzieciaków z NYU” (nie czepiajcie się moich tłumaczeń). Czyli nie, nie pobiegli do sądu, przecież są open source’owi.

Poznajecie ten serwis? To nie Google+, to Diaspora. Podobna, prawda. Nie ma to jak standardy w projektowaniu interfejsów użytkownika, ma być prosto, ergonomicznie i najlepiej podobnie jak u lidera rynku.

Co wyróżnia Diaspore od Facabooka i Google+ to dwie rzeczy.

  1. 1. Można używać pseudonimów (prywatność pełną gębą)
  2. 2. Można połączyć swoje konto z innymi serwisami społecznościowymi przez co np. nasze wpisy w Diasporze wylądują na naszej Facebookowej ścianie

Nie zapominajcie jednak że Diaspora jest jeszcze w fazie alfa i wiele rzeczy jej brakuje by być na topie, więc wspomóżcie ją. Ofiarujcie trochę zielonych lub lepiej (z racji że „Wszyscy jesteśmy programistami”) skomitujcie coś 😀

Garść suchych statystyk z gita Diaspory

  • 73% kodu jest w Rubym, reszta w JavaScripcie
  • w ostatnim miesiącu repozytorium zostało sklonowane 26 razy
  • jest rozwijana przez 155 uczestników

 

Dawid Jankowiak

Listopad 13, 2011

SETI@HOME co to właściwie jest, jak to działa i jak powstało

- autor: tsissput

Wstęp

Komputery, które na początku powstawały tylko dla wojska oraz dla dużych i bogatych firm miały za zadanie wykonywać duże obliczenia do prowadzonych badań. Jednak kiedy rozwój technologii pozwolił na znaczne zmniejszenie wielkości i cen komputerów, tak że stały się dostępne „dla każdego”, służyły one jednak w większości w biurach jako maszyny do pisania lub do wykonywania prostych czynności obliczeniowych oraz czasem do wysyłania i odbierania e-maili. Ci co mieli na tyle pieniędzy, że mogli sobie pozwolić na zakup komputera, używali ich do rozrywki jaką były gry. Jednak wraz z dalszym rozwojem technologii i zwiększoną dostępnością internetu powstały pomysły jak wykorzystać możliwości domowych komputerów i użyć dostępną technologię do pierwotnych celów jakimi były obliczenia. Tak powstały społecznościowe aplikacje do obliczeń rozproszonych.

Jak to się zaczęło?

Na uniwersytecie w Berkeley powstał projekt naukowy dotyczący poszukiwania pozaziemskiej inteligencji który nazwano SETI (Search for Extra-Terrestrial Intelligence). SETI jest to rozbudowany, wieloletni projekt naukowy, którego celem jest znalezienie kontaktu z pozaziemskimi cywilizacjami poprzez poszukiwanie sygnałów radiowych i świetlnych sztucznie wytworzonych, pochodzących z przestrzeni kosmicznej, które nie są wytworzone przez człowieka. Polega on na poszukiwaniu gwiazd, z których emitowane są sygnały wskazujące na istnienie tam inteligentnych form życia pozaziemskiego. SETI nie jest jednak trywialnym zadaniem. Galaktyka Drogi Mlecznej, w której znajduje się Słońce, ma średnicę ok. 100 000 lat świetlnych i zawiera ok. 200 mld gwiazd. Szukanie sygnałów pozaziemskich cywilizacji w całej galaktyce bez odpowiedniej selekcji mogłoby zająć setki lat.

Jednakże, cztery proste założenia pomagają zmniejszyć rozmiary tego zadania:

  1. Większość form życia w naszej galaktyce jest oparta na chemii węgla, podobnie jak to jest na Ziemi. Koncepcja ta jest dość dobrze uzasadniona naukowo, gdyż tylko węgiel z energetycznego punktu widzenia jest w stanie samorzutnie tworzyć wystarczająco złożone związki chemiczne.
  2. Niezbędna jest obecność wody w postaci ciekłej. Założenie to wynika z faktu, że tylko w środowisku wodnym możliwy jest złożony metabolizm niezbędny do utrzymania przemiany materii koniecznej dla istot ożywionych.
  3. Poszukiwania powinny być skoncentrowane na gwiazdach o podobnych parametrach do Słońca należących do ciągu głównego. Bardzo duże gwiazdy mają za krótkie czasy trwania, aby mogły wytworzyć trwałe systemy planetarne, z kolei bardzo małe generują za mało światła i ciepła do powstania życia opartego na chemii węgla.
  4. Cywilizacje pozaziemskie umyślnie wysyłają sygnały, aby SETI mogła je odnaleźć.

Około 10% gwiazd w Drodze Mlecznej ma parametry zbliżone do Słońca i tylko około 1000 z nich znajduje się w odległości mniejszej niż 100 lat świetlnych od Ziemi. Te gwiazdy są głównymi celami programu SETI. Jednakże, istnieje zawsze ryzyko, że powyższe założenia są częściowo błędne i dlatego program SETI obejmuje też wyrywkowe badanie innych obszarów kosmosu. Innym założeniem SETI jest to, iż poszukuje specjalnie wysyłanych sygnałów komunikacyjnych, które mają być zamierzoną próbą komunikacji, nie zaś szumu cywilizacyjnego, czyli wszystkich elektromagnetycznych sygnałów wytwarzanych przez teoretyczną cywilizację.

Większość obecnie działających projektów poszukiwania pozaziemskiej inteligencji, łącznie z tymi w Uniwersytecie w Berkeley, opiera się na dużych komputerach, które w czasie rzeczywistym analizują dane rejestrowane przez radioteleskopy. Żaden z tych komputerów nie jest w stanie przeszukiwać danych w poszukiwaniu słabych sygnałów. Dzieje się tak z powodu ograniczonej dostępnej mocy obliczeniowej. Aby wyłapać najsłabsze sygnały, niezbędna jest olbrzymia moc, którą mogłyby zapewnić najpotężniejsze superkomputery. Jednakże, na potrzeby projektów poszukiwania pozaziemskiej inteligencji organizacje zajmujące się nimi nie są w stanie zbudować ani kupić takich maszyn. W taki sposób powstał pomysł na stworzenie inny projektu, którego celem jest wykazanie przydatności i praktyczności „komputerów wolontariuszy” – rozproszonych komputerów na których zainstalowano aplikację umożliwiającą obliczenia wykonywane do osiągnięcia celów SETI. Tak też powstał projekt spinający oba cele, poszukiwanie pozaziemskiej inteligencji oraz wykazanie przydatności i praktyczności użycia rozproszonych komputerów do stworzenia maszyny, która potrafi dorównać dużym komputerom w wielkich centrach obliczeniowych. Tak powstał projekt SETI@HOME. Dzisiaj można powiedzieć, że drugi z tych celów udało się osiągnąć całkowicie. A projekt, który powstał na jako, rozwiniecie oryginalnego SETI@home, jest wsparciem dla wielu projektów obliczeniowych w wielu dyscyplinach. Pierwszego z tych celów nie udało do tej pory – nie ma dowodów na sygnały na istnienie pozaziemskiej cywilizacji. Jednak projekt jest nadal kontynuowany i być może kiedyś uda się udowodnić, że istnieją oprócz nas inne inteligentne stworzenia we wszechświecie.

W jaki sposób odbywa się poszukiwanie sygnałów pochodzących od obcych cywilizacji?

Jak wiadomo, aby przeszukiwać sygnały pochodzące od obcych cywilizacji musimy posiadać jakieś informacje, które będziemy mogli poddać badaniu na obecność w nich konkretnych typów sygnałów. Dane podlegające badaniu pochodzą z radioteleskopu w Arecibo i są przesyłane do Berkeley. Tam odpowiednio dzielone są pobierane przez użytkowników i przeszukiwane przez aplikacje zainstalowane na domowych komputerach wolontariuszy uczestniczących w projekcie. Zanim jednak aplikacje wolontariuszy pobiorą dane do przetwarzania należy całą „górę” danych zarejestrowanych przez radioteleskop podzielić. Całe zadanie jest jednocześnie interesujące i skomplikowane. Danych do analizy jest tak wiele, że może się to nawet wydawać aż niemożliwe! Na szczęście dane do analizy można łatwo podzielić na małe pakiety, które można równolegle badać niezależnie od siebie. Żaden z tych pakietów nie jest przy tym zależny od żadnego innego. Co więcej, obszar nieba widziany przez radioteleskop jest ograniczony. W ciągu dwóch lat, cały widoczny przezeń obszar jest skanowany trzy razy. Mimo tego jeden dzień obserwacji wystarcza na zapełnienie mniej więcej jednej 35 GB taśmy DLT. W Berkeley, do którego docierają dane zwykłą pocztą, dane są dzielone na 250 kB fragmenty zwane jednostkami, które serwer SETI@home rozsyła przez internet do komputerów na całym świecie.

Pasmosah.png

SETI@home przegląda w poszukiwaniu sygnałów pasmo o szerokości 2,5 MHz, którego środek przypada na częstotliwość 1420 MHz. Pasmo takie jest zbyt szerokie, aby można było całe wysłać jednemu wolontariuszowi do przeanalizowania, zatem w Berkley dzielą je na 256 części, każda o szerokości 10 kHz. Zajmuje się tym program nazywany „splitterem”. Takie 10 kHz fragmenty mają już akceptowalny rozmiar. Aby rejestrować sygnały o częstotliwości sięgającej 10 kHz, należy nagrywać co najmniej 20000 bitów na sekundę (bps). 20 kHz jest w tym przypadku tak zwaną częstotliwością Nyquista. Do użytkowników wysyłane są 107 sekundowe pakiety 10 kHz (20kbps) danych. 100 s przemnożone przez 20000 bitów daje 2000000 bitów, czyli około 0,25 megabajta. Taki pakiet o wielkości 0,25 MB nazywany jest jednostką. Istnieje jeszcze potrzeba dołączenia pewnych dodatkowych danych opisujących jednostkę, tak że jej końcowy rozmiar wynosi ok 340 kB. Tak podzielne dane są dostępne dla użytkowników – wolontariuszy. A znajdujący się na ich komputerach program SETI@home łączy się z internetem tylko na czas przesyłania danych. Dzieje się to tylko wówczas, gdy wygaszacz ekranu zakończy analizowanie jednostki i zamierza odesłać wyniki obliczeń oraz pobrać kolejną jednostkę do obliczeń. Po stronie Berkeley duża baza danych zajmuje się śledzeniem wszystkich jednostek. Gdy przeanalizowane jednostki wracają, są one włączane do bazy danych i oznaczane jako „wykonane”. Każda jednostka wysyłana jest do wielu komputerów, aby upewnić się, że dane przetwarzane są prawidłowo. Nawet prawidłowo pracujący komputer może bowiem od czasu do czasu wprowadzić błąd do obliczeń.

Wojtek Nowak 80175