Facebookowe wykluczenie. Konsekwencje. Przyczyny.

- autor: tsissput

Marek stoi pod salą wykładową w budynku uniwersytetu. Jest sam. Sprawdza aktualną godzinę i porównuje z planem zajęć. Przegląda terminarz. Odczekuje 15 minut i wraca do akademika. Przemierzając korytarz spotyka koleżankę z grupy dziekańskiej. Okazuje się, że informacja o odwołaniu wykładu była wszystkim znana. Została rozpowszechniona poprzez Facebooka.

Osoby decydujące się na niezałożenie konta na Facebooku (wyrażenie decyduje się wydaje się w tym przypadku odpowiednie, pomimo, iż oznacza jedynie zaniechanie działania) muszą liczyć się z określonymi ograniczeniami. Dopóki problemem jest niemożność podejrzenia imion osób z którymi uczęszcza się na kurs lub dziwne uczucie, kiedy podczas spotkania wszyscy składają znajomej gratulacje z okazji zaręczyn (a raczej ponawiają te internetowe), o których my dopiero się dowiadujemy, można mówić o indywidualnym wyborze każdej osoby. W grę mogą jednak wchodzić także kwestie ekonomiczne.

Według badań przeprowadzonych przez firmę Rippler profil facebookowy kandydata sprawdza 76% osób odpowiedzialnych za rekrutację. Badania dotyczą rynku amerykańskiego, zjawisko jest też powszechne wśród rekruterów z Europy (według badań Microsoftu 43% z nich uwzględnia przy podejmowaniu decyzji dane uzyskane za pośrednictwem portali społecznościowych). Na odrzucenie potencjalnego kandydata, zwłaszcza na wstępnym etapie rekrutacji, może wpłynąć przede wszystkim wykrycie kłamstwa dotyczącego kompetencji, wypowiedzi dotyczące poprzedniego pracodawcy – negatywne bądź ujawniające zbyt wiele szczegółów, ale także niewłaściwe zdjęcia i komentarze (zwłaszcza te świadczące o nadmiernej skłonności do imprezowania i używek). Niekiedy oceniane są również bardziej subtelne kwestie, jak dopasowanie kandydata do istniejącej w firmie pracowniczej społeczności czy bogactwo zainteresowań. Przeglądanie profili aplikujących osób nie musi zatem oznaczać jedynie selekcji negatywnej.

Jednak co w przypadku, gdy profil danej osoby nie istnieje i kandydata sprawdzić nie można? Firmy są nawet w stanie otwarcie przyznać, iż decyzja o odrzuceniu aplikacji wynikała z niemożności zweryfikowania danych poprzez Facebook, co na własnym przykładzie opisuje jeden z użytkowników serwisu Piekielni.pl (strony, na której umieszczać można historie związane z irytującymi ludźmi). Takie incydenty mogą już budzić wątpliwości prawne, jednak czy aparat legislacyjny jest na nie przygotowany? W sierpniu zeszłego roku niemiecka gazeta Spiegel podała informację o pracach nad projektem ustawy zabraniającej pracodawcom wykorzystywanie danych z serwisów społecznościowych w procesie rekrutacji (zakaz nie miałby dotyczyć profili na stronach takich jak LinkedIn, bezpośrednio związanych z rynkiem pracy). Jakkolwiek godna pochwały jest sama szybkość reakcji niemieckiego rządu na nowoobserwowane zjawisko (bez oceniania jej zasadności czy pozycji problemu w hierarchii priorytetów), o tyle sposób egzekwowania takiego prawa stoi pod znakiem zapytania.

Poza problemami związanymi z zatrudnieniem, osoby nieposiadające konta na Facebooku omija też wiele promocji i zniżek przygotowanych przez właścicieli marek. Warunkiem wzięcia udziału w akcji jest bowiem przyłączenie się do określonego fanpage’a. Z badań przeprowadzonych przez IMAS International wynika, że nadzieja na zniżkę lub promocję stała za 44% wszystkich polubień produktów. Można się zastanawiać, co tak naprawdę zyskuje marka poprzez posiadanie dużej liczby fanów, skoro osoby przeglądające profil przyjaciela będą sobie zapewne zdawać sprawę, co było powodem polubienia? Należy pamiętać, że samo wyświetlenie loga jest uznawane przez osoby zajmujące się promocją za bardzo istotne, zwłaszcza, że pojawia się ono w pozytywnym kontekście (przyjaciela). Ogrom możliwości związanych z promocją w portalach społecznościowych i ocean potencjalnych fanów powoduje, iż producenci ignorują istnienie klientów niezwiązanych z facebookowym światem. Nawet jeśli poczują się oni tym faktem dotknięci, stanowią zdecydowaną mniejszość.

Czy w takim przypadku również możliwe byłoby wprowadzenie regulacji prawnych? Wydaje się to bardzo wątpliwe. Prawo nie ingeruje przecież w organizowane od dawna promocje dedykowane dla określonych grup społecznych, jak dzieci w danym przedziale wiekowym, posiadacze młodych kociąt czy oferowane przez salony fryzjerskie zniżki dla studentów i emerytów.

Przywołując temat promocji warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, iż agresywne kampanie reklamowe mogą odstraszyć nawet osoby nastawione do portali społecznościowych bardzo pozytywnie. Wzrost popularności Facebooka i idei fanpage’y wydawał się być rajem dla agencji marketingu szeptanego (czyli opartego na rekomendacji). Jedna z nich, promująca nowy smak herbaty mrożonej uznała za bardzo dobry pomysł zachęcenie osób odbierających próbki do umieszczania na profilach spreparowanych opisów, w związku z powyższym kontekstem mogących przyprawić o mdłości (malinowa rozkosz malinowym pozytywem pisana). Aura sztuczności związana z promocją produktów na Facebooku i pokrewnych serwisach na pewno nie zachęca wykluczonych do dołączenia do społeczności.

W ogólności nie wydaje się, by wszystkie problemy, które dotykają osoby nieposiadające konta na Facebooku miały zmotywować je do przerwania uporu. Istnieje w nas bowiem wrodzona niechęć do podejmowania działań, które są na nas w jakiś sposób wymuszane. Czy Marek przełamie się i założy konto by znów nie oczekiwać na nieistniejący wykład? Czy ma jakiś inny wybór? Pomocni mogliby się oczywiście okazać koledzy, akceptujący jego wykluczenie i przekazujący mu co ważniejsze informacje. Paradoksalnie, do tak tolerancyjnej grupy Marek mógłby mieć ochotę dołączyć i jednak konto założyć, by odciążyć cierpliwych znajomych.

Można się też zastanawiać, co spowodowało, iż grupa zaczęła wykorzystywać do komunikacji właśnie Facebook? Po pierwsze, łatwość odnalezienia i skonsolidowania członków. Wystarczyło poznanie imienia i nazwiska lub przezwiska (a nie loginu komunikatora czy numeru telefonu, danych zdecydowanie bardziej prywatnych) jednej osoby z roku, by poprzez łańcuchy znajomości odnaleźć i poznać innych studentów kierunku. Po drugie, założenie strony grupy nie wymagało praktycznie żadnych umiejętności technicznych, ani środków finansowych. W istocie gwiazdozbiór stron Facebooka stanowi obecnie alternatywę dla zwykłej WWW. O ile marki i firmy posiadają zarówno stronę klasyczną jak i facebookową, to grupy społeczne, zwłaszcza niewielkie, tylko tą drugą.

Dodatkowym problem w przypadku grup zrzeszających dany rok określonego kierunku studiów może być wymiana plików (materiałów do zajęć, treści zadań do wykonania, opracowań, a także potencjalnych lub znanych pytań egzaminacyjnych). Najczęstszym rozwiązaniem, zwłaszcza wśród kierunków nietechnicznych, jest założenie grupowego maila (zamiast chociażby grupy mailingowej), skąd pobierać można załączniki. Jego użytkownicy posiadają jeden wspólny login i hasło. O ile zamieszczenie treści może zostać podpisane poprzez wysłanie z własnego adresu mailowego, o tyle skasowanie przebiega całkowicie anonimowo. Zadziwiająco często prowadzi to do usunięcia treści przez nadmiernie ambitnego lub niezbyt rozgarniętego członka społeczności, a dalej do poważnych konfliktów. Znany jest nawet przypadek, gdy taki incydent doprowadził do bójki podczas imprezy połowinkowej.

Pomoc ze strony portali społecznościowych może stanowić sama informacja o pojawieniu się treści (wówczas wiadomo, iż zniknęła i można doprowadzić do jej odzyskania), w ogólności jednak utrzymywanie spójności pomiędzy wiadomościami pojawiającymi się w serwisie, w miejscu składowania plików i informacjami przekazywanymi wykluczonym kolegom stanowi nietrywialne zadanie. Godna uwagi jest również obserwacja, iż w przypadku komunikacji między grupami studenckimi, po pierwotnym utrwaleniu kanału komunikacyjnego (co ma zazwyczaj miejsce w pierwszym miesiącu studiów) zmiana jest już praktycznie niemożliwa. Marek nie ma co myśleć o założeniu forum i nauczeniu kolegów korzystania z serwisu WyślijTo.pl. Być może dobrym pomysłem byłoby wsparcie tworzenia dobrych kanałów komunikacji ze strony samej uczelni. Trudno jednak oczekiwać, że będzie ona wspierała rozpowszechnianie zeskanowanych skryptów wykładowców i pytań z poprzednich lat.


Autor:
84826


Źródła:
http://www.dobreprogramy.pl/Niemcy-chca-zakazac-sprawdzania-pracownikow-na-Facebooku,Aktualnosc,20042.html

http://hrstandard.pl/2011/10/27/czy-media-spolecznosciowe-wplywaja-na-decyzje-rekrutera/

http://proseedmag.pl/aktualnosci/facebook-zyskaj-fana-daj-mu-znizke


http://www.absolvent.pl/aktualnosci/facebook-prawde-powie-pracodawcy-sprawdzaja-kandydatow-568

http://assetus.marketingowiec.pl/artykul/jak-nie-stracic-pracy-po-wakacjach-

http://piekielni.pl/19198

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: