Archive for Listopad, 2012

Listopad 19, 2012

Golce – prawdziwie społeczne ssaki

- autor: tsissput

Eusocjalność to najwyższa, wśród zwierząt, forma społeczności. W uproszczeniu polega na tworzeniu wielopokoleniowych kolonii, w których za reprodukcję odpowiadają nieliczne osobniki, podczas gdy pozostałe wspólnie dbają o potomstwo. Taka forma społeczna, należąca do rzadkości wśród zwierząt, występuje większości u owadów. Znanymi powszechnie przykładami zwierząt wykazujących tzw. “prawdziwy instynkt społeczny” są mrówki czy pszczoły.

W roku 1976 amerykański ewolucjonista, Richard Alexander, zaproponował szczegółowy model eusocjalnego kręgowca. Nie miał pojęcia, że takie zwierzę istnieje i jest znane już od 1842 roku. Choć faktycznie dopiero badania przeprowadzone w latach 80. XX wieku, pokazały, że podany przez niego opis dokładnie pasuje do golca – gatunku kretoszczura z wschodniej Afryki.

Golec - zdjęcie

Golce nie należą do najpiękniejszych zwierząt

Golec, tak jak wszystkie kretoszczury, żyje pod ziemią, w ogromnej sieci tuneli (mogących mieć nawet 3km długości, na 100 000 m2 powierzchni!). Są do tego świetnie przystosowane. Mają obłe ciała, krótkie kończyny, malutkie oczy i uszy, bardzo czuły węch oraz charakterystyczne, wystające, duże siekacze, służące do kopania. Co ciekawe, aż 25% mięśni golca jest umieszczone w obrębie szczęk. Dla porównania u człowieka taką ilość zajmują mięśnie nóg. Nazwa golca pochodzi od faktu, że jako jedyny gryzoń jest praktycznie pozbawiony owłosienia. Wynika to prawdopodobnie z redukcji powierzchni ciała, na której mogą występować pasożyty, które są plagą owłosionych stadnych ssaków.

Struktura społeczna

Golce żyją w koloniach, które liczą zazwyczaj od 75-80 osobników, choć zdarzają się także mające ponad 250. Żaden inny ssak nie żyje w tak dużej, zintegrowanej grupie społecznej. Struktura kolonii ma charakter hierarchiczny, oparty na dominacji. Królowa i samce rozpłodowe stoją ponad robotnikami, spośród, których więksi górują nad mniejszymi. Niewyjaśniona do dziś zostaje przyczyna dysproporcji między liczbą samców i samic. W badanych koloniach liczba tych pierwszych jest ok. 1,4
razy wyższa.

Obserwacje wykazały, że prace wykonywane są zarówno przez samce i samice, a ich podział zależy od grupy, danego osobnika. Zadaniem królowej i samców rozpłodowych jest przede wszystkim wydawanie potomstwa, żywienie i opieka na nim. Pozostałe osobniki pomagają w pielęgnacji młodych, dbają o sieć korytarzy i bronią kolonii przed drapieżnikami. W ich przypadku podział pracy zależy przede wszystkim od rozmiarów. Małe zajmują się głównie utrzymaniem kolonii: oczyszczaniem
i budową tuneli, gniazd oraz szukaniem i znoszeniem pożywienia. Do zadań dużych osobników, poza budową tuneli, należy obrona kolonii. Kiedy w tunelach pojawia się wąż, jeden z nielicznych wrogów golców, największe osobniki atakują go, próbując zasypać ziemią. W ostateczności są w stanie poświęcić się, aby umożliwić reszcie ucieczkę. Chronią również gniazd przed intruzami z obcych kolonii, walcząc, bądź blokując tunele, stając jeden na drugim.

Królowa rządzi kolonią twardą ręką. Często patroluje swój teren, posztruchując i popychając poddanych. Znacznie częściej robi to wobec osobników dużych, leniwych lub dalej z nią spokrewnionych albo kiedy pojawiają się nowe źródła pożywienia lub materiałów do budowy gniazd. Swoim agresywnym zachowaniem zmusza poddanych do wydajniejszej pracy na rzecz kolonii.

Agresywnemu zachowaniu sprzyja jej wielkość. Kiedy stara królowa choruje albo umiera, wtedy część samic, zarówno małych jak i dużych robotnic, zaczyna gwałtownie przybierać na wadze. Na czele kolonii staje ta, której udało sie zabić, okaleczyć lub wystarczająco zastraszyć rywalki. Kręgosłup nowej królowej wydłuża się, umożliwiając noszenie licznego miotu (około 14 młodych). Jest to ewenement wsród ssaków – żaden nie rośnie w dorosłym życiu!

Agresywne zachowanie królowej ma jeszcze jeden powód – pomaga utrzymać status jej reproduktorki. Robotnice mogą rodzić, gdy są oddzielone od swojej królowej. W kolonii jednak wykrywa ona subtelne zmiany w poziomie estrogenu w moczu swoich robotnic, oznaczające początek okresu płodności. Poszturchuje wówczas potencjalne reproduktorki, powodując u nich stres i tym samym zanik rui. Wydaje się, że golce potrafią żyć jedynie w społeczności. Wszystkie próby hodowania pojedynczych
osobników kończyły się niepowodzeniem, podczas gdy całe kolonie szybko przyzwyczają się do życia w niewoli i rozmnażają się regularnie.

Współpraca i altruizm

Golce żywią się soczystymi bulwami geofitów. Co ciekawe, wyjadają najczęściej środek bulw, po czym zasypują go ziemią. Wyjedzone wnętrze z czasem zregeneruje się i może znów posłużyć za pożywienie dla kolonii. W poszukiwaniu jedzenie, golce kopią w losowych kierunkach tunele. Jest to zespołowe przedsięwzięcie: za osobnikiem kopiącym, w kolejce ustawiają się kolejne. Kiedy za kopaczem zbierze się odpowiednio dużo ziemi, stojący za nim golec zaczyna przepychać ją do wyjścia. W tym czasie pozostałe osobniki stoją na palcach, tak, aby mógł przepchnąć po nimi ziemię. Przy wyjściu na powierzchnię, ziemię przekazuje dużemu osobnikowi, który wyrzuca ją mocnym uderzeniem łap przez otwór, po czym wraca na koniec kolejki. Golce są wydajnymi kopaczami. W ciągu miesiąca są wstanie średnio wykopać 200m tunelu, wyrzucając na powierzchni ok. 350 kg ziemi. Jeśli golec odnajdzie jedzenie, zamiast najeść się, niesie próbkę rośliny do głównego gniazda, piszcząc i wymachując zdobyczą, tak aby reszta kolonii mogła poczuć zapach. Drogę do pożywienia oznacza przez specjalną wydzieliną, tak aby reszta kolonii bez problemu mogła do niej trafić.

Prawie nieśmiertelność

Badania wykazują, że szanse średnie szanse na przeżycie roku u golca-robotnika wynosi jedynie 43%. Pokazują także, że przyczyną wysokiej śmiertlności są przede wszystkim ataki węży – w ich żołądkach znajduje się szczątki kretoszczurów, a u złapanych golców często widać ślady ugryzień lub brak kończyn. Gdyby nie to zagrożenie, w środowisku naturalnym golce mogłyby dożywać nawet 28 lat, w ogóle się nie starzejąc. Choć w porównaniu do życia człowieka to niewiele, jest to 10 razy więcej niż u podobnych do nich myszy. Na długowieczność tych zwierząt nie wpływa jednak struktura społeczna, w której żyją, a bardzo wydajny system usuwania wadliwych cząstek. Poza tym, że ich proteasomy, czyli miejsca recyclingu białek, są kilkukrotnie aktywniejsze niż u innych ssaków, posiadają one dodatkowy mechanizm wykrywania komórek rakowych. Komórki golców, kiedy wykryją u siebie stan przednowotworowy, uruchamiają mechanizm zniszczenia siebie, a także sąsiednich komórek, dzięki czemu całkowicie usuwana jest kolonia mogąca zagrozić organizmowi.

Podsumowanie

Golce to prawdziwi ekscentrycy pośród zwierząt. Mimo, że rodzą i odżywiają się jak ssaki, to żyją w społeczeństwach bliższych mrówkom czy pszczołą, wykazując się zachowaniami nieobecnymi u innych przedstawicielami swojej gromady. Choć są gryzoniami to prawie nie mają owłosienia i tracą ciepło tak łatwo jak gady. Te małe i niepozorne zwierzęta dostarczają materiału do szerokich badań, a być może okażą się sposobem na naszą długowieczność.

Autor: Jan Łukaszewicz

Reklamy
Listopad 18, 2012

Wpływ portali społecznościowych na naszą pracę.

- autor: tsissput

Od kilku lat sieci społecznościowe wykorzystywane są jako narzędzia rynku pracy. Zarówno startupy, małe przedsiębiorstwa jak i duże korporacje wykorzystują portale społecznościowe do znalezienia najlepszych pracowników. Ponadto specjaliści z działów HR zajmujący się rekrutacją coraz częściej przeglądają profile kandydatów. Pozwala to ocenić wiarygodność kandydata oraz jego stosunek do otaczającego świata.

Rekrutacja przez serwisy społecznościowe.

Według badań przeprowadzonych przez Microsoft, 43% europejskich rekruterów rutynowo kontroluje „reputację online” potencjalnych kandydatów, przed wysłaniem zaproszenia na rozmowę wstępną. 23% osób odpowiedzialnych za HR odrzuciło kandydaturę danej osoby ze względu na nieodpowiednie komentarze lub zdjęcia umieszczane w serwisach społecznościowych, na blogach itp. Wiele osób błędnie uważa, że tego typu rozpoznanie dotyczy osób rekrutowanych na wysokie stanowiska np. w korporacjach. Tymczasem coraz częściej zdarza się, że przyznanie interesującej nas posady np. w dużym sklepie sportowym uzależnione jest od naszego profilu na NK. Menadżer sklepu odpowiedzialny za rekrutację,  mając do wyboru trzy osoby o podobnych kwalifikacjach wybierze tą, która nie umieszcza w Internecie nieodpowiednich treści np.półnagich zdjęć z papierosem i butelką wódki.

Serwis monitorujący sieci społecznościowe Reppler,  przeprowadził ankietę wśród 300 specjalistów od rekrutacji. Jej celem było dowiedzieć się kiedy i jak rekruterzy sprawdzają aplikującego, na różnych portalach zrzeszających społeczność. Badania wykazały, że ponad 90% z rekruterów i menadżerów uważa odwiedzenie profilu potencjalnego kandydata jako standardowy element procesu selekcji kandydatów. Wykazano, że 69% specjalistów od rekrutacji odrzuciło kandydata na podstawie treści zamieszczonych na profilach społecznościowych kandydata. Niemal w równych proporcjach (68%) zdecydowało się zatrudnić dana osobę w oparciu o treści znajdujące się na profilu danego aplikanta.

Na diagramie poniżej przestawiono dokładniejsze wyniki z przeprowadzonego badania. Dokonując szczegółowej analizy możemy wysunąć następujące wnioski. Często bez nasze wiedzy rekruterzy używają sieci społecznościowej do selekcji kandydatów uczestniczących w procesie rekrutacji. Szczególnie użyteczne są portale takie jak: Facebook, Twitter., ponieważ dużo bardziej dotyczą one naszego osobistego życia. Ponadto weryfikacja profili kandydata odbywa się we wczesnym etapie procesu rekrutacji, dlatego też poszukujący pracy powinien zadbać o swój wizerunek online zanim złoży aplikację na wybrane stanowisko.

Weryfikacja podania o pracę z wykorzystaniem sieci społecznościowych – źródło reppler.com

Jak nie stracić pracy po wakacjach?

Wydawać by się mogło, iż o swój wizerunek w sieci powinna dbać przede wszystkim osoba zgłaszająca swoją aplikację. Nic bardziej mylnego, to jak prezentujemy się w sieci jest istotne również z punktu widzenia naszego aktualnego pracodawcy, partnera biznesowego, współpracownika oraz konkurencji. Niestety zdarza się nam zapomnieć, iż 30% Internautów szuka w sieci informacji o osobach, z którymi pracuje i konkuruje.

Według sondażu przeprowadzonego przez 123people.com (największa wyszukiwarka osób na świecie, od niedawna dostępna również na polskim rynku) w lipcu 2012, prawie 47% użytkowników globalnej sieci przesłało swoje zdjęcia z wakacji na portale społecznościowe. Media społecznościowe stają się coraz bardziej związane z naszym życiem codziennym, więc wydaję się to naturalne, że chcemy wymienić nasze wspomnienia wakacyjne.

Zdaniem Alexandra Senonera z 123people „Wielu z nas zapomniało, że wszystkie treści, które możemy opublikować w Internecie mogą być oglądane przez naszego pracodawcę, nauczyciela lub przez każdą inną osobę, która będzie sprawdzała nasze dane w internecie. Mimo, że rośnie świadomość, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak poważne konsekwencję może mieć udostępnianie zdjęcia w bikini lub przy drinku. Z urządzeniami mobilnymi dzielimy obraz w mediach społecznościowych w ciągu sekundy. W tej samej sekundzie możemy stracić pracę lub przyjaciół”.

Nawet, jeżeli nasz szef nie zauważył na Facebooku zdjęcia z suto zakrapianej imprezy z nami w roli głównej, nie zapominajmy o życzliwych kolegach lub klientach, którzy również monitorują informacje o nas w sieci. Mogą oni szybko pozbawić nas pracy za pomocą jednego maila z odpowiednim linkiem. Prawdziwy problem powstaje, gdy wspólne zdjęcie z dziewczyną trafia na stronę pornograficzną. 

Należy pamiętać, że jednokrotne opublikowanie zdjęcia umieszcza je w Internecie na zawsze. Dlatego tak ważne jest, aby dokładnie wybierać zdjęcia które udostępniamy. Ważne jest również dokonywanie przeglądu systematycznego, jakie zdjęcia i informację można znaleźć na naszych profilach.

Na podstawie badań 123people narodem, który najchętniej dzieli się swoimi zdjęciami z wakacji są Polacy – ponad 58% z nas przesyła swoje zdjęcia na portale społecznościowe. Na drugim i trzecim miejscu są Holendrzy i Francuzi. Niemcy są natomiast najbardziej ostrożni w zakresie publikowania treści osobistych – tylko 35,2% przyznało, że umieszcza swoje zdjęcia w sieci.

Procent użytkowników mediów społecznościowych publikujących swoje zdjęcia z wakacji w różnych krajach – źródło 123people.com

Świadomość użytkowników rośnie.

Świadomość zarządzania swoimi danymi w sieci jest coraz większa. 65% dorosłych użytkowników Internetu ogranicza dostęp do swoich profili osobom, których nie zna. 56% osób wykasowało z list kontaktów osoby, których zna niewystarczająco dobrze. 36% Internautów kasuje niektóre komentarze swojego autorstwa oraz usuwa tag ze swoim imieniem ze zdjęć, na których nie chce być oglądany. Niestety podczas kopiowania niekorzystnych dla nas zdjęć między serwerami tracona jest informacja o źródle, a to właśnie tam powinniśmy usuwać niechciane dla nas treści.

Podsumowując, musimy dbać o swoją reputację online, regularnie monitorując informacje na swój temat. Powinniśmy sprawdzać co mówią o nas przeglądarki (Google, Yahoo), weryfikować ustawienia prywatności, przeglądać swoje zdjęcia na NK i Facebooku. Usuwać te, które przedstawiają nas w sytuacjach dwuznacznych. Eksperci z 123people sugerują, aby przed publikacją jakiegokolwiek zdjęcia pomyśleć o swojej mamie. Jeżeli Ona by je zaakceptowała to znaczy, że możemy je opublikować. Wszystko to pozwoli sprawnie zarządzać naszym wizerunkiem. Pamiętajmy również, że na nasz wizerunek w sieci budują komentarze, wpisy oraz pozostałem treści naszego autorstwa.

Autor:
Piotr Ostrowski

Źródła:
http://www.123people.com/blog/
http://blog.reppler.com/2011/09/27/managing-your-online-image-across-social-networks/

Listopad 12, 2012

Eksperyment Milgrama

- autor: tsissput

Jak to możliwe, że społeczeństwo europejskiego kraju pod wpływem ideologii kilku osób dopuszcza się ludobójstwa? Czy Niemcy, jako naród, są bardziej niż inni posłuszni autorytetom? Jaka jest przyczyna ślepego posłuszeństwa wbrew swojemu sumieniu?

Podobne pytania zadał osobie Stanley Milgram obserwując przebieg procesu Adolfa Eichmanna, nazistowskiego zbrodniarza, głównego koordynatora i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Aby na nie odpowiedzieć, ten amerykański psycholog społeczny i profesor uniwersytetu Yale postanowił przeprowadzić eksperyment naukowy.

Zebrał on ochotników, osoby obu płci, w wieku od 20 do 50 lat, będących przedstawicielami różnych zawodów i posiadających różne wykształcenie, którym za udział w eksperymencie zaoferował cztery i pół dolara (co stanowi równowartość dzisiejszych trzydziestu dolarów).

Następnie przystąpiono do eksperymentu. Jednorazowo brały w nim udział trzy osoby: eksperymentator, nauczyciel i uczeń. Role nauczyciela i ucznia przydzielano na podstawie losowania. Podczas pierwszej fazy eksperymentu zadaniem ucznia było zapamiętanie czytanej przez nauczyciela listy par słów np. „miły-dzień”, „niebieska-skrzynka” itp. Po fazie nauki przystępowano do fazy sprawdzającej. Ucznia przeprowadzano do sąsiedniego pokoju, gdzie eksperymentator przy pomocy nauczyciela przywiązywał go do krzesła, a do jego nadgarstków podłączano elektrody. Przed uczniem znajdował się pulpit z czterema przyciskami oznaczonymi literami od A do D, służącymi do wskazania wybranej przez ucznia odpowiedzi. Następnie eksperymentator wraz z nauczycielem wracali do pierwszego pomieszczenia, które było skomunikowane z drugim przy pomocy interkomu. Tam nauczyciel siadał przed pulpitem z trzydziestoma przełącznikami opisanymi wartością napięcia impulsu elektrycznego (od 15 do 450 woltów, z krokiem co 15 woltów) i słownym komentarzem od „słabego wstrząsu” aż do „niebezpieczeństwo: poważny wstrząs”. Nauczyciel, zgodnie z instrukcją eksperymentatora, miał odczytywać pierwsze słowo z pary, a następnie cztery warianty odpowiedzi, z których uczeń miał wskazać prawidłową przy pomocy wspomnianych wcześniej przycisków. W przypadku udzielenia nieprawidłowej odpowiedzi nauczyciel miał za zadanie karać ucznia wstrząsem elektrycznym. Każdy kolejny wstrząs miał być coraz silniejszy. Tak przynajmniej sądził nauczyciel…

Prawda był trochę inna. Eksperymentatora grał zawodowy aktor, losowanie było sfingowane i badanemu zawsze przypadała rola nauczyciela, a uczniem zawsze zostawał drugi z aktorów. Nie było żadnych wstrząsów elektrycznych, a nauczyciel wcale nie słyszał przez interkom dźwięków z sąsiedniego pokoju, tylko przygotowane wcześniej sugestywne nagrania. Badany słyszał między innymi następujące kwestie: 120V – „Auuu! To rzeczywiście boli!”, 150V – „Eksperymentatorze! Już dość, proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu, mam kłopoty z sercem”, 165V – „Pozwólcie mi wyjść!”, 180V – „Nie mogę wytrzymać tego bólu!”, 300V – „Absolutnie odmawiam odpowiedzi. Nie możecie mnie tutaj trzymać!”. Przy wstrząsach powyżej 330V słychać było już tylko histeryczny krzyk ucznia, a od pewnego momentu uczeń przestawał w ogóle reagować i z głośników nie dobiegał żaden dźwięk. Eksperymentator miał za zadanie zachęcać nauczyciela do kontynuowania eksperymentu, kiedy pojawiłyby się u niego moralne wątpliwości. Za każdym razem kiedy nauczyciel chciał przerwać eksperyment, eksperymentator wypowiadał następujące kwestie:

  1. Proszę kontynuować,
  2. Eksperyment wymaga, abyś kontynuował,
  3. To jest absolutnie konieczne, abyś kontynuował,
  4. Nie masz wyboru, musisz kontynuować.

Jeśli badany po czwartej kwestii eksperymentatora nadal oponował eksperyment był przerywany. W przeciwnym wypadku eksperyment trwał aż do momentu, kiedy badany zadał uczniowi trzy wstrząsy o najwyższej możliwej sile.

Kiedy badany pytał, czy uczniowi może stać się krzywda nauczyciel odpowiadał: „Pomimo tego, że wstrząsy mogą być bolesne, nie dochodzi do trwałego uszkodzenia tkanek, więc proszę kontynuować”. A gdy badany stwierdzał, że jest jasne, że uczeń chce przerwać eksperyment eksperymentator odpowiadał: „Czy to się uczniowi podoba, czy też nie, musisz kontynuować, aż do momentu, gdy nauczy się wszystkich par słów”.

Milgram, jeszcze przed rozpoczęciem eksperymentu zapytał czternastu studentów starszych lat psychologii  oraz czterdziestu psychiatrów jak długo badani będą posłuszni autorytetowi. Według studentów maksymalny wstrząs miało podać od zera do trzech na stu badanych (średnia odpowiedź to 1,2%). Psychiatrzy natomiast przewidywali, że kiedy po dziesiątym wstrząsie uczeń zażąda, aby go uwolnić, badani przerwą eksperyment. Po wstrząsie o napięciu 300V, kiedy uczeń odmawiał odpowiedzi kontynuować miało zaledwie 3,73% badanych, a najsilniejszy wstrząs podać miało niewiele ponad jeden promil badanych. Zarówno studenci jak i psychiatrzy swoje przewidywania opierali na szacunkach co do liczby osób poważnie zaburzonych, których w społeczeństwie jest właśnie około jednego procenta. Według nich tylko takie osoby zdecydowałyby się na kontynuowanie eksperymentu w takich okolicznościach.

Wyniki eksperymentu były szokujące. Na czterdziestu badanych aż dwudziestu sześciu podało najmocniejszy wstrząs o wartości 450V, co stanowi sześćdziesiąt pięć procent! Badani nie byli psychicznie chorymi sadystami, wręcz odwrotnie odbierali eksperyment jako bardzo nieprzyjemny. Wszyscy w pewnym momencie pytali eksperymentatora, czy należy kontynuować zadawanie wstrząsów elektrycznych. W trakcie eksperymentu badani pocili się, wiercili, jąkali, obgryzali paznokcie, a niektórzy nawet wybuchali nerwowym śmiechem.

W artykule opisującym przebieg eksperymentu Milgram napisał:

Miałem okazję obserwowania jednego z badanych – dojrzałego i zrównoważonego biznesmena, wchodzącego z uśmiechem i pewnością siebie do laboratorium. Po 20 minutach ten sam człowiek był trzęsącym się i wiercącym, jąkającym się nerwowo wrakiem na granicy załamania psychicznego. Bez przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła ze słowami: „Boże niech się to wreszcie skończy”. A jednak reagował na każde słowo eksperymentatora i posłusznie ulegał jego poleceniom aż do samego końca.

Zastanówmy się, dlaczego tak wiele osób kontynuowało eksperyment?

Milgram przedstawił dwie teorie:

  • teorię konformizmu – opartą na eksperymencie konformizmu autorstwa Solomona Ascha, opisującego relację pomiędzy zachowaniem jednostki i grupy. Osoba badana, która nie była ekspertem w danej dziedzinie pozostawiała podjęcie decyzji, zwłaszcza w obliczu kryzysu, grupie, albo hierarchii.
  • teorię stanu agenturalnego – gdzie według Milgrama „esencją podporządkowania jest fakt, że osoba zaczyna postrzegać siebie jako instrument w rękach innej osoby i nie uważa się za odpowiedzialną za podejmowanie decyzji. Kiedy nastąpi taka zmiana postrzegania, dochodzi do ślepego posłuszeństwa autorytetowi”.

Co warte podkreślenia nikt z badanych nie zawiadomił władz uniwersytetu, że na jego terenie rażono ludzi prądem. Po zakończeniu eksperymentu ani jedna osoba nie poszła również do pokoju w którym przebywał uczeń, aby sprawdzić w jakim jest stanie i ewentualnie udzielić mu pomocy.

W celu sprawdzenia od czego zależy poziom podporządkowania się badanych, przeprowadzono serię różnych mutacji eksperymentu. Różniły się one między innymi poziomem bliskości nauczyciela z uczniem, czy też nauczyciela z eksperymentatorem. Bliskość ucznia zmniejszała poziom podporządkowania, natomiast bliskość eksperymentatora zwiększała ją. Jeśli w sali było dwóch eksperymentatorów i w pewnym momencie zaczynali się oni spierać, czy należy kontynuować eksperyment, nauczycielowi łatwiej było przerwać badanie.

Początkowo Milgram planował powtórzenie eksperymentu na terytorium Niemiec, jednak po przeprowadzeniu badań w Stanach uczony stwierdził: „Znalazłem tu tyle posłuszeństwa, że wcale nie było powodu jechać do Niemiec”.

Autor: Jakub Krzywda

Bibliografia:

Godne polecenia wykłady na temat sprawiedliwości:

Listopad 12, 2012

Co wpływa na nasze działania? Autorytety, otoczenie czy może tylko my sami?

- autor: tsissput

Co wpływa na podejmowane przez nas działania? Każdy z nas chciałby powiedzieć, że tylko my sami, nasz charakter
i poglądy. Czy taka jest prawda? Chciałbym przedstawić  3 eksperymenty, które poddają tą opinie próbie.

Pierwszy eksperyment, który chciałbym przywołać to nazwany od swojego pomysłodawcy „Eksperyment Milgram’a”. Stanley Milgram amerykański psycholog społeczny (znany przede wszystkim z eksperymentu „świat jest mały” w którym to udowodnił, że członkowie jakiejkolwiek dużej społeczności są ze sobą połączeni dzięki krótkim sieciom pośrednich znajomych – zainteresowanych odsyłam do wikipedii) rozpoczął pracę nad swoim eksperymentem w 1961 roku, tuż po rozpoczęciu procesu zbrodniarza wojennego – Adolfa Otto Eichmann’a – głównego koordynatora i wykonawcy planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej, który to w swojej obronie mówił, że skazując na śmierć miliony Żydów wykonywał jedynie rozkazy swoich przełożonych. Milgram zadał wówczas pytanie: „czy to możliwe, że Adolf Eichmann i jego miliony wspólników w zbrodni przeciwko Żydom wykonywali jedynie rozkazy? Czy możemy nazwać ich wszystkich wspólnikami?”.

Na czym polegał eksperyment Milgram’a?

W eksperymencie brało udział 40 osób, które odpowiedziały na ogłoszenie w gazecie. Byli oni przekonani, że biorą udział w badaniu „wpływu kar na pamięć”. W zamian za sam udział w eksperymencie, bez względu na jego wynik, każda z badanych osób miała otrzymać 4.5$. Osoba badana w momencie rozpoczęcia eksperymentu poznawała podstawioną przez badaczy drugą „osobę badaną”. W tym momencie przeprowadzone zostało ukartowane losowanie ról. Osoba poddawana eksperymentowi otrzymywała rolę nauczyciela (na rysunku oznaczona literą T), podczas gdy druga osoba miała odgrywać rolę ucznia (L).

Zadaniem „nauczyciela” było przeczytanie listy par słów, a następnie sprawdzenie, jak wiele z tych par zapamiętał uczeń. Sprawdzenie polegało na tym, że nauczyciel czytał pierwsze słowo z pary, następnie podawał cztery odpowiedzi, z których uczeń miał wybrać odpowiednie wciskając jeden z czterech przycisków. Jeśli uczeń odpowiedział poprawnie nauczyciel czytał kolejne słowo, w przeciwnym razie nauczyciel miał zastosować karę w postaci wstrząsu elektrycznego. Z każdą kolejną błędną odpowiedzią napięcie miało ulegać zwiększeniu o 15V od początkowego napięcia równego 15V do maksymalnego równego 450V. Po omówieniu zadań jakie miał pełnić nauczyciel i uczeń, ten ostatni przechodził do pokoju obok, tak aby nauczyciel go nie widział. Tuż po każdym elektrycznym wstrząsie wymierzonym uczniowi jako karę za błędną odpowiedź odtwarzane z taśmy były jego krzyki:

15-90 V – Auu
120 V – Auuu! „To rzeczywiście boli”
150 V – AAuuuu! Eksperymentatorze! Już dosyć, Proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu mam kłopoty z sercem. Serce zaczyna mi już dokuczać. Proszę mnie stąd zabrać. Serce zaczyna mi dokuczać. Odmawiam dalszego udziału w tym. Pozwólcie mi wyjść.
165 V – AAAUUU! (krzyk) POZWÓLCIE MI WYJŚĆ!
180 V – AAAUUU! (krzyk) Nie mogę wytrzymać tego bólu! POZWÓLCIE MI STĄD WYJŚĆ!

195 V – AAAUUU! (krzyk) Pozwólcie mi stąd wyjść! Pozwólcie mi stąd wyjść! Serce mi nawala. Nie macie prawa trzymać mnie tutaj! Pozwólcie mi stąd wyjść (4x)
210 V – AAAUUU! Eksperymentatorze! Proszę mnie stąd zabrać! Mam już dosyć! Nie chcę już więcej brać udziału w tym eksperymencie.
255 V – AAAUUU! Zabierzcie mnie stąd!
270 V – (Okrzyki bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść! (3x)
300 V – (Okrzyki bólu) Absolutnie odmawiam odpowiedzi! Zabierzcie mnie stąd. Nie możecie mnie tutaj trzymać! Zabierzcie mnie! Zabierzcie mnie stąd!!
315 V – (Głośny okrzyk bólu) Mówiłem, że odmawiam odpowiedzi! Nie chcę dłużej uczestniczyć w tym eksperymencie!
330 V – (Intensywny i przedłużony okrzyk bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść (2x) Mówiłem, serce mi nawala (histerycznie). Nie macie prawa mnie tu trzymać. Pozwólcie mi wyjść (powtórzone wielokrotnie).
Przy silniejszych wstrząsach uczeń miał histerycznie i głośno krzyczeć. Od pewnego momentu przestawał reagować.
Gdy nauczyciel chciał przerwać badanie osoba nadzorująca przebieg eksperymentu(na rysunku oznaczona literą E) miała mówić ustalone kwestie:
1. „Proszę kontynuować”
2. „Eksperyment wymaga aby to kontynuować”
3. „Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne”
4. „Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować”

Przewidywane wyniki a rzeczywistość

Przed wykonaniem eksperymentu poproszono zawodowych psychiatrów  o oszacowanie procentu ludzi którzy dojdą do końca skali (450V) – przewidywali oni, że około jednego promila ludzi będzie w stanie to zrobić i będą to psychopaci lub sadyści.

Rzeczywistość okazała się zdecydowanie bardziej przerażająca – 26 osób spośród 40 osobowej próby nie przerwała eksperymentu przed czasem. Oznacza to, że ponad 50% ludzi zabiłaby drugiego człowieka tylko i wyłącznie dlatego, że człowiek w białym fartuchu kazał im kontynuować eksperyment.

Rozbieżność pomiędzy szacowanym a rzeczywistym wynikiem ukazuje nam, że nie jesteśmy świadomi jak bardzo wpływają na nas autorytety i jak łatwo przekazujemy na kogoś innego odpowiedzialność za nasze działania.

Otoczenie i jego wpływ na jednostkę

Drugim eksperymentem, który przedstawię jest „Stanfordzki eksperyment więzienny” przeprowadzony pod przewodnictwem amerykańskiego psychologa Philip’a Zimbardo w 1971 roku. Eksperyment ten jest najprawdopodobniej jednym z najbardziej znanych i zarazem najbardziej kontrowersyjnym eksperymentem w historii psychologii.

Dwudziestu czterech studentów amerykańskich uczelni bez żadnej przeszłości kryminalnej, zdrowych psychicznie i fizycznie podzielono na dwie grupy: więźniów i strażników. Początkowo studenci nie potrafili odnaleźć się w rolach, lecz wraz z upływającym czasem nabierali coraz więcej cech charakterystycznych dla danej grupy. Strażnicy zaczęli znęcać się nad więźniami – agresja strażników zdecydowanie wzrastała w nocy, gdy myśleli, że nie są obserwowani przez badaczy.

Eksperyment musiał zostać przerwany przed czasem przez wzgląd na pogarszającą się kondycję fizyczną i psychiczną więźniów, którzy nie byli już dłużej w stanie znieść ciągłego upokarzania i złego traktowania.

Efekt Lucyfera

Z eksperymentem tym powiązany jest termin wprowadzony przez Philipa Zimbardo – Efekt Lucyfera. Pojęcie to służy do określenia zmiany charakteru człowieka z dobrego na zły, spowodowanej jedynie przebywaniem w określonym środowisku.
Badanie Philip’a Zimbardo  ukazuje nam, jak szybko człowiek potrafi się zmienić (eksperyment trwał jedynie 6 dni), gdy zostaje mu narzucona określona rola społeczna.
Gdy pierwszy raz przeczytałem opis tego eksperymentu nie mogłem uwierzyć w jego wyniki, byłem niemalże pewny, że zostały one sfałszowane. Wystarczy jednak, że przypomnimy sobie, co zaszło w więzieniu Abu Ghraib pod Bagdadem, gdzie to amerykańscy żołnierze znęcali się psychicznie i fizycznie nad więźniami. Po ujawnieniu informacji na temat zdarzeń z irakijskiego więzienia Philip Zimbardo podkreślał, że wydarzeniom tym nie są wcale winni żołnierze, tylko system, który stawia ich w takiej sytuacji.

Czy będąc w grupie tracimy samodzielność myślenia?

Ostatnim eksperymentem który chciałbym przybliżyć jest badanie przeprowadzone przez Solomona Ascha w 1955 roku. Ten urodzony w Polsce amerykański psycholog postanowił zbadać wpływ grupy na jednostkę.

Asch pokazywał uczestnikom 3 linie, które były podpisane odpowiednio A, B i C oraz 1 linię X. Uczestnicy mieli wskazać, do której z pierwszych 3 linii najbardziej jest podobna linia X.

Eksperyment był podzielony na 2 fazy. W pierwszej z nich osoby poddawane badaniu podczas udzielania odpowiedzi siedziały same przed ekranem. W tej fazie 98% badanych udzielało prawidłowej odpowiedzi.

W drugiej fazie osoba badana w czasie udzielania odpowiedzi znajdowała się w grupie 8 osób, z czego 7 było podstawionymi przez badacza aktorami. W pierwszych dwóch próbach (różne linie były pokazywane 3 krotnie) aktorzy mieli udzielać poprawnych odpowiedzi. Natomiast podczas 3 próby wszystkie podstawione przez badaczy osoby miały mówić, że linia X jest podobna do linii A (co oczywiście było błędną odpowiedzią).

Wyniki wykazały, że około 37% uczestników badania udzielała zawsze takiej samej odpowiedzi jak reszta grupy.  Czym jest to wywołane? Asch jako powody takiego podporządkowania się grupie podawał przede wszystkim lęk przed odrzuceniem przez grupę oraz pragnienie bycia akceptowanym przez jej członków.

Wnioski

Czy możemy zatem uważać, że to jacy jesteśmy zależy od nas i od siły naszego charakteru? Eksperymenty zdają się temu przeczyć, ale przecież żadne z powyższych badań nie wykazały 100% uległości wobec otoczenia, grupy ani autorytetu. Dlatego pamiętajmy, że to my jesteśmy odpowiedzialni za własne działania, a prawie każdy wielki człowiek był w pewnym momencie odrzucany przez społeczeństwo, aby później stać się wzorem do naśladowania.

Autor: Błażej Kącikowski

Listopad 12, 2012

Mitologia niczym Facebook

- autor: tsissput

Wprowadzenie

Jak można stwierdzić, czy historia opowiedziana w mitologii jest w całości fikcyjna, czy jest oparta choć w części na prawdziwych wydarzeniach i postaciach? Jedną z metod stosowaną przez naukowców jest stworzenie sieci społecznościowej bohaterów występujących w danej powieści i sprawdzenie czy tak zbudowana sieć wygląda jak prawdziwe sieci społeczne występujące w rzeczywistości. Kiedy tej metodzie poddano trzy starożytne mity okazało się, że relacje między postaciami są zaskakująco realne.

Mitologia porównawcza

Ralph Kenna i Pádraig Mac Carron, fizycy z Uniwersytetu Coventry w Wielkiej Brytanii, zastanawiali się, czy rzeczywistość zostawiła swój ślad w starożytnych mitach poprzez relacje między bohaterami. Badacze zbudowali mapy społeczne dla następujących trzech mitycznych tekstów:

  • Beowulf – Epicki poemat heroiczny, nieznanego autora będący jednym z najstarszych dzieł literatury staro angielskiej. W formie ustnej istniał już prawdopodobnie od ok. VIII wieku. Około roku 10000 poemat został spisany w dialekcie zachodniosaskim języka staroangielskiegoo, prawdopodobnie przez dwóch skrybów [Wikipedia].
  • Iliada – obok Odyseii drugi z eposów, których autorstwo tradycja przypisuje Homerowii. Oba utwory datuje się na VIII lub VII wiek p.n.e – stanowią więc one najstarsze zabytki literatury greckiej i europejskiej w ogóle. Oba poematy są eposami heroicznymi. Powstały prawdopodobnie w Jonii na wybrzeżu Azji Mniejszej – świadczy o tym przede wszystkim ich język, który można scharakteryzować jako archaiczny dialekt joński z elementami dialektu eolskiego. Tematem utworu jest gniew Achillesa i związane z nim epizody wojny trojańskiej. Tytuł utworu pochodzi od wyrażenia he Ilias poiesis – pieśń o Ilionie (Troi) [Wikipedia].
  • Tain Bó Cúailnge – Irlandzki epos. Większość badaczy zakłada, że jest to całkowicie fikcyjna opowieść, ale ostatnie dowody archeologiczne sugerują, że może być częściowo oparte na rzeczywistym konflikcie w Irlandii 3200 lat temu. Opowiada o wojnie prowadzonej przeciwko Ulster przez Connacht królową Medb i jej męża Aililla , którzy zamierzają wykraść byka Donn Cuailnge [Wikipedia].

Dla każdego mitologicznego eposu stworzona bazę danych zawierającą wszystkie niepowtarzalne postacie. W przypadku Beowulf’a zidentyfikowano 74 takich postaci, w Tain Bó Cúailnge – 404, a w Illiadzie – 716 (Sieci te, podobnie jak wiele innych, mają ograniczony zasięg i są niekompletne, ponieważ z natury literatura opisują tylko pewien wycinek rzeczywistości i nie opisują wszystkich relacji między postaciami). Badacze zdefiniowali dwa różne typy relacji występujące między postaciami: przyjazne i wrogie. Relacja przyjazna występuje, jeżeli dwie postacie znają się bezpośrednio, rozmawiają ze sobą lub występują w jednej scenie razem. Wówczas jest oczywiste, iż te osoby się znają. Wroga relacja występuje wówczas, gdy dwie postacie spotykają się w konflikcie i relacja przyjazna nie występuje lub postać jawnie deklaruje niechęć wobec innej. Sprawdzono również różne źródła opowiadań pod kątem liczby postaci, ponieważ pierwotnie były one przekazywane ustnie, a dopiero później spisywane, co może powodować różnice w poszczególnych wersjach.

Po wygenerowanie sieci dla tych trzech eposów badacze zastosowali standardowy zestaw narzędzi statystycznych używanych do badania rzeczywistych sieci społecznościowych, takich jak Facebook. Powszechną cechą takich sieci jest ich skupienie w mniejsze grupy, które się znają. Grupy te są połączone między sobą tzw. „hubami”, czyli osobami bardzo towarzyskimi, które łączą grupy między sobą. Prawdziwe sieci społeczne posiadają również właściwość „małych światów”, co oznacza, że zawsze występuje tylko kilka stopni separacji pomiędzy dwoma ludźmi (według amerykańskiego socjologa Stanley’a Milgrama tych stopni jest 6). Takie właściwości statystyczne zostały znalezione w sieci aktorów filmowych, muzyków jazzowych, a nawet pracowników naukowych. Jeżeli starożytne mity zastały oparte na prawdziwych ludziach relacjach między nimi, badacze spodziewali się znaleźć te same wzory.

Stworzono również grupę kontrolną, aby sprawdzić, czy podobne zależności nie zachodzą również w dziełach czysto fikcyjnych. W tym celu wykorzystano: „Nędzników” Wiktora Hugo, „Ryszarda III” Williama Szekspira, „Władce Pierścieni: Drużyna Pierścienia” J.R.R. Tolkiena oraz „Harrego Pottera i kamień filozoficzny” J.K. Rowling i przeprowadzono dla nich podobną analizę jak dla poprzednich utworów.
We wszystkich opowieściach, zarówno mitologicznych jak i współczesnych, zaobserwowano występowanie „małych światów” oraz występowanie skupień. Jednakże współczesne dzieła fikcyjne różniły się od mitów na wiele sposobów. Na przykład, w fikcyjnych powieściach większość postaci była połączona z głównymi bohaterami. Czegoś takiego nie zaobserwowano w mitach. Gdy naukowcy usunęli z sieci wierzchołek reprezentujący Beowulfa, okazało się, że postacie są związane ze sobą w inny sposób. „Z pewnością istnieją podobieństwa między fikcją a rzeczywistością,” mówi Kenna, ale w fikcji „każdy ma tendencję do być podłączony do głównego bohatera, w przeciwnym razie historia staje się zbyt trudne do naśladowania.”

Istnieją pewne archeologiczne dowody świadczące, iż postacie występujące w „Beowulfie” są oparte na prawdziwych postaciach , choć wydarzenia w nim opisane często zawierają elementy fantastyczne. Podobnie jest w przypadku „Iliady”. Istnieje natomiast bardzo mało dowodów na wydarzenia i postacie w „Tain Bó Cúailnge”, chociaż istnieją pewne poszlaki dotyczące krajobrazy w jakim rozgrywa się akcja. Podobieństwo jednak rozkładu i innych cech sieci do sieci „Beowulfa” może świadczyć o prawdziwości przynajmniej niektórych wydarzeń i postaci.

Podsumowanie

Przedstawiona tu metoda może budzić wiele kontrowersji. Można przecież uznać, iż starożytni autorzy popisali się znacznie większym kunsztem literackim od późniejszych im autorów, że kładli większy nacisk na dopracowanie swoich dzieł. Jednak wydaje się bardzo interesujące sposób w jaki naukowcy wykorzystują narzędzia do analizy sieci społecznościowych i do czego jeszcze je wykorzystają w przyszłości.

Autor: Łukasz Mocek

Bibliografia:

Listopad 11, 2012

Delfiny – zwierzęta społeczne

- autor: tsissput

Struktura grup społecznych

Delfiny są jednymi z najbardziej inteligentnych stworzeń na ziemi. Pod względem współczynnika encefalizacji, czyli tzw. współczynnika umózgowienia, plasują się zaraz za człowiekiem. Jedną z oznak ich wysokiej inteligencji jest to, że potrafią tworzyć organizacje społeczne. Żyją zazwyczaj w grupach składających się od 2 do 40 osobników, zaobserwowano jednak także grupy składające się nawet z kilkuset delfinów. Niektóre takie stada zawierają osobniki należące do różnych gatunków, potrafiące ze sobą współdziałać bez popadania w konflikty. Dotyczy to zazwyczaj delfinów butlonosych i delfinów długoszczękich, ponieważ te gatunki różnią się między sobą nawykami żywieniowymi, dzięki czemu nie muszą konkurować o pożywienie i mogą podróżować razem.

Grupy tworzone przez delfiny są zazwyczaj dosyć elastyczne – niektóre osobniki  opuszczają swoje stada i dołączają do nowych. Jedynie samce tworzą stałe grupy składające się z dwóch lub trzech osobników, które mogą przez jakiś czas współpracować z innymi takimi grupami. W przypadku mniejszych stad delfinów często zauważalna jest hierarchia – na jej czele znajduje się najsilniejszy samiec. Społeczności delfinów zazwyczaj składają się właśnie z mniejszych podgrup współdziałających razem, co pozwala na efektywniejsze zdobywanie pożywienia, ochronę przed drapieżnikami oraz rozmnażanie.

Współpraca

Delfiny funkcjonujące w społecznościach potrafią współpracować w wielu różnych czynnościach. Posiadanie przez nie zorganizowanej strategii łowczej pozwala im na zdobywanie pokarmu. Duże stada wysyłają mniejsze grupy tzw. zwiadowców, pełniące role patroli w wodzie, których celem jest lokalizowanie ławic ryb. Następnie delfiny dążą do tego, aby okrążyć ławicę i uformować ją w jak najbardziej zbitą kulę, wykorzystując tym samym odruchy obronne ryb, które w momentach zagrożenia mają tendencję do zbijania się w ciasną grupę. Delfiny potrafią znakomicie koordynować swoje działania w momentach polowania. Podczas otaczania ławicy na zmianę jedne z nich łapią ryby, podczas gdy inne pilnują obwodu kuli, aby się nie rozszerzała. W trudnych sytuacjach delfiny nawołują inne poprzez wysokie skoki nad wodę, a te następnie przybywają na miejsce polowania i synchronizują swoje działania z pozostałymi.

Delfiny funkcjonujące w małych grupach często współpracują także w takich czynnościach, jak zdobywanie partnerki. Samice parzą się bardzo rzadko, bo raz na cztery-pięć lat, dlatego samce żyjące w stałych grupach po zdobyciu partnerki dzielą się nią między sobą. W takich sytuacjach delfiny często wykazują zachowania agresywne, przetrzymując samicę między sobą wbrew jej woli. Wówczas samica zawsze znajduje się pomiędzy samcami, które nie pozwalają jej uciec. Podczas gdy część z nich jej pilnuje, inne wyruszają na poszukiwanie pokarmu, a gdy wracają, zamieniają się rolami.

Pomimo tego, że delfiny najczęściej występują w grupach, zdarzają się pomiędzy nimi samotnicy. Nie zostało do tej pory zbadane, dlatego tak się dzieje, być może takie osobniki z jakichś przyczyn zostały wydalone ze stada lub same wybrały życie w samotności. Wykazują jednak zachowania społeczne, czego objawem jest ich przyjazne nastawienie do ludzi.

Zabawa

Stado delfinów po zakończeniu spożywania pokarmu raduje się i przystępuje do zabawy. Przejawia się to popisowymi skokami nad wodę, ściganiem się, a także podrzucaniem różnorakich przedmiotów, takich jak wodorosty. Zabawom towarzyszy ciągłe utrzymywanie kontaktu fizycznego poprzez wzajemne ocieranie, muskanie, a czasem także zderzanie się. Zaobserwowano także, że delfiny podczas zabawy pływają bardzo blisko siebie i opierają o siebie nawzajem płetwy. Naukowcy wierzą, że takie zachowania mogą wskazywać na istnienie między nimi silnej przyjaźni.

Altruizm

Według obserwatorów delfiny przejawiają także zachowania altruistyczne. Gdy osobnik, z którym posiadają silne więzy wynikające z pokrewieństwa lub wspólnego życia jest ciężko chory lub ranny, towarzyszą mu do samego końca. Zdarza się także, że delfiny pomagają innym zwierzętom a nawet ludziom. Przykładem może być tutaj delfin Moko, który związał się z ludźmi na wybrzeżach Nowej Zelandii i przebywał tam w latach 2007-2009. Zdobył światową sławę, kiedy w marcu 2008 roku uratował dwa kaszaloty małe, które zostały uwięzione pomiędzy plażą a mierzeją. Przebywający tam pracownicy Departamentu Konserwacji przez półtorej godziny próbowali pomóc powrócić waleniom na pełne morze bez żadnego skutku. Po pewnym czasie przypłynął jednak delfin Moko i przeprowadził je przez wąski kanał na głęboką wodę.
Innym przykładem na altruistyczne zachowania delfinów może być przypadek Todda Endrisa. Podczas  surfowania został on zaatakowany przez rekina – zwierzę ugryzło go w nogę oraz zmasakrowało plecy. W pewnym momencie pojawiło się kilka delfinów, które uformowały krąg wokół zaatakowanego, czym odcięły drapieżnikowi drogę do niego. Dzięki temu mógł wejść z powrotem na swoją deskę i bezpiecznie wrócić do brzegu. Odnotowano wiele innych, podobnych przypadków, gdy delfiny ratowały ludzi w wodzie, nie tylko przed rekinami, ale także np. przed utonięciem. Trudno jednoznacznie określić, jakimi motywami kierują się te stworzenia w takich sytuacjach, ale być może po prostu próbują pomóc innym ssakom w chwilach zagrożenia.

Komunikacja

Delfiny wykorzystują zróżnicowane typy dźwięków służące zarówno do komunikacji jak i orientacji. Do echolokacji, za pomocą której orientują się w terenie, a także namierzają pożywienie, używają krótko trwających kliknięć. Dzięki wysyłanym dźwiękom mogą określić wielkość, kształt oraz gęstość obiektów. Komunikacja pomiędzy delfinami jest natomiast realizowana za pomocą szerokiego spektrum skrzeków, skowytów, trzasków oraz gwizdów o zmiennej częstotliwości. Stwierdzono, że pojedyncze osobniki potrafią wydawać gwizdy indywidualne, charakterystyczne tylko dla nich, co może być pewnego rodzaju znakiem rozpoznawczym (imieniem) każdego delfina. Gwizdy takie kształtują się w pierwszym roku życia delfina.  Zauważono, że delfiny potrafią uczyć się sygnałów od siebie nawzajem, a także zmieniać je pod wpływem innych członków grupy. Stwierdzono także, że dźwięki wydawane przez delfiny charakteryzują się wysokim poziomem jednokierunkowości, tzn. jeżeli jeden delfin wysyła sygnał do innego, ten będzie doskonale wiedzieć, że chodzi o niego.  Badacze zaobserwowali, że wśród członków jednej społeczności delfinów tworzą się dialekty, ale podczas spotkań osobników należących do dwóch różnych grup społecznych, delfiny przechodzą na język uniwersalny, pozwalający na swobodną komunikację.

W ostatnich latach przeprowadzono badania, na podstawie których stwierdzono, że delfiny potrafią uczyć się rozumienia sekwencji znaków. Wykazano, że mogą rozumieć sekwencje gramatyczne, zawierające słowa oznaczające obiekty, modyfikatory obiektów i akcje, które były im prezentowane według określonych zasad składniowych. W latach siedemdziesiątych Dr Louis Herman z Uniwersytetu Hawajskiego rozpoczął eksperyment mający na celu nauczenie delfinów rozumienia prostych poleceń. Na jego potrzebę zaprojektował prosty język świstów oraz gestów. Każdy znak oznaczał określony obiekt lub czynność. Tworzenie poleceń w tym języku odbywało się w następujący sposób: najpierw jeden lub dwa znaki oznaczające obiekt, a następnie jeden oznaczający czynność, np. zdanie „Kosz piłka, włóż” oznaczało „Włóż piłkę do kosza”. Po 6 latach eksperymentu słownik badanego delfina zawierał 11 obiektów, 9 czynności oraz gesty oznaczające lewą i prawą stronę. Słownik ten był może dosyć ubogi, ale delfin przyswoił sobie strukturę gramatyczną i potrafił wykonywać polecenia, które nie były przez niego trenowane. Nie wiadomo, czy delfiny w komunikacji między sobą posługują się podobnymi konstrukcjami gramatycznymi, udało się natomiast wykazać, że potrafią wykazać się czymś więcej niż tylko podatnością na tresurę i być może w pewnym zakresie są podatne na opanowanie składni języka bardziej podobnego do języka ludzi.

Podsumowanie

Badania naukowe nad delfinami, ich inteligencją oraz zachowaniami społecznymi wskazują na dosyć duże podobieństwo pomiędzy nimi a ludźmi, większe nawet, niż w przypadku naszych najbliższych krewnych – naczelnych. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie możliwe całkowite opanowanie komunikacji na linii człowiek-delfin, wydaje się jednak, że zwierzęta te mają z nami więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

Rafał Kwiatkowski

Listopad 11, 2012

Pozycjonowanie 101

- autor: tsissput

Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to…

Właściciel każdej strony internetowej w naturalny i oczywisty sposób chce maksymalizować liczbę użytkowników swojej strony oraz liczbę jej wyświetleń. Celem takiego postępowania w większości przypadków jest zwiększenie zarobków wynikających z bezpośredniego przełożenia liczby odwiedzin na sprzedaż swoich produktów lub pośredniego przez zwiększenie dochodów z faktu udostępniania powierzchni reklamowej na swojej stronie innym. Pozyskanie odbiorców swoich treści w Internecie jest tutaj elementem kluczowym.

Istnieje wiele sposobów reklamowania swoich stron. Za jeden z najbardziej efektywnych sposobów uznaje się utrzymywanie wysokich pozycji w wyszukiwarkach internetowych, gdyż to właśnie od wyszukiwarek użytkownicy Internetu często rozpoczynają swoje poczynania i poszukiwania określonych informacji. Działania mające na celu osiągnięcie i utrzymanie wysokich pozycji w wynikach wyszukiwania na dane wyrażenia kluczowe to właśnie pozycjonowanie. Zwykle jednak okazuje się, iż skuteczne pozycjonowanie nie jest takie proste.

Dawniej, kiedy stron internetowych było mało, zaś wyszukiwarki internetowe nie były specjalnie rozwinięte poszukiwania strony oraz jej pozycja w głównej mierze opierały się na analizie metadanych (tagów) takich jak opis, słowa kluczowe czy tytuł strony. Dodatkowo dochodziła do tego treść strony, adres domeny/URL czy sposób wyszczególnienia słów znajdujących się w treści itp. Spowodowało to powstanie SEO (Search Engine Optimization), czyli działań mających na celu optymalizację stron pod kątem wyszukiwarek. Jednocześnie wraz ze zwiększeniem ilości stron, konkurencyjności tych stron oraz rozwojem algorytmów zwracających wyniki wyszukiwania optymalizacja polegająca wyłącznie na poprawie treści i kodu HTML swojej strony stała się niewystarczająca.

Obecnie uważa się, iż bardzo duży wpływ, jeżeli chodzi o kolejność wyników wyszukania mają linki, które prowadzą do danej strony (backlinks). Im więcej innych stron przy pomocy linków kieruje użytkowników (lub boty indeksujące wyszukiwarek) na naszą stronę tym lepiej. Oczywiście kluczową rolę po za ilością odgrywa także jakość linków, czyli tak naprawdę jakość stron, które do nas kierują swój ruch. Jeżeli strona, która wskazuje na naszą stronę ma unikalną treść, nie wskazuje na wiele innych stron oraz sama jest wskazywana przez inne strony to jest ona ważniejsza i lepsza jakościowo z punktu widzenia algorytmu wyszukiwarki.

Jeżeli wiadomo co poprawia nasze szanse na wyższą pozycje to, co stanowi główny problem? Problemem tym jest oczywiście sposób zdobycia linków przychodzących.

W idealnym świecie linki przychodzące w dużej mierze mogłyby opierać się na przeświadczeniu, iż unikalna treść wysokiej jakości na danej stronie powinna być w sposób naturalny linkowana przez twórców pozostałych stron ze względu na swoją jakość. Trudno jednak oczekiwać przykładowo, że sklep sprzedający bojlery i kotły grzewcze będzie posiadał na tyle atrakcyjną treść, żeby pozostała część Internetu podekscytowana treściami znajdującymi się na stronie sprzedawcy zaczęła nagle linkować jego stronę i polecać ją na stronach własnych. Niestety (zależy, dla kogo) idealistyczna teoria zaczyna mijać się z rzeczywistością. Okazuje się, że linki można pozyskiwać w inny, ale bardzo skuteczny sposób…, sztuczny.

Jak pozycjonować?

Pierwszym podstawowym sposobem na zdobycie linków prowadzących do strony jest dodanie swojej strony do jak największej liczby katalogów stron. Katalogi są to strony zajmujące się zbieraniem w zgrupowany sposób odnośników do stron. Obecnie jednak ta metoda nie jest skuteczna gdyż zautomatyzowanie i masowe dodawanie stron do katalogów spowodowały dewaluację ich wartości.

Kolejną formą pozyskania linków, są wpisy na stronach typu Presell Pages. Strony tego typu to najczęściej blogi stworzone w celu udostępnienia możliwości publikowania na nich swoich wpisów. Dodając unikalne artykuły zawierające w treści słowa kluczowe z odnośnikami do swoich stron uzyskuje się możliwość pozyskania dodatkowych linków. Linki w treści powiązanej najczęściej tematycznie ze stroną, do której prowadzą mają większą siłę i są lepsze niż zwykłe linki umieszczane masowo w katalogach czy na innych stronach. Taka forma pozyskiwania linków wymaga jednak większej pracy w postaci tworzenia unikalnych artykułów określonej długości (zwykle 1000 znaków). Rozwiązaniem tego problemu mogą być programy mieszające treść, używające synonimów, translatorów w dwie strony itp. w taki sposób, żeby posiadając jeden unikalny artykuł można było szybko wygenerować dodatkowe (często pozbawione sensu dla człowieka) artykuły unikalne z punktu widzenia wyszukiwarki.

Następna możliwość pozyskania linków to wykorzystanie SWL, czyli systemu wymiany linków. Zasada działania takiego systemu jest bardzo prosta. Za umieszczenie linków do innych stron na naszej witrynie uzyskujemy punkty, które następnie możemy wymienić na linki prowadzące do naszej strony. Należy jednak uważać, gdyż systemy wymiany linków są zabronione przez przeglądarkę Google, dlatego ich ewentualne użycie na docelowej stronie pozycjonowanej może nie być pożądane (rozsądne). Korzystając z tego typu systemów istnieje także prawdopodobieństwo niezwykle szybkiego przyrostu linków przychodzących, co może zostać odebrane jako oszustwo i spowodować wykluczenie takiej strony z wysokich miejsc w rezultatach wyszukiwania. SWL często wykorzystywane są do linkowania stron służących jako zaplecza do docelowo pozycjonowanej strony.

Ostatnim a jednocześnie najbardziej wartościowym i kontrolowanym (bo tworzonym samemu) sposobem uzyskiwania linków przychodzących jest tworzenie własnego zaplecza. W przypadku chęci pozycjonowania strony o danej tematyce należy stworzyć strony powiązane tematycznie ze stroną pozycjonowaną, które będą posiadały linki do strony pozycjonowanej. Jakość zaplecza przekłada się na jego siłę, więc treści unikalne w przypadku takich zapleczy mają również duże znaczenie.  Dodatkowo ważne jest przetrzymywanie stron służących jako zaplecza na różnych serwerach (różne adresy IP), aby w jak najbardziej wiarygodny sposób wykreować obraz linkowania naturalnego (ukryć przed wyszukiwarką, że jest to działanie sztuczne). Należy jednak pamiętać, że posiadanie i utrzymywanie skutecznego zaplecza może być kosztowne, gdyż wiąże się z opłatami za unikalne domeny, serwery z różnymi adresami IP, tworzenie unikalnych treści itp.

Oczywiście skuteczne pozycjonowanie to takie, które opiera się na zastosowaniu wszystkich dostępnych metod razem, gdyż tylko takie działania mogą przynieść pożądane efekty i przełożenie w pozycji rezultatów zwracanych przez wyszukiwarkę.

Mądre myśli…

Czasy, kiedy pierwsze miejsce w rezultatach zajmie strona, która posiadała najlepszą zawartość mogą nigdy nie nastąpić. (Abstrahując od tego, że trudno jednoznacznie ocenić, jakiej zawartości użytkownik oczekuje…) Firmy takie jak Google stale starają się poprawiać algorytm, który decyduje o uszeregowaniu rezultatów wyszukania, jednak nawet mimo braku jego jawności zawsze znajdą się ludzie, którym będzie zależało na odnalezieniu kluczowych czynników wpływających na jego rezultaty.

Pamiętajmy:

– Nie należy się łudzić, że wyniki uzyskane po wpisaniu słów w wyszukiwarce i rozpoczęciu szukania są wynikami zawierającymi najlepszą treść, teoretycznie popartą uznaniem ludzi do niej linkujących.
– Chcąc rozpocząć pozycjonowanie swojej strony nie powinniśmy zastanawiać się nad pytaniami typu „czy się da?” lecz skupić się nad odpowiedzią na pytanie „ile to będzie kosztować?”.

 

Autor: Michał Ł