Archive for 12 listopada, 2012

12 listopada, 2012

Eksperyment Milgrama

- autor: tsissput

Jak to możliwe, że społeczeństwo europejskiego kraju pod wpływem ideologii kilku osób dopuszcza się ludobójstwa? Czy Niemcy, jako naród, są bardziej niż inni posłuszni autorytetom? Jaka jest przyczyna ślepego posłuszeństwa wbrew swojemu sumieniu?

Podobne pytania zadał osobie Stanley Milgram obserwując przebieg procesu Adolfa Eichmanna, nazistowskiego zbrodniarza, głównego koordynatora i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Aby na nie odpowiedzieć, ten amerykański psycholog społeczny i profesor uniwersytetu Yale postanowił przeprowadzić eksperyment naukowy.

Zebrał on ochotników, osoby obu płci, w wieku od 20 do 50 lat, będących przedstawicielami różnych zawodów i posiadających różne wykształcenie, którym za udział w eksperymencie zaoferował cztery i pół dolara (co stanowi równowartość dzisiejszych trzydziestu dolarów).

Następnie przystąpiono do eksperymentu. Jednorazowo brały w nim udział trzy osoby: eksperymentator, nauczyciel i uczeń. Role nauczyciela i ucznia przydzielano na podstawie losowania. Podczas pierwszej fazy eksperymentu zadaniem ucznia było zapamiętanie czytanej przez nauczyciela listy par słów np. „miły-dzień”, „niebieska-skrzynka” itp. Po fazie nauki przystępowano do fazy sprawdzającej. Ucznia przeprowadzano do sąsiedniego pokoju, gdzie eksperymentator przy pomocy nauczyciela przywiązywał go do krzesła, a do jego nadgarstków podłączano elektrody. Przed uczniem znajdował się pulpit z czterema przyciskami oznaczonymi literami od A do D, służącymi do wskazania wybranej przez ucznia odpowiedzi. Następnie eksperymentator wraz z nauczycielem wracali do pierwszego pomieszczenia, które było skomunikowane z drugim przy pomocy interkomu. Tam nauczyciel siadał przed pulpitem z trzydziestoma przełącznikami opisanymi wartością napięcia impulsu elektrycznego (od 15 do 450 woltów, z krokiem co 15 woltów) i słownym komentarzem od „słabego wstrząsu” aż do „niebezpieczeństwo: poważny wstrząs”. Nauczyciel, zgodnie z instrukcją eksperymentatora, miał odczytywać pierwsze słowo z pary, a następnie cztery warianty odpowiedzi, z których uczeń miał wskazać prawidłową przy pomocy wspomnianych wcześniej przycisków. W przypadku udzielenia nieprawidłowej odpowiedzi nauczyciel miał za zadanie karać ucznia wstrząsem elektrycznym. Każdy kolejny wstrząs miał być coraz silniejszy. Tak przynajmniej sądził nauczyciel…

Prawda był trochę inna. Eksperymentatora grał zawodowy aktor, losowanie było sfingowane i badanemu zawsze przypadała rola nauczyciela, a uczniem zawsze zostawał drugi z aktorów. Nie było żadnych wstrząsów elektrycznych, a nauczyciel wcale nie słyszał przez interkom dźwięków z sąsiedniego pokoju, tylko przygotowane wcześniej sugestywne nagrania. Badany słyszał między innymi następujące kwestie: 120V – „Auuu! To rzeczywiście boli!”, 150V – „Eksperymentatorze! Już dość, proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu, mam kłopoty z sercem”, 165V – „Pozwólcie mi wyjść!”, 180V – „Nie mogę wytrzymać tego bólu!”, 300V – „Absolutnie odmawiam odpowiedzi. Nie możecie mnie tutaj trzymać!”. Przy wstrząsach powyżej 330V słychać było już tylko histeryczny krzyk ucznia, a od pewnego momentu uczeń przestawał w ogóle reagować i z głośników nie dobiegał żaden dźwięk. Eksperymentator miał za zadanie zachęcać nauczyciela do kontynuowania eksperymentu, kiedy pojawiłyby się u niego moralne wątpliwości. Za każdym razem kiedy nauczyciel chciał przerwać eksperyment, eksperymentator wypowiadał następujące kwestie:

  1. Proszę kontynuować,
  2. Eksperyment wymaga, abyś kontynuował,
  3. To jest absolutnie konieczne, abyś kontynuował,
  4. Nie masz wyboru, musisz kontynuować.

Jeśli badany po czwartej kwestii eksperymentatora nadal oponował eksperyment był przerywany. W przeciwnym wypadku eksperyment trwał aż do momentu, kiedy badany zadał uczniowi trzy wstrząsy o najwyższej możliwej sile.

Kiedy badany pytał, czy uczniowi może stać się krzywda nauczyciel odpowiadał: „Pomimo tego, że wstrząsy mogą być bolesne, nie dochodzi do trwałego uszkodzenia tkanek, więc proszę kontynuować”. A gdy badany stwierdzał, że jest jasne, że uczeń chce przerwać eksperyment eksperymentator odpowiadał: „Czy to się uczniowi podoba, czy też nie, musisz kontynuować, aż do momentu, gdy nauczy się wszystkich par słów”.

Milgram, jeszcze przed rozpoczęciem eksperymentu zapytał czternastu studentów starszych lat psychologii  oraz czterdziestu psychiatrów jak długo badani będą posłuszni autorytetowi. Według studentów maksymalny wstrząs miało podać od zera do trzech na stu badanych (średnia odpowiedź to 1,2%). Psychiatrzy natomiast przewidywali, że kiedy po dziesiątym wstrząsie uczeń zażąda, aby go uwolnić, badani przerwą eksperyment. Po wstrząsie o napięciu 300V, kiedy uczeń odmawiał odpowiedzi kontynuować miało zaledwie 3,73% badanych, a najsilniejszy wstrząs podać miało niewiele ponad jeden promil badanych. Zarówno studenci jak i psychiatrzy swoje przewidywania opierali na szacunkach co do liczby osób poważnie zaburzonych, których w społeczeństwie jest właśnie około jednego procenta. Według nich tylko takie osoby zdecydowałyby się na kontynuowanie eksperymentu w takich okolicznościach.

Wyniki eksperymentu były szokujące. Na czterdziestu badanych aż dwudziestu sześciu podało najmocniejszy wstrząs o wartości 450V, co stanowi sześćdziesiąt pięć procent! Badani nie byli psychicznie chorymi sadystami, wręcz odwrotnie odbierali eksperyment jako bardzo nieprzyjemny. Wszyscy w pewnym momencie pytali eksperymentatora, czy należy kontynuować zadawanie wstrząsów elektrycznych. W trakcie eksperymentu badani pocili się, wiercili, jąkali, obgryzali paznokcie, a niektórzy nawet wybuchali nerwowym śmiechem.

W artykule opisującym przebieg eksperymentu Milgram napisał:

Miałem okazję obserwowania jednego z badanych – dojrzałego i zrównoważonego biznesmena, wchodzącego z uśmiechem i pewnością siebie do laboratorium. Po 20 minutach ten sam człowiek był trzęsącym się i wiercącym, jąkającym się nerwowo wrakiem na granicy załamania psychicznego. Bez przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła ze słowami: „Boże niech się to wreszcie skończy”. A jednak reagował na każde słowo eksperymentatora i posłusznie ulegał jego poleceniom aż do samego końca.

Zastanówmy się, dlaczego tak wiele osób kontynuowało eksperyment?

Milgram przedstawił dwie teorie:

  • teorię konformizmu – opartą na eksperymencie konformizmu autorstwa Solomona Ascha, opisującego relację pomiędzy zachowaniem jednostki i grupy. Osoba badana, która nie była ekspertem w danej dziedzinie pozostawiała podjęcie decyzji, zwłaszcza w obliczu kryzysu, grupie, albo hierarchii.
  • teorię stanu agenturalnego – gdzie według Milgrama „esencją podporządkowania jest fakt, że osoba zaczyna postrzegać siebie jako instrument w rękach innej osoby i nie uważa się za odpowiedzialną za podejmowanie decyzji. Kiedy nastąpi taka zmiana postrzegania, dochodzi do ślepego posłuszeństwa autorytetowi”.

Co warte podkreślenia nikt z badanych nie zawiadomił władz uniwersytetu, że na jego terenie rażono ludzi prądem. Po zakończeniu eksperymentu ani jedna osoba nie poszła również do pokoju w którym przebywał uczeń, aby sprawdzić w jakim jest stanie i ewentualnie udzielić mu pomocy.

W celu sprawdzenia od czego zależy poziom podporządkowania się badanych, przeprowadzono serię różnych mutacji eksperymentu. Różniły się one między innymi poziomem bliskości nauczyciela z uczniem, czy też nauczyciela z eksperymentatorem. Bliskość ucznia zmniejszała poziom podporządkowania, natomiast bliskość eksperymentatora zwiększała ją. Jeśli w sali było dwóch eksperymentatorów i w pewnym momencie zaczynali się oni spierać, czy należy kontynuować eksperyment, nauczycielowi łatwiej było przerwać badanie.

Początkowo Milgram planował powtórzenie eksperymentu na terytorium Niemiec, jednak po przeprowadzeniu badań w Stanach uczony stwierdził: „Znalazłem tu tyle posłuszeństwa, że wcale nie było powodu jechać do Niemiec”.

Autor: Jakub Krzywda

Bibliografia:

Godne polecenia wykłady na temat sprawiedliwości:

12 listopada, 2012

Co wpływa na nasze działania? Autorytety, otoczenie czy może tylko my sami?

- autor: tsissput

Co wpływa na podejmowane przez nas działania? Każdy z nas chciałby powiedzieć, że tylko my sami, nasz charakter
i poglądy. Czy taka jest prawda? Chciałbym przedstawić  3 eksperymenty, które poddają tą opinie próbie.

Pierwszy eksperyment, który chciałbym przywołać to nazwany od swojego pomysłodawcy „Eksperyment Milgram’a”. Stanley Milgram amerykański psycholog społeczny (znany przede wszystkim z eksperymentu „świat jest mały” w którym to udowodnił, że członkowie jakiejkolwiek dużej społeczności są ze sobą połączeni dzięki krótkim sieciom pośrednich znajomych – zainteresowanych odsyłam do wikipedii) rozpoczął pracę nad swoim eksperymentem w 1961 roku, tuż po rozpoczęciu procesu zbrodniarza wojennego – Adolfa Otto Eichmann’a – głównego koordynatora i wykonawcy planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej, który to w swojej obronie mówił, że skazując na śmierć miliony Żydów wykonywał jedynie rozkazy swoich przełożonych. Milgram zadał wówczas pytanie: „czy to możliwe, że Adolf Eichmann i jego miliony wspólników w zbrodni przeciwko Żydom wykonywali jedynie rozkazy? Czy możemy nazwać ich wszystkich wspólnikami?”.

Na czym polegał eksperyment Milgram’a?

W eksperymencie brało udział 40 osób, które odpowiedziały na ogłoszenie w gazecie. Byli oni przekonani, że biorą udział w badaniu „wpływu kar na pamięć”. W zamian za sam udział w eksperymencie, bez względu na jego wynik, każda z badanych osób miała otrzymać 4.5$. Osoba badana w momencie rozpoczęcia eksperymentu poznawała podstawioną przez badaczy drugą „osobę badaną”. W tym momencie przeprowadzone zostało ukartowane losowanie ról. Osoba poddawana eksperymentowi otrzymywała rolę nauczyciela (na rysunku oznaczona literą T), podczas gdy druga osoba miała odgrywać rolę ucznia (L).

Zadaniem „nauczyciela” było przeczytanie listy par słów, a następnie sprawdzenie, jak wiele z tych par zapamiętał uczeń. Sprawdzenie polegało na tym, że nauczyciel czytał pierwsze słowo z pary, następnie podawał cztery odpowiedzi, z których uczeń miał wybrać odpowiednie wciskając jeden z czterech przycisków. Jeśli uczeń odpowiedział poprawnie nauczyciel czytał kolejne słowo, w przeciwnym razie nauczyciel miał zastosować karę w postaci wstrząsu elektrycznego. Z każdą kolejną błędną odpowiedzią napięcie miało ulegać zwiększeniu o 15V od początkowego napięcia równego 15V do maksymalnego równego 450V. Po omówieniu zadań jakie miał pełnić nauczyciel i uczeń, ten ostatni przechodził do pokoju obok, tak aby nauczyciel go nie widział. Tuż po każdym elektrycznym wstrząsie wymierzonym uczniowi jako karę za błędną odpowiedź odtwarzane z taśmy były jego krzyki:

15-90 V – Auu
120 V – Auuu! „To rzeczywiście boli”
150 V – AAuuuu! Eksperymentatorze! Już dosyć, Proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu mam kłopoty z sercem. Serce zaczyna mi już dokuczać. Proszę mnie stąd zabrać. Serce zaczyna mi dokuczać. Odmawiam dalszego udziału w tym. Pozwólcie mi wyjść.
165 V – AAAUUU! (krzyk) POZWÓLCIE MI WYJŚĆ!
180 V – AAAUUU! (krzyk) Nie mogę wytrzymać tego bólu! POZWÓLCIE MI STĄD WYJŚĆ!

195 V – AAAUUU! (krzyk) Pozwólcie mi stąd wyjść! Pozwólcie mi stąd wyjść! Serce mi nawala. Nie macie prawa trzymać mnie tutaj! Pozwólcie mi stąd wyjść (4x)
210 V – AAAUUU! Eksperymentatorze! Proszę mnie stąd zabrać! Mam już dosyć! Nie chcę już więcej brać udziału w tym eksperymencie.
255 V – AAAUUU! Zabierzcie mnie stąd!
270 V – (Okrzyki bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść! (3x)
300 V – (Okrzyki bólu) Absolutnie odmawiam odpowiedzi! Zabierzcie mnie stąd. Nie możecie mnie tutaj trzymać! Zabierzcie mnie! Zabierzcie mnie stąd!!
315 V – (Głośny okrzyk bólu) Mówiłem, że odmawiam odpowiedzi! Nie chcę dłużej uczestniczyć w tym eksperymencie!
330 V – (Intensywny i przedłużony okrzyk bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść (2x) Mówiłem, serce mi nawala (histerycznie). Nie macie prawa mnie tu trzymać. Pozwólcie mi wyjść (powtórzone wielokrotnie).
Przy silniejszych wstrząsach uczeń miał histerycznie i głośno krzyczeć. Od pewnego momentu przestawał reagować.
Gdy nauczyciel chciał przerwać badanie osoba nadzorująca przebieg eksperymentu(na rysunku oznaczona literą E) miała mówić ustalone kwestie:
1. „Proszę kontynuować”
2. „Eksperyment wymaga aby to kontynuować”
3. „Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne”
4. „Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować”

Przewidywane wyniki a rzeczywistość

Przed wykonaniem eksperymentu poproszono zawodowych psychiatrów  o oszacowanie procentu ludzi którzy dojdą do końca skali (450V) – przewidywali oni, że około jednego promila ludzi będzie w stanie to zrobić i będą to psychopaci lub sadyści.

Rzeczywistość okazała się zdecydowanie bardziej przerażająca – 26 osób spośród 40 osobowej próby nie przerwała eksperymentu przed czasem. Oznacza to, że ponad 50% ludzi zabiłaby drugiego człowieka tylko i wyłącznie dlatego, że człowiek w białym fartuchu kazał im kontynuować eksperyment.

Rozbieżność pomiędzy szacowanym a rzeczywistym wynikiem ukazuje nam, że nie jesteśmy świadomi jak bardzo wpływają na nas autorytety i jak łatwo przekazujemy na kogoś innego odpowiedzialność za nasze działania.

Otoczenie i jego wpływ na jednostkę

Drugim eksperymentem, który przedstawię jest „Stanfordzki eksperyment więzienny” przeprowadzony pod przewodnictwem amerykańskiego psychologa Philip’a Zimbardo w 1971 roku. Eksperyment ten jest najprawdopodobniej jednym z najbardziej znanych i zarazem najbardziej kontrowersyjnym eksperymentem w historii psychologii.

Dwudziestu czterech studentów amerykańskich uczelni bez żadnej przeszłości kryminalnej, zdrowych psychicznie i fizycznie podzielono na dwie grupy: więźniów i strażników. Początkowo studenci nie potrafili odnaleźć się w rolach, lecz wraz z upływającym czasem nabierali coraz więcej cech charakterystycznych dla danej grupy. Strażnicy zaczęli znęcać się nad więźniami – agresja strażników zdecydowanie wzrastała w nocy, gdy myśleli, że nie są obserwowani przez badaczy.

Eksperyment musiał zostać przerwany przed czasem przez wzgląd na pogarszającą się kondycję fizyczną i psychiczną więźniów, którzy nie byli już dłużej w stanie znieść ciągłego upokarzania i złego traktowania.

Efekt Lucyfera

Z eksperymentem tym powiązany jest termin wprowadzony przez Philipa Zimbardo – Efekt Lucyfera. Pojęcie to służy do określenia zmiany charakteru człowieka z dobrego na zły, spowodowanej jedynie przebywaniem w określonym środowisku.
Badanie Philip’a Zimbardo  ukazuje nam, jak szybko człowiek potrafi się zmienić (eksperyment trwał jedynie 6 dni), gdy zostaje mu narzucona określona rola społeczna.
Gdy pierwszy raz przeczytałem opis tego eksperymentu nie mogłem uwierzyć w jego wyniki, byłem niemalże pewny, że zostały one sfałszowane. Wystarczy jednak, że przypomnimy sobie, co zaszło w więzieniu Abu Ghraib pod Bagdadem, gdzie to amerykańscy żołnierze znęcali się psychicznie i fizycznie nad więźniami. Po ujawnieniu informacji na temat zdarzeń z irakijskiego więzienia Philip Zimbardo podkreślał, że wydarzeniom tym nie są wcale winni żołnierze, tylko system, który stawia ich w takiej sytuacji.

Czy będąc w grupie tracimy samodzielność myślenia?

Ostatnim eksperymentem który chciałbym przybliżyć jest badanie przeprowadzone przez Solomona Ascha w 1955 roku. Ten urodzony w Polsce amerykański psycholog postanowił zbadać wpływ grupy na jednostkę.

Asch pokazywał uczestnikom 3 linie, które były podpisane odpowiednio A, B i C oraz 1 linię X. Uczestnicy mieli wskazać, do której z pierwszych 3 linii najbardziej jest podobna linia X.

Eksperyment był podzielony na 2 fazy. W pierwszej z nich osoby poddawane badaniu podczas udzielania odpowiedzi siedziały same przed ekranem. W tej fazie 98% badanych udzielało prawidłowej odpowiedzi.

W drugiej fazie osoba badana w czasie udzielania odpowiedzi znajdowała się w grupie 8 osób, z czego 7 było podstawionymi przez badacza aktorami. W pierwszych dwóch próbach (różne linie były pokazywane 3 krotnie) aktorzy mieli udzielać poprawnych odpowiedzi. Natomiast podczas 3 próby wszystkie podstawione przez badaczy osoby miały mówić, że linia X jest podobna do linii A (co oczywiście było błędną odpowiedzią).

Wyniki wykazały, że około 37% uczestników badania udzielała zawsze takiej samej odpowiedzi jak reszta grupy.  Czym jest to wywołane? Asch jako powody takiego podporządkowania się grupie podawał przede wszystkim lęk przed odrzuceniem przez grupę oraz pragnienie bycia akceptowanym przez jej członków.

Wnioski

Czy możemy zatem uważać, że to jacy jesteśmy zależy od nas i od siły naszego charakteru? Eksperymenty zdają się temu przeczyć, ale przecież żadne z powyższych badań nie wykazały 100% uległości wobec otoczenia, grupy ani autorytetu. Dlatego pamiętajmy, że to my jesteśmy odpowiedzialni za własne działania, a prawie każdy wielki człowiek był w pewnym momencie odrzucany przez społeczeństwo, aby później stać się wzorem do naśladowania.

Autor: Błażej Kącikowski

12 listopada, 2012

Mitologia niczym Facebook

- autor: tsissput

Wprowadzenie

Jak można stwierdzić, czy historia opowiedziana w mitologii jest w całości fikcyjna, czy jest oparta choć w części na prawdziwych wydarzeniach i postaciach? Jedną z metod stosowaną przez naukowców jest stworzenie sieci społecznościowej bohaterów występujących w danej powieści i sprawdzenie czy tak zbudowana sieć wygląda jak prawdziwe sieci społeczne występujące w rzeczywistości. Kiedy tej metodzie poddano trzy starożytne mity okazało się, że relacje między postaciami są zaskakująco realne.

Mitologia porównawcza

Ralph Kenna i Pádraig Mac Carron, fizycy z Uniwersytetu Coventry w Wielkiej Brytanii, zastanawiali się, czy rzeczywistość zostawiła swój ślad w starożytnych mitach poprzez relacje między bohaterami. Badacze zbudowali mapy społeczne dla następujących trzech mitycznych tekstów:

  • Beowulf – Epicki poemat heroiczny, nieznanego autora będący jednym z najstarszych dzieł literatury staro angielskiej. W formie ustnej istniał już prawdopodobnie od ok. VIII wieku. Około roku 10000 poemat został spisany w dialekcie zachodniosaskim języka staroangielskiegoo, prawdopodobnie przez dwóch skrybów [Wikipedia].
  • Iliada – obok Odyseii drugi z eposów, których autorstwo tradycja przypisuje Homerowii. Oba utwory datuje się na VIII lub VII wiek p.n.e – stanowią więc one najstarsze zabytki literatury greckiej i europejskiej w ogóle. Oba poematy są eposami heroicznymi. Powstały prawdopodobnie w Jonii na wybrzeżu Azji Mniejszej – świadczy o tym przede wszystkim ich język, który można scharakteryzować jako archaiczny dialekt joński z elementami dialektu eolskiego. Tematem utworu jest gniew Achillesa i związane z nim epizody wojny trojańskiej. Tytuł utworu pochodzi od wyrażenia he Ilias poiesis – pieśń o Ilionie (Troi) [Wikipedia].
  • Tain Bó Cúailnge – Irlandzki epos. Większość badaczy zakłada, że jest to całkowicie fikcyjna opowieść, ale ostatnie dowody archeologiczne sugerują, że może być częściowo oparte na rzeczywistym konflikcie w Irlandii 3200 lat temu. Opowiada o wojnie prowadzonej przeciwko Ulster przez Connacht królową Medb i jej męża Aililla , którzy zamierzają wykraść byka Donn Cuailnge [Wikipedia].

Dla każdego mitologicznego eposu stworzona bazę danych zawierającą wszystkie niepowtarzalne postacie. W przypadku Beowulf’a zidentyfikowano 74 takich postaci, w Tain Bó Cúailnge – 404, a w Illiadzie – 716 (Sieci te, podobnie jak wiele innych, mają ograniczony zasięg i są niekompletne, ponieważ z natury literatura opisują tylko pewien wycinek rzeczywistości i nie opisują wszystkich relacji między postaciami). Badacze zdefiniowali dwa różne typy relacji występujące między postaciami: przyjazne i wrogie. Relacja przyjazna występuje, jeżeli dwie postacie znają się bezpośrednio, rozmawiają ze sobą lub występują w jednej scenie razem. Wówczas jest oczywiste, iż te osoby się znają. Wroga relacja występuje wówczas, gdy dwie postacie spotykają się w konflikcie i relacja przyjazna nie występuje lub postać jawnie deklaruje niechęć wobec innej. Sprawdzono również różne źródła opowiadań pod kątem liczby postaci, ponieważ pierwotnie były one przekazywane ustnie, a dopiero później spisywane, co może powodować różnice w poszczególnych wersjach.

Po wygenerowanie sieci dla tych trzech eposów badacze zastosowali standardowy zestaw narzędzi statystycznych używanych do badania rzeczywistych sieci społecznościowych, takich jak Facebook. Powszechną cechą takich sieci jest ich skupienie w mniejsze grupy, które się znają. Grupy te są połączone między sobą tzw. „hubami”, czyli osobami bardzo towarzyskimi, które łączą grupy między sobą. Prawdziwe sieci społeczne posiadają również właściwość „małych światów”, co oznacza, że zawsze występuje tylko kilka stopni separacji pomiędzy dwoma ludźmi (według amerykańskiego socjologa Stanley’a Milgrama tych stopni jest 6). Takie właściwości statystyczne zostały znalezione w sieci aktorów filmowych, muzyków jazzowych, a nawet pracowników naukowych. Jeżeli starożytne mity zastały oparte na prawdziwych ludziach relacjach między nimi, badacze spodziewali się znaleźć te same wzory.

Stworzono również grupę kontrolną, aby sprawdzić, czy podobne zależności nie zachodzą również w dziełach czysto fikcyjnych. W tym celu wykorzystano: „Nędzników” Wiktora Hugo, „Ryszarda III” Williama Szekspira, „Władce Pierścieni: Drużyna Pierścienia” J.R.R. Tolkiena oraz „Harrego Pottera i kamień filozoficzny” J.K. Rowling i przeprowadzono dla nich podobną analizę jak dla poprzednich utworów.
We wszystkich opowieściach, zarówno mitologicznych jak i współczesnych, zaobserwowano występowanie „małych światów” oraz występowanie skupień. Jednakże współczesne dzieła fikcyjne różniły się od mitów na wiele sposobów. Na przykład, w fikcyjnych powieściach większość postaci była połączona z głównymi bohaterami. Czegoś takiego nie zaobserwowano w mitach. Gdy naukowcy usunęli z sieci wierzchołek reprezentujący Beowulfa, okazało się, że postacie są związane ze sobą w inny sposób. „Z pewnością istnieją podobieństwa między fikcją a rzeczywistością,” mówi Kenna, ale w fikcji „każdy ma tendencję do być podłączony do głównego bohatera, w przeciwnym razie historia staje się zbyt trudne do naśladowania.”

Istnieją pewne archeologiczne dowody świadczące, iż postacie występujące w „Beowulfie” są oparte na prawdziwych postaciach , choć wydarzenia w nim opisane często zawierają elementy fantastyczne. Podobnie jest w przypadku „Iliady”. Istnieje natomiast bardzo mało dowodów na wydarzenia i postacie w „Tain Bó Cúailnge”, chociaż istnieją pewne poszlaki dotyczące krajobrazy w jakim rozgrywa się akcja. Podobieństwo jednak rozkładu i innych cech sieci do sieci „Beowulfa” może świadczyć o prawdziwości przynajmniej niektórych wydarzeń i postaci.

Podsumowanie

Przedstawiona tu metoda może budzić wiele kontrowersji. Można przecież uznać, iż starożytni autorzy popisali się znacznie większym kunsztem literackim od późniejszych im autorów, że kładli większy nacisk na dopracowanie swoich dzieł. Jednak wydaje się bardzo interesujące sposób w jaki naukowcy wykorzystują narzędzia do analizy sieci społecznościowych i do czego jeszcze je wykorzystają w przyszłości.

Autor: Łukasz Mocek

Bibliografia: