Archive for ‘Social Media’

Grudzień 1, 2014

Esy floresy i fantasmagorie sieciowo społecznościowe

- autor: tsissput

Tak naprawdę powinienem zamieścić w niniejszym artykule wyłącznie odnośniki oraz gorąco zachęcić do zapoznania się z nimi wierząc w ciekawość i zaangażowanie wnikliwego czytelnika. Podejrzewam jednak, iż byłoby to naiwne i zbyt optymistyczne. Dlatego też postaram się przybliżyć najciekawiej jak umiem kilka kwestii bez prób dowodzenia czegokolwiek, lekko jedynie muskając powierzchnię tematów, co mam nadzieję zachęci do dalszej lektury.

Gdybyśmy chcieli przeprowadzić kampanię reklamową lub promocyjną na różnorodnych serwisach społecznościowych potrzebowalibyśmy lajków, retweetów lub innej adekwatnej dla danego serwisu rzeczy. Optymalnie potrzebowalibyśmy dotrzeć do osób które się zaangażują, ale umiejętne nabijanie statystyk jest równie potrzebne. W tym celu moglibyśmy kupić lajki czy retweety na jednym z wielu serwisów wybierając ostrożnie ten sprawdzony i nie przesadzając z rozmachem. Obawy odnośnie ich skuteczności są uzasadnione ale spokojne, ich portfolio nierzadko zawiera bardziej skomplikowane przedsięwzięcia jak sprawieniem by dana aplikacja była w top 10 Apple Store w danej kategorii – wszystko jest możliwe. Czytając na temat omawianych procederów można natrafić skrajne opinie w zależności od tego kto sponsorował publikację. Kilka ciekawszych linków odnośnie powyższego:

Jako informatycy możemy zechcieć zrobić coś sami i szczerze nie jest to specjalnie trudne lecz tylko do pewnej skali. Wiadomo, że na wszystko możemy mieć autorskie rozwiązania ale posilając się tym co już jest w sieci weryfikację emailem rozwiązują takie serwisy jak http://10minutemail.com/10MinuteMail/index.html nieco bardziej uciążliwą telefoniczną http://www.burnerapp.com/ a najcięższą captchę http://www.deathbycaptcha.com/user/login Innym zagadnieniem jak szybko blokowany numer IP (nawet przy VPN) poradzimy sobie klasycznymi serwerami proxy (Tor byłoby lekko mówiąc niemądry). I tak można by wymieniać dalej tylko pytanie po co?

Oficjalne zdanie facebooka jest oczywiste https://www.facebook.com/help/281084665319172  – zakaz, tylko jest jeden problem. Kupienie reklamy na facebooku skutkuje także lajkami od botów broniących się przed wykryciem i jest w efekcie nie tak skuteczne. Więcej o tym w arcyciekawym filmie do którego obejrzenia gorąco zachęcam https://www.youtube.com/watch?v=oVfHeWTKjag

Pozwolę sobie poruszyć kilka mniej technicznych aspektów.

Serwisy społecznościowe mimo całego swojego dobrodziejstwa jak wszystko w nadmiarze szkodzą. Problemem jest tylko to, że w ich przypadku znacznie ciężej dostrzec szkodliwość niż chociażby papierosów. Nie chodzi tu o bycie „złodziejem czasu”, gdyż przecież leniwi i tak zawsze znajda sposób na zabicie produktywności, a pozostali wyciągną nieproporcjonalnie większe korzyści.

Śmieszy mnie gdy ktoś jest gotów wyśmiać tych mniej ambitnych za śledzenie losów bohaterów telenowel i życia gwiazd nie dostrzegają, że śledzenie facebookowych statusów czy tweetów dalekich znajomych jest prawie tym samym. Realnie nasi bliżsi znajomi to około 150 osób, a reszta to szum i nierzadko w przypadku spotkania na ulicy nawet nie przystaniemy. Zainteresowanie tym co w ich życiu słychać jest tylko pozornie bardziej uzasadnione niż w przypadku bohaterów telenowel. Są oczywiście liczne wyjątki ale nie mówmy o ekstremach. Idąc dalej nawet jak kogoś znamy nie uchronimy się przed tym, że na facebooku może zachowywać się lekko to ujmując niestandardowo. Na przykład opisuje swoje życie w szczegółach, dzieli się dosłownie wszystkim, spostrzegawczo zauważających, że strasznie pada czy stale wrzuca zdjęcia swoich dzieci czy chrześniaka. (Lista jest długa i dla jej dopełnienia warto zajrzeć tutaj: https://www.facebook.com/notes/cheesy-pick-up-lines/the-12-most-annoying-types-of-facebookers/136478482496)

Mam taki obraz w głowie gdy ktoś nagrywa przedstawienie swoich dzieci i wrzuca je na facebooka. Znajomi natychmiast opatrzą je komentarzami pełnymi zachwytu. Problem tylko w tym, że gdyby po 5 sekundach była tam cokolwiek innego nikt tego nawet nie zauważy. Komentujący nie obejrzeli filmu do końca, pewnie nawet nie zaczęli bo szczerze po co? Dlaczego kogoś miałby obchodzić cudze dzieci skoro nawet sam rodzic wolał je nagrywać niż rzeczywiście oglądać w najlepszej możliwej rozdzielczości i nagłośnieniu? Takie przykłady można mnożyć.

Ciekawym jest także efekt psychologiczny. Wielu z nas ma w znajomych podróżników, którzy non stop zaznaczą w jakim miejscu na świecie byli i w jakim hotelu nie spali, wraz z kolegą którego życie składa się z imprez i trzeźwienia oraz pary chwalącej się każdą wspólną kolacją i romantycznym uniesieniem. W serwisach społecznościowych ludzie przedstawiają najlepsza wersje siebie i dzielą się najciekawszymi wydarzeniami z życia. Oczywistym jest, że w każdej chwili kiedy Ty się uczysz, nudzisz w domu czy masz obowiązki pracęe etc. ktoś się doskonale bawi, zwiedza świat i kogoś poznaje. Tak się działo przecież stale, ale nigdy jeszcze nie było tak realne i namacalne. Łatwo zaakceptować i nas to nie rusza, że taki gwiazdor to ma życie, ale nie najbliżsi znajomi. W świetle powyższego nie martwiłbym się tu eskalacją zazdrości lecz depresji, dlatego znajomość i przemyślenie niektórych zjawisk może nam służyć.

Nie rozumiem konsumowania serwowanej papki w mediach i tak samo jest w przypadku informacji z serwisów społecznościowych. Czy wystarczy zawierzyć algorytmom serwującym nam treści i decydujących co mamy zobaczyć? Osobiście nie wyobrażam sobie używania facebooka bez skonfigurowania listy bliskich znajomych i sprecyzowania jakie rodzaje notyfikacji chcę otrzymywać. Nawet mimo tych zabiegów mówię, mało!.

Ostatnio kolega zamieścił film z treningiem wdzięczącej się modelki którego reprezentacyjne ujęcie nie było stosowne do pojawienia się w pracy czy na uczelni, z kolei inny stwierdził, że podzieli się obrazkiem z serwisu który regularnie przeglądam, oraz wiadomością z dzisiejszej gazety. Nie wpominając o tym, że co chwile aplikacje moich znajomych publikują za nich bo obiecano im, że zobaczą kto odwiedził ich profil. Pytam się za jakie grzechy ja to muszę oglądać i ubolewam, że personalizacja jest tak ograniczona i dostosowana do w dalszym ciągu statystycznego „Nowaka”.

Sygnalizowałem wielokrotnie i pisałem feedback na facebooku do autorów za pomocą zamieszconego tam formularza, jednak albo nie dostawałem odpowiedzi albo nie dopatrzyli się naruszeń regulaminu, nie mają czasu etc.

Powstało kilka prób personalizowania treści jednak są to niedojrzałe projekty. Jednym z bardziej popularnych pomysłów są wtyczki do Chroma i Mozilli typu „nie lubię”, ale szczerze nie zdają egzaminu. Ostatecznie w tym szumie nawet po oczyszczeniu i zgłębieniu tematu ciężko się odnaleźć. Pozostaje nadzieja, że autorzy serwisów poprawią coś w tych kwestiach. Wspominane wtyczki:

Na zakończenie pragnę podkreślić, że nie zachęcam do zabawy w sztuczne konta i farmy lajków i proponuję korzystanie z formularza na facebooku za pomocą którego można pomóc autorom serwisu go ulepszać https://www.facebook.com/help/127103474099499/ z którego jak wspomniałem wielokrotnie sam korzystałem i opisywałem możliwe nadużycia. Niedawno także zaaplikowałem do Facebooka i może uda mi się trochę im pomóc 🙂

W razie kontaktu chęci kontaktu proszę pisać na mojego gmaila appogeum

98758

Listopad 24, 2013

Graph Search, czyli semantyczna wyszukiwarka Facebooka.

- autor: tsissput

graph-search_320x197Graph Search – wyszukiwanie w socjogramie jako trzeci filar Facebooka.

Pierwszy filar to nasza nieśmiertelna ściana z wiadomościami (News Feed). Drugi – wprowadzona pod koniec 2011 roku oś czasu (Timeline).

Wyszukiwarka — bo tym właśnie z punktu widzenia użytkownika będzie Graph Search — ma pomóc odkryć coś nowego lub usprawnić poruszanie się na Facebooku.

Graph Search ma mieć mnóstwo zastosowań. Będzie można znaleźć na przykład wszystkie osoby, które mieszkają w jakimś mieście i lubią jakąś aktywność. Dzięki temu można będzie bez odrywania oczu od serwisu odkryć coś nowego, przede wszystkim nowych znajomych, na przykład znajomych naszych znajomych, z którymi mamy szansę się spotkać i mamy coś wspólnego. Ułatwi to też trafienie do popularnej wśród pewnych grup restauracji lub polecanego przez znajomych dentysty.

Facebook rozrasta się – codziennie dochodzą nowi użytkownicy, a starzy dorzucają nowe lajki, zdjęcia, linki i komentarze. Baza informacji rośnie w niesłychanym tempie. Do tej pory jednak nie było zbytniej możliwości przeszukiwania jej przez użytkowników. W efekcie Facebook jest nastawiony bardzo na to, co dzieje się „teraz” – większość osób jest przykuta do swojego strumienia aktualności, nie wychodzi poza niego. Powód jest prosty – znalezienie czegoś na Facebooku starszego niż kilka tygodni, szczególnie jeśli nie dotyczy jednej osoby i nie jest zdjęciem, jest strasznie wkurzające.

Graph Search upraszczając – jest to wyszukiwarka, która pozwala przeszukiwać bazy Facebooka. Ale to uproszczenie, porównanie do zwykłej wyszukiwarki, byłoby (szczególnie zdaniem Marka Zuckerberga) bardzo krzywdzące. Rozbijmy więc nowość na kilka punktów:

1. Uprzedzając wszelkie wątpliwości, Zuckerberg na samym początku powiedział, że użytkownicy mogą przeszukiwać jedynie te rzeczy, które zostały im udostępnione. Do tej pory bowiem wiele rzeczy było zbyt starych, żeby je wygrzebać. Teraz łatwiej będzie je znaleźć.

2. Graph Search nie opiera się o słowa kluczowe, jak robi to np. wyszukiwarka Google’a. Facebook, szczególnie w fazie beta Socjogramu, bardziej polega na elementach w swojej bazie danych – użytkownikach, fanowskich stronach czy wpisanych zainteresowaniach – i ich powiązaniach ze sobą. Dlatego jeśli będziemy szukać znajomych, którzy lubią Grę o tron, Graph Search poinformuje nas przede wszystkim o osobach, które polubiły taką stronę, a nie o tych, które gdzieś tam wspomniały o „tronie” i „grze” w jednym poście. W efekcie co prawda silnik wyszukiwania może pominąć część wartościowych informacji, odsiewa jednak wiele śmieciowych wyników.

3. Całość działa w oparciu o frazy. „Znajomi, którzy lubią…”, „Zdjęcia ze mną i …”, „Restauracje w pobliżu … lubiane przez znajomych z kraju …”, a nawet „singielki mieszkające w … i interesujące się …” – łączy się to z poprzednim punktem. Znowu, tak skonstruowane wyszukiwanie jest nieco ograniczające i może pomijać niektóre informacje, docelowo jednak ma szansę zapewnić znacznie bardziej wartościowe wyniki. Pytanie, czy się to nie zmieni w miarę rozwoju usługi i jej wychodzenia z fazy bety.

4. Całość jest zintegrowana ze stroną główną. Główna belka serwisu została całkowicie zdominowana przez pasek wyszukiwania, podczas gdy ikonki notyfikacji oraz ustawienia zostały zepchnięte do prawej strony. Wpisywane w pole frazy dynamicznie zmieniają stronę. Z punktu widzenia użytkownika to istotna cecha serwisu – upraszcza cały proces.

Graph Search ma umożliwić użytkownikowi przeszukiwanie zapisów aktywności własnej i znajomych. Będzie więc można poprosić o listę zdjęć, które użytkownik polubił, listę zdjęć konkretnych znajomych zrobionych w wybranym mieście 5 lat temu, listę zespołów, których słuchają współpracownicy, listę miast, w których mamy rodzinę i tak dalej. Na razie można zapisać się do zamkniętych testów wyszukiwarki, które prowadzone będą w tylko języku angielskim. Graph Search ma ponadto szanować ustawienia prywatności użytkowników.

Facebook chce, aby dzięki temu wyszukiwaniu życie było łatwiejsze, a świat mniejszy. Możliwe, że jest ot kolejny sposób aby użytkownicy Facebooka nie rezygnowali z serwisu, a chętniej z niego korzystali oraz pojawiali się także nowi internauci. Wall Street Journal przekazał informację, że zmniejsza się zainteresowanie Facebookiem. Analiza dotyczyła Stanów Zjednoczonych, gdzie w grudniu z serwisu przestało korzystać (czyli w ciągu miesiąca wcale go nie odwiedziło) 1,4 miliona użytkowników. W sumie używa go jeszcze ponad 167 milionów Amerykanów, ale strata jest spora i cieszy zwłaszcza w kontekście wiadomości z poniedziałku, kiedy to Guardian powiadomił, że z serwisu Zuckerberga uciekło 600 tysięcy Brytyjczyków z ponad 33 milionów, a w tym miesiącu nie zalogowało się już kolejnych 300 tysięcy. Statystyki można znaleźć na stronie czeskiej firmy SocialBakers.

Według tych samych danych, w Polsce w ciągu ostatniego miesiąca aktywnych użytkowników Facebooka przybyło prawie 400 tysięcy (171 tysięcy w ciągu ostatnich dwóch tygodni). W sumie korzysta z niego lekko ponad 10 milionów Polaków, co daje nam 23 pozycję na Świecie (z 212 monitorowanych państw). W ogólnym rozrachunku liczba użytkowników serwisu nadal rośnie i nieubłaganie zbliża się do symbolicznej granicy miliarda. W niektórych krajach użytkowników Facebook już znudził. Według analityków przytłaczające są reklamy, promowane posty i ciągłe zmiany. Pole do rozwoju nadal jednak jest — głównie w krajach Azji, gdzie z szacowanych 4 miliardów mieszkańców Facebooka używa zaledwie 7%.

Decyzja o masowym przejściu na nowy silnik zapadła w Palo Altro w lipcu 2013, a pierwszymi królikami doświadczalnymi są amerykańscy użytkownicy. Usługa została uruchomiona na kilkuset milionach kont. Zmiana jakościowa będzie ogromna. Jeśli jednak pamiętacie przepychanki ze słynną osią czasu – nie wszystkim przypadnie do gustu, bo nie wszyscy kochają super hiper mega innowacje.

Nowa funkcja jest na razie w Polsce jeszcze nie aktywna. Na tej stronie możemy się zapisać na listę oczekującą – choć część materiałów o Socjogramie (tak będzie się usługa nazywać w Polsce) została zlokalizowana, to wersja beta jest tylko dostępna dla użytkowników serwisu korzystających z amerykańskiej wersji językowej.

Firma zamierza upublicznić wyszukiwarkę w ciągu tygodni/miesięcy. W przyszłości ma się pojawić wsparcie dla aplikacji mobilnych, obsługa wszystkich języków, przeszukiwanie statusów i Open Graph.

Open Graph, czyli połączenie Graph Search z wyszukiwaniem lajków na stronach zewnętrznych. Zaprezentowano go już 3 lata temu:

Open Graph umożliwia indeksowanie stron internetowych pod względem ich „popularności” wśród użytkowników.

Tym samym firma przypomniała niejako, że jej starania o zbudowanie własnej, specyficznej wyszukiwarki trwają już od kilku lat. Zapewne to właśnie Graph Search miał na myśli Zuckerberg we wrześniu zeszłego roku.

Socjogram może okazać się jedną z najważniejszych funkcji Facebooka. Owszem, ktoś powie, że wyszukiwarka technologicznie wcale nie jest bardziej zaawansowana od rozwiązań konkurencji, szczególnie Google’a. Warto jednak pamiętać, że sam algorytm jest tylko jednym elementem całej układanki. Elementem najmniej ważnym, z punktu widzenia użytkownika. Użytkownik bowiem szuka określonych treści, jeśli więc baza danych jest uboga o nie, to nawet najlepszy algorytm nie zatuszuje tego faktu.

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Facebook_Graph_Search

http://www.dobreprogramy.pl/

https://www.facebook.com/about/graphsearch

http://www.gazeta.pl/

http://actualfacebookgraphsearches.tumblr.com/

http://www.komputerswiat.pl

http://www.insidefacebook.com/

 Kamil Pludra, 94470

Listopad 24, 2013

Semantyka stron WWW, czyli co nowego w HTML5?

- autor: tsissput

Od dosyć dawna możemy projektować strony według standardu HTML5, jednakże nie wszystkie przeglądarki wspierają ten standard w równym stopniu. Także przed użyciem którejś z właściwości HTML5 warto sprawdzić, jakie przeglądarki obsługują daną opcję i na jakim poziomie.

Wracając do sedna, czyli do standardu HTML5, daje on wiele nowych możliwości, między innymi wprowadza elementy semantyczne, które nadają znaczenie sekcjom kodu dokumentu HTML, a użyte we właściwy sposób, mogą usprawnić działanie przeglądarek, wyszukiwarek i czytników ekranów dla osób niedowidzących i właśnie tymi elementami będę zajmował się w dalszej części artykułu.

Większość stron internetowych przed standardem HTML5 opierała się na elementach <div>, które nic nie mówią o zawartości znajdującej się wewnątrz elementu. Elementy te są proste w użyciu, a sposób wyświetlania i funkcję jaką pełnią możemy definiować arkuszami styli. Przyglądając się bardziej złożonemu dokumentowi HTML i elementom <div> trudno stwierdzić jaką funkcję one pełnią, tym bardziej, jeżeli nie ma żadnych komentarzy twórcy dokumentu, a klasy czy identyfikatory styli są nazwane w sposób nic nie mówiący człowiekowi. Dlatego aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, jaką funkcję dany element <div> spełnia, należy zagłębić się w arkuszach styli, sprawdzając, jakie style są przypisane do danego elementu. Ale czy wiedza gdzie dany element jest umiejscowiony i w jaki sposób jest wyświetlany na stronie definiuję to jaką rolę pełni? Czy <div> umieszczony w dolnej części strony zawsze jest stopką? Albo czy menu zawsze znajduje się po lewej stronie strony? Dlatego HTML5 wprowadza nowe elementy semantyczne, które jednoznacznie mówią jaki element jaką pełni funkcję na stronie i zastępują zbyt ogólne elementy <div>, dzięki temu kod dokumentu jest łatwiejszy do edytowania i utrzymania, i to jest jeden z kilku powodów, aby używać nowe znaczniki. Drugim z powodów jest dostępność.  Strony dostępne to strony po których można nawigować za pomocą czynników ekranów, których używają osoby niedowidzące, dzięki elementom semantycznym łatwiej przychodzi znalezienie interesujących elementów strony. Kolejnym powodem jest optymalizacja pod kątem wyszukiwarek. Roboty przeszukujące sieć biorą pod uwagę elementy semantyczne dokumentu HTML, odpowiednie ich użycie może pomóc Twojej stronie znaleźć się na początku listy wyników wyszukiwania.

Nowe elementy semantyczne wprowadzają nową jakość w strukturze dokumentu, dzięki nim można oddzielić najpopularniejsze sekcje dokumentu a ponadto nadać znaczenie treściom w nich zawartych. Poza tym, nowe znaczniki nic nie zmieniają, nie są nim przypisane żadne style.

Jednym z najbardziej wyspecjalizowanych znaczników jest element <time>, w którym powinna być właściwie sformatowana  godzina bądź data na przykład <time>2013-11-24</time>.

Kolejnym elementem opisującym strukturę dokumentu jest element <header>,  w którym zawieramy nagłówek strony, czy też rozbudowany nagłówek artykułu. Pewnie teraz zastanawiasz się, co w wypadku, gdy na stronie będą występować oba nagłówki. Standard HTML5 nie zabrania kilkukrotnego użycia tego samego elementu semantycznego w obrębie jednej strony, jednakże im jest ich mniej i są bardziej przemyślane i właściwie użyte tym lepiej, ponieważ zbyt pochopne używanie nowych znaczników spowoduje powrót do tej samej sytuacji jak w wypadku ogólnych elementów <div>.

Następnym jest element <footer>, w której zawieramy stopkę dokumentu HTML.  Oczywiście każdy z tych elementów może zawierać inne elementy, także <div>.  Możemy na przykład umieścić informacje o autorze, menu nawigacyjne z poznanym już znacznikiem <nav>. Oczywiście wszystkich elementów nie powinnyśmy zawierać w elemencie <footer>, mogą być zawarte przed lub po tym znaczniku, ale w obrębie tego samego znacznika <div>, w którym jest zawarty element <footer>.

Niestety w HTML5 nie wprowadzono elementu <content>, w którym byłaby zawarta główna treść strony. Za to istnieje element <article> reprezentujący pewien oddzielny fragment treści, może to być wpis blogowy, czy to jakaś wiadomość. Oczywiście, w znaczniku <article> możemy zawrzeć poprzednie elementy takie jak <header> i  <footer>, w ten sposób otrzymamy artykuł z nagłówkiem, w którym będzie tytuł,  a może także podtytuł, notka o autorze.  Następnie zawieramy treść artykułu, w elemencie <div> lub <spam> a na koniec poznany także prędzej element <footer> w którym mogą być zawarte tak zwane copyrighty, czy odnośniki do innych stron. Tylko co w przypadku kiedy artykuł jest podzielony na kilka podstron? W takim przypadku, lepszym rozwiązaniem będzie, gdy każdy z części artykułu umieścimy w oddzielnym elemencie <article>.

Wyżej wspomniałem o artykule, w którego nagłówku występował także nagłówek, HTML5 wyróżnia element <hgroup>,  w którym możemy zawrzeć tytuł w elemencie <h1> a podtytuł w elemencie <h2>, jeżeli chcemy zawrzeć coś więcej, to lepiej zrobić to poza znacznikiem <hgroup>.

Mamy już zdefiniowany cały tekstowy artykuł, ale co jeśli wewnątrz tekstu będziemy chcieli zawrzeć jakiś obraz? Analogicznie jak w książkach, każdy z obrazów powinien być jednoznacznie związany z tekstem, dlatego będziemy go zawierać w elemencie <figure>. Dobrym pomysłem, jest także opis każdego z obrazu, taki opis powinien być umieszczany wewnątrz elementu <figcaption> i może on zastąpić atrybut alt ze znacznika <img>.

HTML5 wyróżnia także element <aside>, można w nim zawierać treść, który w jakiś sposób odnosi się do zawartości znacznika <article>. Może to być rozszerzenie jakiegoś zagadnienia, cytat, czy odnośnik zewnętrzny.

Elementy nawigacyjne powinniśmy zawierać w nowym elemencie <nav>, dlatego w tym znaczniku będziemy umieszczać odnośniki w obrębie danej strony lub do innych zewnętrznych stron.

Kolejnym nowym znacznikiem będzie element <section>, w którym zostają zwarte treści, nie pasujące do pozostałych elementów semantycznych.  Można w nim umieścić skróconą informację o nas, czy zestaw informacji kontaktowych, a także zbór treści na przykład lista newsów, czy też samoistne treści, które nie można nazwać artykułem. Może to być na przykład lista produktów na stronie sklepu.

Podsumowując, HTML5 wprowadza kilka nowych elementów semantycznych, przy pomocy których można zbudować strukturę semantyczną dokumentu, która niesie za sobą jednoznaczne informacje semantyczne, nie tylko dla autorów, ale także użytkowników przeglądających strony przy pomocy czytników ekranów dla osób niedowidzących a także dla robotów wyszukiwarek indeksujących stron, które biorą pod uwagę zwartość elementów semantycznych, gdzie zysk jest obopólny, użytkownicy wyszukiwarek otrzymują lepiej dopasowane wyniki a twórcy stron wyższą pozycję w wynikach wyszukiwania.

Oczywiście, zasób znaczników jest dość ubogi, z jednej strony to wada, ponieważ nie do końca możemy dopasować semantykę do prezentowanej zawartości na stronie, a z drugiej zaleta, ponieważ twórcy stron internetowych nie muszą uczyć się mnóstwa nowych znaczników, które pewnie i tak nie oddadzą całej semantyki jaką można spotkać na stronie internetowej. Reasumując, elementy semantyczne to pierwszy krok, do stworzenia w pełni semantycznych sieci WWW.

Piotr Michalak

Listopad 18, 2012

Wpływ portali społecznościowych na naszą pracę.

- autor: tsissput

Od kilku lat sieci społecznościowe wykorzystywane są jako narzędzia rynku pracy. Zarówno startupy, małe przedsiębiorstwa jak i duże korporacje wykorzystują portale społecznościowe do znalezienia najlepszych pracowników. Ponadto specjaliści z działów HR zajmujący się rekrutacją coraz częściej przeglądają profile kandydatów. Pozwala to ocenić wiarygodność kandydata oraz jego stosunek do otaczającego świata.

Rekrutacja przez serwisy społecznościowe.

Według badań przeprowadzonych przez Microsoft, 43% europejskich rekruterów rutynowo kontroluje „reputację online” potencjalnych kandydatów, przed wysłaniem zaproszenia na rozmowę wstępną. 23% osób odpowiedzialnych za HR odrzuciło kandydaturę danej osoby ze względu na nieodpowiednie komentarze lub zdjęcia umieszczane w serwisach społecznościowych, na blogach itp. Wiele osób błędnie uważa, że tego typu rozpoznanie dotyczy osób rekrutowanych na wysokie stanowiska np. w korporacjach. Tymczasem coraz częściej zdarza się, że przyznanie interesującej nas posady np. w dużym sklepie sportowym uzależnione jest od naszego profilu na NK. Menadżer sklepu odpowiedzialny za rekrutację,  mając do wyboru trzy osoby o podobnych kwalifikacjach wybierze tą, która nie umieszcza w Internecie nieodpowiednich treści np.półnagich zdjęć z papierosem i butelką wódki.

Serwis monitorujący sieci społecznościowe Reppler,  przeprowadził ankietę wśród 300 specjalistów od rekrutacji. Jej celem było dowiedzieć się kiedy i jak rekruterzy sprawdzają aplikującego, na różnych portalach zrzeszających społeczność. Badania wykazały, że ponad 90% z rekruterów i menadżerów uważa odwiedzenie profilu potencjalnego kandydata jako standardowy element procesu selekcji kandydatów. Wykazano, że 69% specjalistów od rekrutacji odrzuciło kandydata na podstawie treści zamieszczonych na profilach społecznościowych kandydata. Niemal w równych proporcjach (68%) zdecydowało się zatrudnić dana osobę w oparciu o treści znajdujące się na profilu danego aplikanta.

Na diagramie poniżej przestawiono dokładniejsze wyniki z przeprowadzonego badania. Dokonując szczegółowej analizy możemy wysunąć następujące wnioski. Często bez nasze wiedzy rekruterzy używają sieci społecznościowej do selekcji kandydatów uczestniczących w procesie rekrutacji. Szczególnie użyteczne są portale takie jak: Facebook, Twitter., ponieważ dużo bardziej dotyczą one naszego osobistego życia. Ponadto weryfikacja profili kandydata odbywa się we wczesnym etapie procesu rekrutacji, dlatego też poszukujący pracy powinien zadbać o swój wizerunek online zanim złoży aplikację na wybrane stanowisko.

Weryfikacja podania o pracę z wykorzystaniem sieci społecznościowych – źródło reppler.com

Jak nie stracić pracy po wakacjach?

Wydawać by się mogło, iż o swój wizerunek w sieci powinna dbać przede wszystkim osoba zgłaszająca swoją aplikację. Nic bardziej mylnego, to jak prezentujemy się w sieci jest istotne również z punktu widzenia naszego aktualnego pracodawcy, partnera biznesowego, współpracownika oraz konkurencji. Niestety zdarza się nam zapomnieć, iż 30% Internautów szuka w sieci informacji o osobach, z którymi pracuje i konkuruje.

Według sondażu przeprowadzonego przez 123people.com (największa wyszukiwarka osób na świecie, od niedawna dostępna również na polskim rynku) w lipcu 2012, prawie 47% użytkowników globalnej sieci przesłało swoje zdjęcia z wakacji na portale społecznościowe. Media społecznościowe stają się coraz bardziej związane z naszym życiem codziennym, więc wydaję się to naturalne, że chcemy wymienić nasze wspomnienia wakacyjne.

Zdaniem Alexandra Senonera z 123people „Wielu z nas zapomniało, że wszystkie treści, które możemy opublikować w Internecie mogą być oglądane przez naszego pracodawcę, nauczyciela lub przez każdą inną osobę, która będzie sprawdzała nasze dane w internecie. Mimo, że rośnie świadomość, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak poważne konsekwencję może mieć udostępnianie zdjęcia w bikini lub przy drinku. Z urządzeniami mobilnymi dzielimy obraz w mediach społecznościowych w ciągu sekundy. W tej samej sekundzie możemy stracić pracę lub przyjaciół”.

Nawet, jeżeli nasz szef nie zauważył na Facebooku zdjęcia z suto zakrapianej imprezy z nami w roli głównej, nie zapominajmy o życzliwych kolegach lub klientach, którzy również monitorują informacje o nas w sieci. Mogą oni szybko pozbawić nas pracy za pomocą jednego maila z odpowiednim linkiem. Prawdziwy problem powstaje, gdy wspólne zdjęcie z dziewczyną trafia na stronę pornograficzną. 

Należy pamiętać, że jednokrotne opublikowanie zdjęcia umieszcza je w Internecie na zawsze. Dlatego tak ważne jest, aby dokładnie wybierać zdjęcia które udostępniamy. Ważne jest również dokonywanie przeglądu systematycznego, jakie zdjęcia i informację można znaleźć na naszych profilach.

Na podstawie badań 123people narodem, który najchętniej dzieli się swoimi zdjęciami z wakacji są Polacy – ponad 58% z nas przesyła swoje zdjęcia na portale społecznościowe. Na drugim i trzecim miejscu są Holendrzy i Francuzi. Niemcy są natomiast najbardziej ostrożni w zakresie publikowania treści osobistych – tylko 35,2% przyznało, że umieszcza swoje zdjęcia w sieci.

Procent użytkowników mediów społecznościowych publikujących swoje zdjęcia z wakacji w różnych krajach – źródło 123people.com

Świadomość użytkowników rośnie.

Świadomość zarządzania swoimi danymi w sieci jest coraz większa. 65% dorosłych użytkowników Internetu ogranicza dostęp do swoich profili osobom, których nie zna. 56% osób wykasowało z list kontaktów osoby, których zna niewystarczająco dobrze. 36% Internautów kasuje niektóre komentarze swojego autorstwa oraz usuwa tag ze swoim imieniem ze zdjęć, na których nie chce być oglądany. Niestety podczas kopiowania niekorzystnych dla nas zdjęć między serwerami tracona jest informacja o źródle, a to właśnie tam powinniśmy usuwać niechciane dla nas treści.

Podsumowując, musimy dbać o swoją reputację online, regularnie monitorując informacje na swój temat. Powinniśmy sprawdzać co mówią o nas przeglądarki (Google, Yahoo), weryfikować ustawienia prywatności, przeglądać swoje zdjęcia na NK i Facebooku. Usuwać te, które przedstawiają nas w sytuacjach dwuznacznych. Eksperci z 123people sugerują, aby przed publikacją jakiegokolwiek zdjęcia pomyśleć o swojej mamie. Jeżeli Ona by je zaakceptowała to znaczy, że możemy je opublikować. Wszystko to pozwoli sprawnie zarządzać naszym wizerunkiem. Pamiętajmy również, że na nasz wizerunek w sieci budują komentarze, wpisy oraz pozostałem treści naszego autorstwa.

Autor:
Piotr Ostrowski

Źródła:
http://www.123people.com/blog/
http://blog.reppler.com/2011/09/27/managing-your-online-image-across-social-networks/

Październik 16, 2012

Gra na Watson Post: Warto rozmawiać

- autor: Mikołaj Morzy

Ruszamy z pierwszą z trzech gier, które stanowią część zaliczenia przedmiotu w tym semestrze. Gra wykorzystuje serwis Watson Post i jej celem jest sprawdzenie, jakie tematy dyskusji są nośne w kontekście mediów społecznościowych. W ramach gry można zdobyć maksymalnie 200 punktówna zaliczenie, więc jest o co walczyć.

read more »